napisane w wolnym czasie, kiedy to przemyślenia na temat macierzyństwa i tematów pobocznych w głowie mej miejsca wolnego już dla siebie znaleźć nie mogą
| < Luty 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28      
O autorze
Zakładki:
Inspirujące
LEKTURA OBOWIĄZKOWA
Mama Zone
Męskim okiem widziane
Namiętnie poczytuję
TEŻ MOJE
To właśnie MIŁOŚĆ
W uśpieniu
Lilypie Kids Birthday tickers Liczniki na stonę
czwartek, 28 lutego 2019

Aby spalić pączka trzeba ponoć:
biec przez pół godziny,
albo pływać przez pół godziny,
albo maszerować przez godzinę,
albo prasować przez około 4 godziny.

Ja do spalenia użyłabym tradycyjnych metod: podpałki i zapałek.
Ale w sumie chcę  zaznaczyć, że  pączki to się generalnie je, a nie spala.

21:25, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 lutego 2019

Śmieje się z siebie pod nosem, że jestem jak orkiestra z Titanica.
Statek szedł na dno, a mimo to, muzycy nie przestawali grać.

Kto zagląda na haninkowo doczeka się z pewnością jeszcze kilku wpisów, bo ....
piszę do końca, tak jak oni grali.


29 kwietnia zgaszę tu światło i zamknę za sobą bloxowe drzwi.

22:12, wiklasia
Link Dodaj komentarz »

Zgłaszam nieprzygotowanie do jutrzejszego dnia.
Ani grama pączka, czy wyrobu pączkopodobnego nie upiekłam ani nie zamówiłam.
Czeka mnie zatem jutro stanie w kolejkach ?
Biorę na wstrzymanie i mam zamiar przeczekać pierwszą falę szturmową na polskie cukiernie grzecznie siedząc w pracy.
Za to może po południu uda się  skombinować małe conieco bez większych poświęceń i ceregieli.

21:14, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 lutego 2019

No to Koniec balu panno lalu.

Arrivederci !!!

i See you later aligator!!!

Może w lepszym czasie?
W innym wymiarze?
Nie pozostało mi nic innego jak tylko pozbierać swoje manatki i inne zabawki, ścisnąć poślady, wciągnąć brzuch i ruszyć na poszukiwanie nowej przestrzenni blogowej.

Właśnie dostałam (tak jak i inni bloxerzy) wypowiedzenie z bloxa. 
A tak mi tu dobrze było przez te lata. Urządziłam się, zaanektowałam trochę przestrzeni dla siebie i swoich myśli, wreszcie - poczułam się członkiem pewnej społeczności, poznałam i polubiłam tu wielu fajnych i wartościowych ludzi.
Myślałam, że jest to umowa dożywotnia, a tu zonk - bo się okazało, że na czas określony.
Nic to, że haracz w postaci dość regularnych wpisów "płaciłam", że złośliwych komentarzy i hejtu nie uprawiałam. Nie ma zmiłuj się.
Blox się zamyka.
Na pociechę i otarcie łez dali okres wypowiedzenia do 29 kwietnia i namiary na inną platformę.
"Bardzo nam przykro (...)"  i inne bla, bla, bla ...
Nie lubię takich zawirowań.
Pewne rzeczy powinny być niezmienne, tak jak chociażby moja uroda ;).

Jeszcze trochę czasu dali na pozamiatanie po sobie.
29 kwiecień - data graniczna. Potem następuje dematerializacja mojego wirtualnego życia na bloxie. Bloxowa społeczność idzie w rozsypkę.

Ale, ale ...

Blogowanie weszło mi w krwi obieg. 
Coś z tym trzeba będzie zrobić...

21:43, wiklasia
Link Komentarze (5) »
piątek, 22 lutego 2019

Niestety Stwórca poskąpił mi talentu manualnego.
Jakiekolwiek próby odtworzenia przeze mnie tak zwanego artystycznego nieładu jaki fryzjer zawsze wyczynia na mojej głowie po strzyżeniu kończą się każdorazowo moją porażką. W moim wykonaniu bardziej przypomina to pogrom jaki czyni wybuch granatu w polu zboża niż wydanie fryzury "potarganej wiatrem".
Dlatego ostatnio zapowiedziałam mu, że następnym razem poproszę o cięcie a'la Sinead O'Connor.
Problem tworzenia z moich włosów jakiejś sensownej, gustownej koafiury będę miała z głowy - i to dosłownie.


Poza tym, zawsze miałam słabość do łysych :) więc może czas dołączyć do ich grona?

;)

22:25, wiklasia
Link Komentarze (2) »
piątek, 15 lutego 2019


fot. Walentynkowy asortyment na Krupówkach


Mogłabym opisać to tak:
Ścisk w pociągu - ktoś w zarządzie Śląskich Kolei chyba wyłączył myślenie - organizują promocję -  dzieciaki w ferie jeżdżą za darmo, a skład do Zakopanego jakiś taki mały podstawiają - 4 godziny w tłoku, masakra!
Smród w Zakopanem jak na dworcu autobusowym - porażka! Co to za wypoczynek - ferie na półoddechu spędzić!
Człek góralszczyzny chce się osłuchać, a tu ukraiński zaśpiew wszędzie dookoła. I to ma być Podhale !?
Czego to nie wymyślą: papugarnia, myszogród, kurtosze... I jakie to jeszcze zaimportowane cudaki po drodze napotkam?
W Tatry człek przyjechał, nacieszyć oczy pięknymi widokami, a tu - gdzie się nie obejrzę to chmury widzę!
Śniegu od cholery! Dzieciakom buty non stop przemakają. Masakra!

Ale można i tak:
Pozmieniało się przez te lata na kolei - jakie wygodne fotele, jakoś tak przestronniej, jaśniej, o, i automatyka też tu dotarła, tłoczno - ale sprzyja to integracji.
Zakopane zatłoczone, zakorkowane. Nie ma co po mieście się szwendać, w góry mi trzeba po łyk świeżego powietrza!
Trochę dalej od centrum mniej komercji a więcej folkloru. Knajpa góralska pod nosem, tłoku nie ma, kapela przygrywa, bliżej do tatrzańskich dolin - ot, plus zakwaterowania na uboczu.
Ale fajnie! Zima na całego. Śniegu kupa. Dzieciaki mają radochę, a ja cieszę oczy tymi bajkowymi, zimowymi plenerami.
I tylko szkoda, że podczas tego czterodniowego wypadu Tatry tylko na momencik się ukazały.
Będzie do czego tęsknić.
I będzie powód do tego, by znowu tu wrócić.  


fot. Giewont - strasznie nieśmiały gość, ale w końcu pokazał się na chwil parę


fot. Szałasy na Polanie Strążyskiej


fot. Chmury na chwilę spuściły z tonu - panorama w kierunku Wyżnej Pisanej Polany w Dolinie Kościeliskiej


fot. c.d. Wyżnej Pisanej Polany


fot. "Oscypek" i "Bundz" (albo raczej "Bunt" - OWniCzkA) w drodze do schroniska na Hali Ornak


fot. Wędrówka po Dolinie Strążyskiej


fot. Śnieżne anioły


fot. Regeneracyjny posiłek - bez szaleństw kulinarnych,  bo o chlebie i wodzie tu mowa.

 
fot. Połamane smreki w Dolinie Kościeliskiej


fot. Kaplica Matki Boskiej Różańcowej na Gubałówce.


fot. Mroźnie i lodowo - Snowlandia


fot. W poszukiwaniu wyjścia z lodowego labiryntu


fot. Ciąg dalszy błądzenia

Zakopane się zmienia.
Obserwuję ten proces od 35 lat z kawałkiem.
Czy na dobre, czy na złe - nie mnie to oceniać.
Sentyment i inne cieplejsze uczucia do tego miasta, w którym rokrocznie spędzałam ferie u dziadków - pozostaną.

I jestem pod wrażeniem moich dzieciaków.
Codziennie około 15 km dreptały dziecięce nóżki bez większych narzekań.

P.S. Jak się pewnie domyślacie - przeżyłam. Dzieciaki też mają się niezgorzej. 


 

niedziela, 10 lutego 2019

"Jedziemy na wycieczkę,
bierzemy misia w teczkę..."

No, może nie dosłownie w teczkę, ale w plecak.
Rano wskakuję z dzieciakami w pociąg i wołam:
a) witaj przygodo!
b) o rany, w co ja się pakuję?
c) przeżyjemy!
d) przeżyjemy?
e) jeśli nie ja, to kto? *) **)

*) test wielokrotnego wyboru

**) odpowiem jak wrócę

21:23, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 lutego 2019

3 w 1
Taka okazja!
Żal nie skorzystać.
Tylko, że czasem człowiek się nacina.
Bywa, że boleśnie.

Oczekiwał: kucharki, sprzątaczki i pani od prasowania koszul w jednym.

Trafiła na zestaw: kontroler jakości, specjalista od cost reduction, praktyk ascetyzmu życiowego.

To chyba jednak nie są ich wymarzone pakiety.
Oferta życia do bani.

21:40, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
sobota, 02 lutego 2019

Blizny bliźni zabliźni - taki ciekawy zlepek wyrazów.

Brzmią podobnie (choć każdy z nich co innego znaczy).
Ciekawe czy etymologię też mają podobną?

22:41, wiklasia
Link Komentarze (2) »