napisane w wolnym czasie, kiedy to przemyślenia na temat macierzyństwa i tematów pobocznych w głowie mej miejsca wolnego już dla siebie znaleźć nie mogą
| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
O autorze
Zakładki:
Inspirujące
LEKTURA OBOWIĄZKOWA
Mama Zone
Męskim okiem widziane
Namiętnie poczytuję
TEŻ MOJE
To właśnie MIŁOŚĆ
W uśpieniu
Lilypie Kids Birthday tickers Liczniki na stonę
Kategorie: Wszystkie | 1001 drobiazgów
RSS
piątek, 22 września 2017

Czas babiego lata, kiedy to eksponowane były nogi, dekolty, ramiona i co tam która ładnego i apetycznego miała minął bezpowrotnie. 
Od kilku dni niemalże że nieprzerwanie pada deszcz.
Czuję się jak biblijny Noe.
Nic, tylko wypatrywać znaku z nieba. I na ten znak z góry dany zacząć brać się do budowania arki.
:).



09:16, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 września 2017

Jesień w tym roku jakaś taka inna. Smutkiem podszyta. Takim bez powodu.

Radość ulotna jak babie lato. Nie umiem jej dojrzeć, a co dopiero schwytać. Ciągle nie nadążam. Wiecznie spóźniona w tym łapaniu radości.
A może za dużo kryminałów czytam?
Bo w kryminałach to wiadomo - krew się leje i trup ściele gęsto, a to optymizmem nie nastraja.

17:51, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 września 2017

- Ja chcę brokuła!

- A ja wolę groszek

O matko i córko! I wszyscy święci na Olimpie!

Juupi!!!. W końcu do moich dzieci dotarło, że warzywa to samo zdrowie (wyłączając z nich pestycydy tak chętnie i ochoczo wtłaczane w nie przez rolników). 
Nie będzie już wybrzydzania!
Nie będzie min pokrzywionych!

I nagle Boom!. Olśnienie zwane obuchem między oczy.
To nie o te z pola od rolnika taki bój, a o te z Insekta.
O pluszowe, co za naklejki rozdają.

10:34, wiklasia
Link Komentarze (1) »

Było ich trzech.
Zadbanych. Mniej lub bardziej przystojnych (w gusta nie wnikam). W ubraniach podkreślających ich muskulaturę (taką w sam raz, miłą dla kobiecego oka). Uśmiechniętych. Służących pomocą. Uprzejmość biła z ich twarzy z intensywnością blasku surówki wypływającej z martenowskiego pieca. 

Ale ja nie o tym.

Przypadkowym, niezamierzonym zrządzeniem losu stałam się posiadaczką zestawu garnków wyprodukowanych przez firmę na literkę P. Wiecie, takie co to samo zdrowie, cud, miód i inne niezwykłości. A ponieważ wraz z zestawem nie przywędrowała do mnie instrukcja ich obsługi, to trzeba było się czymś podratować.
Kiedy więc w moje łapki trafiło zaproszenie na pokaz reklamowy dotyczący tychże garnków postanowiłam chwycić byka za rogi i wybrałam się.

Jakież to ciekawe wydarzenie socjologiczne. Ileż intrygujących obserwacji poczyniłam...

I tu wypadałoby wrócić do owej trójcy przystojnej i zgrabnie połączyć w całość dwa powyżej poczynione wątki.

Otóż panowie owi poławiaczami byli. Kusicielami. 
W żonglowaniu różnymi sztuczkami socjotechnicznymi osiągnęli mistrzostwo.
Monolog reklamowy szedł gładko i przyjemnie dla ucha. By wyeliminować przypadkowe próby zapadnięcia w stan relaksacyjny zwany drzemką, prowadzący od czasu do czasu rzucił jakąś anegdotką, żarcik zapodał. I tak sobie łacno i gładko szło urabianie. Monolog obfitował w częste odniesienia do jednej z cenniejszych wartości w życiu człowieka jaką jest zdrowie. Zadziałało, zwłaszcza, że towarzystwo słuchaczy tak w 90% składało się z beneficjentów ZUS-u. Czyli tu jednemu coś "szczyka", a tam łupie i niedomaga. Wiadomo - polski emeryt.
Kiedy temat zdrowia z lekka się wyczerpywał, prowadzący uderzył w inne tony. Kusił słowami "a bo tej pani, i panu, i tej pani również, i tamtej to się, kurde należy". A bo sąsiadka ma, a ja co? Gorsza jaka? Znana i wielce powszechna polska przywara jaką jest zawiść - warto wykorzystać do kuszenia gawiedzi. 

Budowanie poczucia wyjątkowości chwili i okazji. Bo, że pięćdziesięciolecie firmy, że tego jeszcze nie było i już nigdy nie będzie. I oferta specjalna, bo normalnie to z 10-ciu tysiaków trzeba wyskoczyć, a tu tylko jakieś marne 6 - tylko dziś, tu i teraz - tak modne ostatnio. I będziesz frajerem jeśli nie skorzystasz.
I to napięcie. Noszzz, prawie, że werble słyszałam.
I tak kolejni, przyszli, szczęśliwsi, zdrowsi i mniej zawistni słuchacze  prowadzeni byli niemalże jak na postronku do punktów konsultacyjnych w sprawie rat kredytu na zakup owego cudu jakim jest zestaw garnków z wysokogatunkowej stali.
Jak tak na nich patrzyłam, to mi się od razu Pinokio przypomniał i jego pobyt w krainie wiecznej zabawy. I te ośle uszy, i naiwność, i głupota ludzka.

A jak już nie było w co uderzać, to w poczucie przyzwoitości i wdzięczności.
I prowadzący wysnuł kolejną opowieść:
Że kiedyś, gdzieś jakaś pani po pokazie podeszła do niego i rzekła, że ona to wprawdzie garnki na P. już ma, ale tak miło spędziła czas, a prowadzący taki był uroczy, i tak się pewnie biedaczek napracował, i przecież specjalnie, z daleka przyjechał, że ona to tę lanolinę (co to na koniec pokazu była przedstawiana) z wdzięczności kupi.

I jak już pokaz do końca się zbliżał to nagle towarzystwo słuchaczy z lekka się przerzedziło. Z krzeseł powstawali i strategiczne miejsca przy wyjściu zajmować poczęli. A dlaczego? O tym przekonałam się chwil kilka później. 
Bo to stali bywalcy takich prezentacji byli. I pierwsi w kolejce, co to gratisy w podzięce za wysłuchanie dawali, odebrać chcieli. A jak te upatrzone przez nich gratisy się skończyły, to zadeklarowali, że na drugi pokaz na 14.00 przyjdą. Ot i się dowiedziałam, że nowa profesja w tym kraju jest dla emerytów, rencistów i wszystkich posiadających trochę wolnego czasu - pokazowy łowca gratisów. A jak się wykłócali, że biały chcą, a nie czarny, że to skandal, że grille się skończyły, bo on blendera to nie chce.
Ech, życie ...

Po powrocie do domu wyciągnęłam owe cudowne gary z garażu, wytarłam z kurzu, bo ździebko nim porosły, podgrzałam na płycie, ustawiłam w wieżę jak na pokazie było, po chwili włączyłam wyciąg kuchenny, bo smrodek spalenizny się pojawił (kurde, tego na filmie pokazowym nie było) i spróbowałam gotować.
Ale wiecie co, ja to jednak wolę tradycyjnie, na moich ikeowskich, co to sobie mogę w każdej chwili łyżką w nich pomieszać nie burząc przy tym skomplikowanej garnkowej wieży, rękę przyłożyć czy wystarczająco rozgrzane, zamiast gapić się w termometr zamontowany na pokrywce. I nie muszę wyskakiwać z 10 tysiaków (czy też 6-ciu jeśli los na pokazie się do Ciebie uśmiechnie i zostaniesz wylosowany).
A jakby kogo z Was naszło i chciałby takie garnki to niech zajrzy na olx. Tam to dopiero wypatrzyłam okazję. Wyjątkową. Tylko tu i teraz. I zdrowie w gratisie, i sąsiadka z zazdrości pęknie. I werble poproszę, ta dam! - 2,5 tysiaka. Tylko gratisów nie rozdają.

00:11, wiklasia
Link Dodaj komentarz »