napisane w wolnym czasie, kiedy to przemyślenia na temat macierzyństwa i tematów pobocznych w głowie mej miejsca wolnego już dla siebie znaleźć nie mogą
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
O autorze
Zakładki:
Inspirujące
LEKTURA OBOWIĄZKOWA
Mama Zone
Męskim okiem widziane
Namiętnie poczytuję
TEŻ MOJE
To właśnie MIŁOŚĆ
W uśpieniu
Lilypie Kids Birthday tickers Liczniki na stonę
Kategorie: Wszystkie | 1001 drobiazgów
RSS
poniedziałek, 28 września 2015

Niby jest w porządku. Bo czysto. Ale mydła brak.
Niby w porządku, ale jakoś tak mdło, bez wyrazu. A papier to taki z tych najpodrzędniejszych z podrzędnych.
Wiadomo panie - bida.  

A dzieciaki chciałyby inaczej. Bardziej kolorowo. I żeby te zamykacze w kabinach były jakieś takie łatwiejsze w obsłudze dla dziecięcych rąk. No i ten papier nie taki ponury jakby z czasów PRL-u wyciągnięty. Ale nie bardzo jest co liczyć na jakieś zmiany.
Wiadomo panie - bida

Zwłaszcza w oświacie, panie - bida

A ta bida to już na pewno w szkolnych łazienkach, panie.

A tu ogłosili taki konkurs, że można nawet remont łazienki szkolnej wygrać. A dla tych co za podium, ale w pierwszej setce - to zapas środków czystości. Na caluśki rok!!!
Fajnie by było. Bo może wtedy to by to mydło się pojawiło, albo i papier taki fajniejszy.

Tylko jakoś słabo z tym głosowaniem idzie. Mobilizacja niby na całego. Plakaty po szkole porozwieszane. Informacja na e-dzienniku do wszystkich rodziców poszła.
Nawet lokalny sklepik się włączył i robi za słup ogłoszeniowy dla mieszkańców.
Może by i księdza w to wciągnąć, żeby tak z ambony, siłą swojego autorytetu, tylko czy to wypada w klozetowy interes duchowieństwo wciągać?

Więc może Wy pomożecie wspiąć się do tej magicznej pierwszej setki?

Trzeba tylko zagłosować:
http://www.wzorowalazienka.pl/galeria/1248

A najlepiej  - robić to codziennie, aż do znudzenia to znaczy do 30 listopada.
Wiem, procedura ciut upierdliwa jest przez to logowanie i aktywację linka (który często w spamie ląduje). Ale jak inaczej się nie da, to cóż panie robić?
Ano trza głosować.
Może dzięki Wam tej bidy w szkolnej łazience będzie ciut mniej. 

 

23:25, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 września 2015

Chciałabym czegoś więcej, niż tylko wspomnień.
Bo one ulotne są jak wyrazy pisane na piasku.

 

Tagi: foto
00:00, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 września 2015

Przez kilka dobrych lat pozostawał dla mnie niedostępny. Ale ja wiernie i niezmiennie do niego wzdychałam. Potajemnie. Z czasem zaczęłam wzdychać jawnie. Ilekroć pojawił się w zasięgu mojego wzroku rozbudzał moją wyobraźnię. Zerkając na niego od razu słyszałam szczęk oręża, rżenie koni, bojowe okrzyki mieszające się z modlitewnym średniowiecznym zaśpiewem, ciężkie kroki dudniące po zamkowych korytarzach, szeptane łacińskie modlitwy...
Malborski zamek.
Podczas tegorocznych wakacji stanęłam u jego bram.
O raju! Jak ja się cieszyłam. Poganiałam rodzinę. Czym prędzej maruderzy. Galopkiem przez drewniany most na Nogacie. Cwałem w kierunku kas. 
I wreszcie przepełniona do granic wytrzymałości (jak odpustowy balonik helem) mieszaniną podniecenia, gigantycznych oczekiwań, nadzieją, nastawiona na wielkie ACH! i OCH! przykleiłam się do przewodniczki niemalże jak pijawka by spijać każde słowo z jej ust; by podczas wędrówki po zamkowych komnatach, za sprawą opowieści przez nią snutych, przenieść się w czasy, kiedy to zamkiem władali krzyżacy.

I guzik. I wielkie rozczarowanie. I opad ramion. I nos na kwintę. I zawód serca.
Bo przewodniczka wolała o sponsorach, o wystawie exlibrisów, o bursztynach. A ja o bursztynach to w Gdańsku mogę proszę pani przewodniczki, a tu o krzyżakach chciałam. Tak w ogóle i w szczególe. Jak żyli, co robili na co dzień i od święta, w czasie względnego pokoju i podczas wojen itepe.
Wytrzymałam coś koło półtorej godziny. O godzinę za długo. Synu odpadł zdecydowanie wcześniej. I kiedy tak zapadałam się wewnętrznie w wielkim rozczarowaniu "kątem", ucha wyłowiłam jakieś skrawki słów, które łączyły się w ciekawe historie. Zrobiłam niewielkiego susa w kierunku skąd dochodziły owe fragmenty i oto znalazłam się w innym, tym moim wymarzonym świecie, gdzie było i o regule zakonu, i o życiu codziennym...
I mimo, że "nowy" przewodnik wyrzucał z siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego, a częstotliwość wypowiadanego przez niego "proszę państwa" mogła przyprawiać o lekką irytację to słuchałam go jak zaczarowana.
Dzięki niemu Malbork wyszedł z tej potyczki obronną ręką.
Nie przestałam do niego wzdychać w zachwycie. 

Tagi: foto wakacje
00:29, wiklasia
Link Komentarze (1) »
wtorek, 08 września 2015

ta cisza, to ani nocna (choć już dawno po 22.00), ani złowroga - no może jak makiem zasiał

przeżuwam rzeczywistość
może coś z tego przeżuwania niedługo wypluję (jakieś nieprzełknięte i nie do końca strawione resztki)

a może to nie przeżuwanie a przeżywanie 
z przeżywania to raczej nic nie wypluję, ale może coś się wykluje 

kto to wie?
powinnam wiedzieć ja 
na razie mało co wiem 

proces trawienny trwa

23:37, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 30 sierpnia 2015

Chłopom na chrzcie dali: pierwszemu - Henryk, drugiemu - Nikodem (był chyba jeszcze trzeci, ale, że małoletni i dyplomów żadnych się jeszcze nie dorobił i nie wywiesił na ściance więc i znikąd danych personalnych zaczerpnąć nie mogłam).  Chłopi owi prowadzą gospodarstwo agroturystyczne o nieskomplikowanej nazwie "U chłopa".
Byliśmy. Zażyliśmy. Ale czy się uzależniliśmy? Myślę, że tak. Bo jak tu się nie zakochać w sielskich klimatach lesistych wzniesień, szumiących pastwiskach, jeziorach o szmaragdowym kolorze wody. 

A potem przyszedł czas na Zemstę. I to podwójną. Zadaną w odstępach dwudniowych. Nie wiem czym podpadłam, i czemu padło akurat na mnie. Widocznie czasem w życiu tak bywa: że trzeba dostać w d... dwa razy. Choć w moim przypadku to akurat trafiło raz w przedramię, a raz w szyję. Tylko za co, się pytam? Za co? W czym podpadłam osom, że akurat na mnie skupiła się ich zemsta?

Tagi: foto wakacje
00:12, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 sierpnia 2015

Otwieram lodówkę.
I stoję tak, i patrzę.
I co by tu dziś na obiad?
I mam dylemat.
I lustruję zawartość półek.
Z góry do dołu, i z dołu do góry.
I dobrze mi tak.
Tak chłodno.
W końcu.

00:19, wiklasia
Link Komentarze (1) »
niedziela, 02 sierpnia 2015

Przyjechał do naszej miejscowości. Jego przybycie oznajmiono donośnie przez mobilny megafon.
I pomyślałam sobie: czemu nie? Może to jedna z niewielu okazji by pokazać dzieciakom co to takiego ten cyrk. Bo mam wrażenie, że jest to instytucja na wymarciu; że za kilka, kilkanaście lat zniknie ze współczesnego świata. Decyzja podjęta. Jeszcze tylko zrobić rozeznanie co do biletów, i można organizować wypad do cyrku...

W ramach wymiennych "turnusów opiekuńczych" rodzina męża przyjechała po teściową, która po udarze nie odzyskała dawnej sprawności i wymaga ciągłej opieki. Do tego dokłada się depresja leczona farmakologicznie i zespół otępieńczy. Nie chciała jechać. Szwagierka za nic miała jej zdanie. W związku z oporem teściowej doszło do przykrych scen...

Już nie potrzebujemy biletów. 
Przedstawienie odbyło się w domu.

Istny cyrk

23:29, wiklasia
Link Komentarze (1) »
niedziela, 19 lipca 2015

Z pompą i z rozmachem. Designersko i nowocześnie. 
Kolejne muzeum na mojej drodze. Tym razem padło na same centrum regionu, jego serce - Katowice.
A w nich świeżo otwarte Muzeum Śląskie.
Zachwyciło mnie wszystko.
Począwszy od ogółu, a skończywszy na takich szczegółach jak piktogramy, czy rysunek na "zmrożonym" szkle. 
Przestrzeń. Minimalizm. Akustyka. Proste, wyraziste formy. Dbałość o detale. 

Ograniczoność czasowa i współtowarzystwo niewyrobionych jeszcze koneserów muzealnych jakimi są Hania i Artur, nie pozwoliły by muzeum odkryło przede mną wszystkie swoje tajemnice, więc jest powód by wrócić tu jeszcze raz.
 
A dziś urywki z wystawy o historii Śląska. 
Z wykorzystaniem multimediów ...

 

 i tradycyjnie (tu odtworzony fragment górniczej szatni)

 

skok w przeszłość do kawiarnianego stolika

 

i w lata 70-te, 80-te.

co ich tak zaciekawiło? ano sprawdzali co też dzieje się w domach z betonu

poniżej książeczki do nabożeństwa jako "cegły" salki traktującej o śląskiej religijności.


Po drodze było jeszcze o przemyśle, architekturze, życiu codziennym, pracy, powstaniach śląskich itd. 

 a na koniec jeszcze raz my - ślązaczki, ale jedynie z urodzenia


Zapraszamy do Muzeum Śląskiego po zdobycie wiedzy o Śląsku i ...

na chwilę relaksu

Tagi: foto
23:15, wiklasia
Link Komentarze (3) »
środa, 08 lipca 2015

Łupnęło. Błysnęło. Grzmot przetoczył się przed naszymi oczami.
A potem było haninkowe "Boję się".
Nosz kurde, 40 zeta dopiero co wydane i już trzeba zarządzić odwrót. Szkoda, bo tak fajnie się zapowiada.
A wszystko to przez parę troglodytów siedzących przy ognisku i chrumkających coś pod nosem.
Ich dialog był dość gwałtowny. Do tego wygląd też jakiś taki odbiegający od współczesnych standardów. Taka nieokrzesana dwójka zakapiorów. 
Postanowiłam tak łatwo nie odpuścić. Pokierowałam dzieciaki w kierunku wnętrza, zwiększając dystans pomiędzy ową dwójką, a moimi dziećmi.  Kiedy źródło strachu zostało za nami, nic już nie stało na przeszkodzie, by wkręcić dzieciaki w zabawę. Na pierwszy (nomen omen) ogień poszło wirtualne krzesanie ognia. Na początku dość opornie to szło. Ale po chwili, gdy zaznajomiliśmy się z czujnikami ruchu i  nabraliśmy wprawy ogień zapłonął.
Potem tak obracaliśmy soczewką, by ogień zapłonął na Olimpie. Udało się.
Gdy dzieciaki dopadły ręcznej pompy i zaczęły zawzięcie pompować wodę do górnego zbiornika, tak wciągnęła je ta czynność, że ja w końcu miałam czas na poczytanie wielu interesujących informacji na temat ognia oczywiście. Pozaglądałam do wnętrza płonącego domu, przy okazji odnajdując w nim kilka odpowiedzi do zestawu pytań jaki widniał na odwrocie biletu wstępu. 
Niedługo było mi dane cieszyć się "wolnością".
"Mamo, mamo, choć zobacz, ugasiłam/em pożar! " - i tak, kilkanaście razy musiałam podziwiać, jak to moim dzieciakom udało się zgasić wirtualny pożar. No bo ta woda, którą tak zawzięcie potomstwo me w pocie czoła pompowało do górnego zbiornika, zaczynała spływać systemem przezroczystych rur (a system ów stanowił istny labirynt, w którym  na rozwidleniach trzeba było odpowiednio ustawić zawory, tak by woda popłynęła właściwym torem) by w końcu dotrzeć do miejsca pożaru (wirtualnego oczywiście) i spektakularnie zagasić ogień. Powtórzeń było tak wiele, że panie z obsługi widząc moje znużenie i chcąc ulżyć mi w ciągłym,  obowiązkowym podziwianiu  dokonań dziatwy mej szepnęły pół żartem, pół serio, że w razie czego, to one mogą zaraz wywiesić kartkę z napisem "awaria". Skończyło się na tym, że odciągnęły zapalonych pompiarzy za kurtynę wodną do działu "Ogień w służbie człowieka". 
A tu to się dopiero działo.
Hania dyspozytorka straży pożarnej.
Artek operator ogniw fotowoltaicznych.
Hania jako laborantka badająca temperaturę zapłonu.
Artur uruchamiający maszynę z silnikiem parowym ...
itd. a  było tego znacznie więcej
A ja na końcu strzeliłam sobie termowizyjną słitfocię, którą od razu można było wysłać na maila.

Całe szczęście, że czas statycznych ekspozycji z wywieszoną informacją "nie ruszać" to już w większości muzeów zamierzchła przeszłość. Strażników sal, którzy za każdym razem, gdy zwiedzający zbliżył się zanadto do eksponatu mrozili złowrogim spojrzeniem zastępują uprzejmi pracownicy obsługi gotowi w każdej chwili objaśnić działanie poszczególnych eksponatów.
I chwała kustoszom, za takie wystawy i takie podejście do spraw muzealnictwa.
Bo zdecydowanie ciekawiej jest gdy można dotknąć, polizać, posłuchać, ponaciskać niż tylko popatrzeć.
Zapraszam więc do Muzeum Ognia w Żorach. 

Tagi: foto
00:34, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 05 lipca 2015

One wyjątkowo nie mogą mieć lęku przed bliskością.
Właściwie skazane są na ciągły kontakt skóra do skóry.
Blisko, bliziutko.
Dostają ode mnie w podarku kilka dni na bycie razem. 
To musi im wystarczyć by nacieszyć się nawzajem swoją obecnością. 
Dwa do pięciu dni. I nic ponad to. 
Ta bliskość, to kiszenie się we własnym sosie tylko dodaje im wyrazistości.
Przyznam się, że czasem im zazdroszczę ...


 

Tagi: foto
00:40, wiklasia
Link Komentarze (1) »
czwartek, 02 lipca 2015

gdyby ktoś miał do tej pory jeszcze jakieś wątpliwości to to zdjęcie mówi wszystko za siebie

Tagi: foto Hania
15:34, wiklasia
Link Komentarze (1) »
środa, 24 czerwca 2015

Wypadałoby pohasać po łąkach, wianek uwić, popląsać wokół ogniska, udać się na poszukiwania kwiatu paproci, a potem, późną nocą zapomnieć się w ramionach mężczyzny. Tak to chyba mniej więcej powinno wyglądać. Ja świętuję skromnie. Wariant mocno okrojony. Dziś było tylko ognisko. I na tym koniec. I nic więcej.

21:54, wiklasia
Link Komentarze (1) »
sobota, 20 czerwca 2015

Nie wiem, komu wręczyć palmę pierwszeństwa:
Kubie Sienkiewiczowi z jego "I co ja robię tu, uuu?"
czy może Ance Marii Jopek i jej "Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam"

Obydwa utwory idą łeb w łeb i są ostatnio najczęściej odtwarzanymi w mojej głowie tekstami.
Niestety. W moim życiu zrobiło się mało optymistycznie, bezradośnie. I taka tonacja utrzymuje się już od jakiegoś czasu - tak jednostronnie, monochromatycznie to już dawno nie było, aż nudno do wyrzygu.
Czas to zmienić.

Więc od dziś nieśmiało sobie podśpiewuję:
"Mam tę moc,
Mam te moc,
Rozpalę to co się tli.
Mam te moc!"

I wierzę, że to pomoże mi od nowa wskrzesić mój życiowy entuzjazm.

AMEN.

 

23:02, wiklasia
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 08 czerwca 2015

zasadniczo:
ZAWSZE jeżdżą w kaskach
PRZEWAŻNIE inne od dzisiejszych mają odzienie na rower
za to CZĘSTO tak galopują

Tagi: foto
00:13, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 czerwca 2015

Gonić za króliczkiem z wątpliwą nadzieją na jego złapanie,
czy może pozostać w grajdołku, założyć różowe okulary i udawać, że to rajska wyspa?

23:22, wiklasia
Link Komentarze (2) »
sobota, 06 czerwca 2015

Miłość do roweru aktualnie przechodzi kryzys.
Mój zdecydowanie już nie pierwszej jędrności tyłek jęczy. Dostałam porządnie w d.... A było to raptem jakieś skromne 5 km. 5 km na rowerze po dłuuuuuższej przerwie.

23:26, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 czerwca 2015

Miałam wiarę w dobre zakończenia,
miałam niezniszczalny optymizm,
ciekawość świata,
apetyt na ciągłe nowego odkrywanie,
miałam czas.
Obce mi było: "co ludzie powiedzą", "tak nie wypada".
Nie wiedziałam co to zniechęcenie,
co to żal do losu i do siebie za własne, nietrafione wybory.
Nie zrzędziłam.
Często się śmiałam.
Byłam szczera wobec siebie samej.
Nie przeszkadzały przemarznięte stopy, mokre rękawiczki, plamy na ubraniu, padający deszcz czy upalne dni.
Drugi człowiek nie rodził frustracji, nie irytował na każdym kroku, przeciwnie - był źródłem nieustającej radości i kompanem zabaw.
Każdy dzień niósł ze sobą niespodziankę.
Ciągle było coś do odkrycia, do nauczenia się ...
A potem dorosłam,
i stałam się zrzędliwym babsztylem.
Dorosłość nie wyszła mi na dobre.
Za to słoneczna pogoda wyszła na dobre mojej piwonii.
Bo zakwitła. Po raz pierwszy. W sam raz na moje urodziny. 
 

 

00:29, wiklasia
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 01 czerwca 2015

Bo nie krzyczą,
nie dobijają się.
Spoczywają w spokoju.
Jedyne co się nad nimi unosi to martwa cisza (jak to zwykle nad zwłokami bywa), ewentualnie co bardziej wyczulone ucho wyłowi cichy pomruk agregatów.
Więc zapominam o nich notorycznie. Zapominam by wyciągać je wieczorem z domowego prosektorium tak by z  rana gotowe były na sekcję nad nimi czynioną.
Poćwiartowane zwierzęce zwłoki.
Jutro ma być rosół z kury. A ta nadal zimna jak głaz i twarda jak hartowana stal spoczywa w zamrażarce. Bo co jak co, ale moje domowe prosektorium mrozi na amen.

 

00:00, wiklasia
Link Komentarze (1) »
wtorek, 12 maja 2015

Muszę zwolnić.
Może nawet - zatrzymać się.
Wziąć głęboki wdech i zaciągnąć się majowym powietrzem nabrzmiałym od zapachu bzu. Przystanąć. Wystawić twarz do słońca. Uśmiechnąć się.
Nacieszyć się wiosną, która zapewne na tak zwane "ani się obejrzę" ustąpi miejsca latu. 
Przestać tak do bólu pragmatycznie i praktycznie stąpać po ziemi.
Oderwać się na chwilę od trosk tak zwanego życia codziennego i dać się ponieść wiosennej energii.
Zwolnić.
Tylko jak?
A gdyby tak ...
założyć buty na obcasie?
Wtedy chcąc nie chcąc zwolnię kroku i uniosę się te kilka centymetrów nad ziemię. :)
Zrobiłam więc przegląd obuwniczy moich zasobów.

 


Tylko co wybrać?

 

P.S. A prawda jest taka, że wcale nie gnam. Chodzę powoli. Nawet bardzo powoli. Bo często asystuję mojej  teściowej w nauce chodzenia. A ponieważ teściowa jest po udarze więc i chód jej jest powolny i niepewny.
Dopadła mnie proza życia. Myśli przestały układać się w esy-floresy, świat na chwilę zamknął dla mnie swe czarodziejskie oko. Wszystko jest do bólu praktyczne i zadaniowe. Rehabilitacja, leki, spacery, usunąć klocki/zabawki z drogi starszej pani, powtarzać po kilkakroć te same pytania, bezustannie namawiać na wyjście i powrót "do świata", znów rehabilitacja, leki, dogodzić kulinarnie (bo się okazuje, że moja kuchnia to nie te smaki) itd.
Mąż - malkontent, syn - maruda, teściowa - na pograniczu depresji.
A ja? Ja uśmiecham się do moich kwiatków. Grzebię w ziemi gołymi rękami - poszukując w niej życiodajnej energii (przy okazji niszcząc sobie paznokcie i dłonie) i czekam. Czekam kiedy zakwitnie moja piwonia. 

Tagi: foto życie
23:35, wiklasia
Link Komentarze (4) »
środa, 29 kwietnia 2015

Biegają sobie takie golusieńkie, nieuczesane, w słowa nieubrane - myśli moje.
By je w świat wypuścić najpierw musiałabym je uładzić, przyczesać, do porządku doprowadzić.
Takie dzikie, żywiołowe to więcej szkody niż pożytku przynieść mogą.

Ale póki co, niech hasają sobie swobodnie, spontanicznie i swawolnie w mej głowie. 
Na razie dość w niej miejsca. 

11:06, wiklasia
Link Komentarze (3) »