napisane w wolnym czasie, kiedy to przemyślenia na temat macierzyństwa i tematów pobocznych w głowie mej miejsca wolnego już dla siebie znaleźć nie mogą
| < Wrzesień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
O autorze
Zakładki:
Inspirujące
LEKTURA OBOWIĄZKOWA
Mama Zone
Męskim okiem widziane
Namiętnie poczytuję
TEŻ MOJE
To właśnie MIŁOŚĆ
W uśpieniu
Lilypie Kids Birthday tickers Liczniki na stonę
poniedziałek, 24 września 2018

Wróciła.
"Pachnąca" trzydniowym biwakowaniem,
Z przeciętym opuszkiem palca (bo scyzorykiem wydłubywałam zawartość żołędzia),
z cieniami pod oczami (bo na warcie nocnej dwa razy stałam od 4.30 do 5.20 - i to w ten deszcz),
z połową nietkniętego jedzenia i picia,
lekko wymarznięta,
głodna
i niewyspana,
ale bardzo zadowolona.

Może to jest recepta na jej dobre samopoczucie i zadowolenie: wygłodzę, nie dam się jej wyspać, przeczołgam po lesie a wtedy przestanie fukać i marudzić i częściej zobaczę na jej twarzy uśmiech i  będzie mieć więcej życzliwości do świata i ludzi, i brata.
;)

10:42, wiklasia
Link Komentarze (4) »
sobota, 22 września 2018

Matka ma nerwy napięte jak postronki.
Po dzisiejszej nocy.
O ile wsłuchiwanie się w bębniący w okna dachowe deszcz, kiedy ty sama leżysz w ciepłym łóżku jest powodem do zadowolenia i wdzięczności, o tyle wizja dziecięcia, które nad sobą ma tylko materiał namiotowej plandeki w tę mroźną noc jest powodem do troski i zmartwienia.
Wyobraźnia podsuwała mi coraz to nowe wizje: a to kapiący po nosku deszcz, a to chłód niepozwalający zasnąć (takie są moje osobiste doświadczenia i wspomnienia z dawnego wędrownego włóczykijostwa z namiotem po Małej Fatrze na Słowacji), a to zapalenie płuc, głód, zaprószenie ognia, spadająca gałąź...
I nie pomagała świadomość, że wyposażona została w naprawdę ultraciepły śpiwór, że dostała ilość  wałówki, której nie będzie w stanie sama przetrawić, że ciepłe ciuchy, czapka, scyzoryk, czołówka, plastry, płyn do dezynfekcji ran itp.
Dotrwałam do rana, a potem zjawiłam się z obozowisku z drobną przesyłką w postaci: pary kaloszy, ciepłych skarpet, dodatkowej bluzy polarowej i kurtki zimowej.
Dziecko potraktowało mnie w stylu: mama co ty tu robisz, idź sobie, nie przeszkadzaj w super zabawie.
Większe zrozumienie otrzymałam od dorosłej obsługi biwaku.
"Moja żona też tak ma" - usłyszałam na pocieszenie z ust jednego pana.

20:54, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 września 2018

Matka ma nerwy.

Jeszcze dziewięciu lat nie przekroczyła, a już wyprawiłam z domu.
Z dala *) od domu Młoda chyba trochę skruszeje. Zwłaszcza, że zapowiadają, że temperatura w nocy ma spaść do 5 st. Celsjusza, a ona w namiocie.

Wróci za trzy dni.
Jak się wybiwakuje na harcerskim zlocie.

 

*) Na szczęście niedaleko. Jakieś pół kilometra od domu.

20:12, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 września 2018

c.d.

 

Młody był.
Skończył źle.
Za żebro powieszony.

Na Węgrzech trochę nudno mi było.
Ja nie kaczka, by cały dzień spędzać na moczeniu się w wodzie.
Wymiękłam po dwóch dniach.
Zarządziłam zwijanie manatków i przenosiny do sąsiedniego kraju - Słowacji.
I w dziury wskoczyliśmy. 
Po ichniemu Janosikove diery we wsi Terchova.
Podobno to stąd się wywodził i tu baciarował Juraj. Janosik mu było po ojcu.
Klimatyczne, łatwe  do przejścia szlaki dla dorosłych i młodzieży (dzieciaki mogą mieć problem z uwagi na drabinki), bez zadyszki, bez sapania, za to z ochami i achami
Gdy sucho i słonecznie warto tu wpaść. Gdy deszczowo - to proponuję trzymać się mocniej drabinek na szlakach.

Chciałam jeszcze zahaczyć o wieś Cićmany.
Synu mógłby tam komuś chatę w jakiś rzucik przyozdobić. Przy okazji potrenować szlaczki przed swoim debiutem w szkole.
Dlaczego? Wpiszcie w wyszukiwarkę nazwę wsi i obrazki zapodajcie.
Prymitywne malowanki zaciekawiły mnie bardzo i mam ochotę na więcej, i na żywo, a nie on - line.
Na szczęście jest to do zrobienia.
Co do noclegu w Terchovej. O rzut beretem w miejscowości Niźne Kamence przyzwoity camping z domkami całorocznymi. Chyba tu wrócę.

23:25, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 września 2018

Nie dałam rady się im oprzeć.
Kusiły jak te z raju.
Zebrałam z ziemi.
Spakowałam do plecaka i popedałowałam dalej.
Mam nadzieję, że tym razem grzechu z tego żadnego nie będzie. I wygnania.

Rajskie jabłuszka znalazły swoje miejsce w wianku na drzwiach.
I kuszą, by zastukać, wejść, pogadać, napić się kawy.
One kuszą, nie ja.
Bo jaka tam ze mnie Ewa.
Jam nie nudystka, by po włościach mych hasać odzianą tylko w listek figowy. 

11:23, wiklasia
Link Komentarze (2) »
wtorek, 11 września 2018

Genów się nie oszuka.

Nawet ręce zakładamy w ten sam sposób.

Prawa przed lewą.

:)

 Moja siostra, moja córcia i moje ja

fot. Marcin Słodczyk

20:41, wiklasia
Link Komentarze (2) »
czwartek, 06 września 2018

Czasem jest tak, że koła same się kręcą.
Czasem bywa i tak, że nawet jadąc z górki ledwie zipiesz i męczysz się okrutnie.
Od czego to zależy? Nie wiem.
Od śniadania?
Wyspania?
Porannego seksu lub nie?
Aktualnej fazy księżyca?
Układów barycznych?
Poziomu hormonów?
Koloru skarpetek na stopach?
Nieważne.
Nie wnikam.
Liczy się to, że dziś kręciło mi się świetnie.

Czasem błąkam się bez planu.
Ot, tyle co azymut wybrany.
A jak coś zaciekawi to w domu do wujka gugla uderzam i o mapki proszę.
I tu dopiero poszerza się perspektywa i otwierają się oczy na nowe możliwości, nowe kierunki, trasy.
Bo czy ktoś z Szanownych Państwa wiedział o istnieniu w uroczym leśnym miejscu z trzema stawami, w małej miejscowości Kobiór na Śląsku, o czymś takim jak niemiecki podobóz  KL Auschwitz? Albo o ruinach bazy rakietowej pod Pszczyną? I że do jeziora Łąka miałam dziś dosłownie żabi skok (wystarczyło skręcić w prawo, a nie w lewo)?
Ja nie wiedziałam.
Ale zamierzam to nadrobić w najbliższym czasie. 
Bo wrzesień zamierzam spędzić pod znakiem dwóch kółek (no i książek rzecz jasna, bo bez nich jakoś tak niemrawo mi jest).
Jak to dobrze, że tyle jeszcze urlopu mam do wybrania.
Szef wygonił na wypoczynek.
Czeka mnie jesienne niepracowanie.
:)





23:21, wiklasia
Link Komentarze (2) »