napisane w wolnym czasie, kiedy to przemyślenia na temat macierzyństwa i tematów pobocznych w głowie mej miejsca wolnego już dla siebie znaleźć nie mogą
| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
O autorze
Zakładki:
Inspirujące
LEKTURA OBOWIĄZKOWA
Mama Zone
Męskim okiem widziane
Namiętnie poczytuję
TEŻ MOJE
To właśnie MIŁOŚĆ
W uśpieniu
Lilypie Kids Birthday tickers Liczniki na stonę
Kategorie: Wszystkie | 1001 drobiazgów
RSS
sobota, 21 lipca 2018

"Pewnie pan słyszał " powiedziane do osoby z bardzo dużym niedosłuchem wzbudziło mój wewnętrzny chichot

18:52, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 lipca 2018

Od kilku dni gdzie nie pójdę odbijam się od ściany. I chodzę jak ten akwizytor, i pukam, i serce na dłoni daję, a po drugiej stronie zero zainteresowania, zimna obojętność.
Nie powiem - bolesne to doświadczenie.

Na szczęście to  sny ...

19:16, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 lipca 2018

Wczoraj zderzyłam się z nią oko w oko. Z żywą "słodką idiotką". Do tej pory myślałam, że "słodka idiotka" to wytwór jakiś sfrustrowanych niedowartościowanych kobiet. Taki rodzaj miejskiej legendy. Wszyscy o niej słyszeli, ale nikt na żywo nie widział. Ewentualnie obejmuje ono - to wyrażenie -  kobiety, a właściwie dziewczyny w przedziale wieku nastoletniego, kiedy to stres, presja, czy co tam jeszcze innego powodują jakieś głupkowate zachowania, zwłaszcza jeśli dotyczą spotkań  nazwijmy to międzypłciowych. Ale z tego się wyrasta .... prawda ???
Niestety po wczorajszym dniu muszę zweryfikować swoje sądy. Słodką idiotką można być równie dobrze gdy ma się lat zdecydowanie więcej niż naście.
Ze względu na charakter pracy mam, między innymi, wgląd w ludzkie PESELE więc doskonale wiedziałam ile lat ma kobieta, która właśnie stała za kontuarem. Dość powiedzieć, że (i tu wpiszę się w wszechobecny trend nazywania wszystkiego ileś tam "+" - bo mamy i 500+ i 300+ i mieszkanie +) pani owa metrykalnie miała 40+. Natomiast jej zachowanie adekwatne było raczej do dziewczynki  legitymującej się metryką 4+. Powiedziane tonem rozkapryszonej czterolatki "ja się tak nie bawię" (brakowało mi tylko tupnięcia nóżką), i dalej "a ja byłam 5 razy na Bali" spowodowało, że z zaciekawieniem zaczęłam przyglądać się "owemu zjawisku". Od razu przyszła mi na myśl postać Oli Kozeł z kultowego "Misia" - pomyślałam, że to ten sam typ.
Z jeszcze większym zaciekawieniem przypatrywałam się mężowi owej trzpiotki już dawno niepodlotki.
Wyglądał na zdroworozsądkowego człowieka.
Mhmmm... no coż
Ludzie dokonują różnych wyborów życiowych -  czasem trafnych, czasem mniej.
Jeśli mają  odwagę, to z tych mniej udanych potrafią się wycofać.
Jemu widocznie taki typ osobowości nie zgrzytał. A może ta pani posiadała inne ukryte walory, które rekompensowały mu jej dziecinną trzpiotkowatość.

W sumie to dobrze, że każdy z nas ma inne upodobania. Jedni lubią trzpiotki - idiotki, a inni ....
Na szczęście na zrzędy i krytykujące babsztyle :) też jest zapotrzebowanie.

19:47, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 lipca 2018

Profesjonalizm w każdym calu.
Ładnie było. Czysto. Fachowo. Ciągły keep smiling.
Twoje zadanie ograniczało się tylko do tego by poddać się ogólnemu nurtowi i dać się wciągnąć w trybiki tej całkiem sprawnie działającej maszynerii do produkcji emocji i rozrywki. 
Obsługa dbała o twoje bezpieczeństwo. Wyznaczone tory kolejkowe zwalniały twój mózg z lekka ogłupiały serwowanym z każdej strony nadmiarem bodźców i pokus od myślenia jak ustawić się w kolejce i gdzie jest jej koniec.  Gdy zamokłeś skorzystać mogłeś z turbo suszarek, gdy zgłodniałeś - z punktów gastronomicznych. Uważne oko obsługującego szybko i sprawnie dokonywało wstępnej selekcji i albo opuszczałeś kolejkę jako odrzut niekwalifikowalny z uwagi na za mały lub za duży wzrost, albo szedłeś do dalszej "obróbki" gdzie testowano twoją wytrzymałość na szarpanie, skręcanie, poddawano cię przeciążeniom, oblewano wodą, wieszano do góry nogami itd.

Na własne życzenie przeżyłam przeciążenie 3G, moje serce zostawiłam na wysokości 5m, a w tym samym czasie ciało podążało w wagoniku na poziom "zero", rysy twarzy na kilka sekund doznawały dziwnych odkształceń, zmarszczki pod wpływem pędu powietrza ulegały wyprasowaniu, w gardle posucha jak na Saharze, krew w tętnicach szalała, a w głowie kołatała się myśl "co ja tu do jasnej cholery robię??"
Na koniec dnia grzecznie i z uśmiechem ten ogromny rozrywkowy kombinat wypluwał cię na parking do twego samochodu machając ci na pożegnanie.
Wypad do Energylandii zaliczony.




To teraz zrelaksuję się i dojdę do siebie w jakiś "nudniejszych" okolicznościach przyrody.
Bo to jest to co lubię najbardziej - niezależność, swobodę, naturę i ciszę.
Na dobry początek dziś był rower i pedałowanie wśród łanów zbóż, a za dwa tygodnie góry :).

 

00:17, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 lipca 2018

Ten chód.
W mojej ocenie nie najładniejszy w jej wykonaniu. To on w pierwszej chwili spowodował, że mimo, że była daleko ode mnie, to zwróciłam na nią moją uwagę.

 Swoją drogą umiejętność ładnego poruszania się w  butach na wysokim obcasie do najłatwiejszych nie należy, tym bardziej gdy kobieta się spieszy za biegnącym w kierunku karuzeli dzieckiem, a pod nogami ma miejski bruk.

Ale pomijając dygresje i wracając na główne tory ....
Ponieważ podążałyśmy w tym samym kierunku, a ja w przeciwieństwie do niej miałam stopy obute w sportowe buty (i generalnie znana jestem z szybkiego chodu) to chcąc nie chcąc szybko ją dogoniłam. Przyznać też muszę, że gnała mnie ku niej również ciekawość. Bo oto rozpoznałam w niej osobę, którą gdzieś tam "poznałam" w internecie. Z tym, że "poznałam" to może nad wyraz napisane. Bo czy to, że ze zdjęć publikowanych przez nią wiedziałam, że wtedy, a wtedy jadła pizzę, a wakacje w roku X spędzała z Y w mieście Z, a dzieci to ma tyle, a tyle, a nazywają się tak i tak, i najczęściej to maluje czarną kreskę na górnej powiece upoważnia mnie do określania jej mianem znajomej? 

Kusiło mnie, żeby do niej zagadnąć, ale nie byłam pewna jej reakcji więc zrezygnowałam. 
Ograniczyłam się więc do przyjrzenia się jej.
Rzeczywiście - ładna była. Zadbana. Zgrabna. Tak jak na publikowanych przez nią zdjęciach. 
Jednak z niejaką satysfakcją pomyślałam, że przydałoby się, by poćwiczyła trochę nad swoim podbródkiem, bo linia już nie ta. No i te papierosy ....
Kiedy już tak poznajdowałam "skazy" w jej wizerunku, to usatysfakcjonowana pomyślałam - 
Eee..... nie taka znów z niej fajna kobitka.

A potem spojrzałam w głąb siebie. I smutne było to, do czego się dogrzebałam.
Bo dojrzałam swoją żałosną małostkowość, wybujałe ego, zazdrość. Bo próbowałam się dowartościować poprzez pomniejszenie jej wartości,  wyszukując w niej wady tylko dlatego, że lata świetlne temu los jakoś przewrotnie sprawił, że obie nieświadomie, nie znając się, rywalizowałyśmy o to samo, i to ona zebrała wtedy laur zwycięstwa.

Teraz myślę, że budowanie swojej wartości na pomniejszaniu kogoś to jakieś takie bardzo cienkie i słabe jest.
I myślę też, że mnie tak samo jak jej nie najlepiej wychodzi chodzenie w butach na wysokim obcasie (dlatego tak rzadko je zakładam). I myślę też, że może i moja linia podbródka jest zdecydowanie ładniejsza, ale jednak zgrabnością tyłka to ona bije mnie na głowę.
I myślę też, że obie my to jednak fajne kobitki jesteśmy.
Mimo wszystko.

00:35, wiklasia
Link Dodaj komentarz »