napisane w wolnym czasie, kiedy to przemyślenia na temat macierzyństwa i tematów pobocznych w głowie mej miejsca wolnego już dla siebie znaleźć nie mogą
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
O autorze
Zakładki:
Inspirujące
LEKTURA OBOWIĄZKOWA
Mama Zone
Męskim okiem widziane
Namiętnie poczytuję
TEŻ MOJE
To właśnie MIŁOŚĆ
W uśpieniu
Lilypie Kids Birthday tickers Liczniki na stonę
Kategorie: Wszystkie | 1001 drobiazgów
RSS
poniedziałek, 14 marca 2016

Próbuje się ze mną zaprzyjaźnić. W tym swoim ciągłym za mną dreptaniu jest nachalna. Nie chcę jej. Nie podoba mi się jej bezbarwność. Nie lubię jej sposobu odbierania świata. Natrętna jakaś. Codziennie pałęta mi się pod nogami, albo może raczej gdzieś z tyłu mojej głowy. Paszła won! Nie obiecywałam ci, że aż do śmierci. Ani ty mnie też nic nie obiecałaś. Nie jesteśmy na siebie skazane. Bądź łaskawa odejść precz. 

Dzisiaj wieczór zaprzyjaźniam się z winem, jakimś wygrzebanym gdzieś z zakamarków czekoladowym cukierkiem i ołówkiem. Podobno jak włoży się go do ust to uśmiech sam automatycznie wypływa na twarz. Trochę głupio tak z ołówkiem. I jak wtedy pić wino?

Towarzystwo tej jędzy co się zowie NicMiSięNieChce i TwójŚwiatJestDoDoopy zamieniam na czerwone słodkie i pomarańczowy ołówek z gumką. Może jędza w końcu odpuści i poszuka sobie innego towarzystwa (ja raczej nie nadaję się do przyjaźni z nią). 

I rozgrzeszam się zamawiając dwie książki ilustrowane przez Katarzynę Bajerowicz. Ostatnio to jej jestem wierna. I w niej zakochana (albo raczej w ilustracjach przez nią tworzonych).  

22:36, wiklasia
Link Komentarze (2) »
piątek, 11 marca 2016

Pogoda tego dnia była najgorsza z możliwych. Nawet kurtka z futerkowym podbiciem nie była w stanie uchronić przed przenikliwym zimnem starającym się objąć wszystko w swoje posiadanie. Opatuliłam się szczelniej. W taką pogodę nie ma sensu dłużej przebywać na zewnątrz. Do przenikliwego zimna dołączyła mżawka. Wrzosy zostały przycięte - wracam do domu.

Zmierzyłam sobie ciśnienie. 90/58. Nie dziwota, że na nic nie mam ochoty i nic mi się nie chce.
Muszę w końcu coś z tym zrobić. Ale to później. Na razie to zrobię sobie herbaty. Malinowej.
I poczytam. Czekają na mnie King i Bonda. Prasowanie też czeka. W tym wypadku też na mnie, a jakże. Czemu mnie to nie dziwi?
Niech czeka.
Kocha to poczeka.  

W telewizji nowy Agent. Obstawiam Jabłczyńską.
Pewnie to zły wybór. Jak i wiele innych moich, dotychczasowych życiowych wyborów. Nietrafionych. Albo może raczej trafionych - jak kulą w płot. Mimo to wciąż nie przestaję zakładać się z życiem.
O naiwności moja. 

21:21, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 marca 2016

Nie oczekiwałam, że przeżyję katharsis.
Nie liczyłam na omdlenia serca.
Na uniesienia i egzaltacje.
Ale chociażby jakaś jedna myśl zaszczepiona, która zmusiłaby do głębszej refleksji. Do zatrzymania się. Przyjrzenia się. Zastanowienia. Do zapoczątkowania przemiany. Nic.

W parafii trwają (właściwie to dziś już się skończyły) rekolekcje wielkopostne.
Nauka stanowa dla kobiet. Nauka stanowa dla mężczyzn. Dla dzieci. I dla młodzieży. Franciszkanin o wyglądzie brata Alberta Chmielowskiego. 

I jakieś przaśne te nauki. 
Mam wrażenie, że Kościół nie ma pomysłu na współczesną kobietę. Nie widzi jej w żadnej innej roli, jak tylko byciu strażniczką domowego ogniska. Szkoda.

I ten styl rodem ze średniowiecza. Postępuj tak i siak. A to, to jest be i samo zło. Prawdy i prawidła ogólne, oderwane od szczegółu, nieosadzone w konkrecie. Nie kłam bo mamusia będzie zła. Nie zrzędź, tylko chuchaj i dmuchaj.

Nic o kondycji współczesnego człowieczeństwa. O wewnętrznym rozwoju.
Tylko rozdawnictwo ról i powinności. 

Prostota reprezentowana przez franciszkanina nie wpisała się w "moje klimaty".
Ciekawe jak w takiej sytuacji  odebrałabym jezuickie "filozofie"? 

22:20, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 lutego 2016

Chciałam mieć piątkę. Nie, nie z polskiego, nie z matematyki, czy geografii (chociaż nie miałam nic przeciwko temu).
Chodzi o to, że chciałam mieć piątkę dzieci. 
Jest dwójka. Powinny więc być dwa porody. Ale zdarzyło się "ich" o wiele więcej. I ciągle mi się przytrafiają. Na szczęście za każdym razem jest szczęśliwe zakończenie. 

Od jakiegoś czasu wkroczyliśmy w fazę opowieści z cyklu: "opowiedz mi mamo jak się rodziłem/ rodziłam". Opowiadam więc do znudzenia (o pardon - dzieci mogłyby słuchać tych opowieści bez końca, więc o znudzeniu mowy być nie może). Kończy się to zazwyczaj tym, że po kolei wkładają mi swoje głowy pod sweter/ koszulę i odgrywają rzecz praktycznie.

Jest też i teoria czyli plemniki, komórki jajowe, zdjęcia usg, odpalam na komputerze przepiękne animacje rozwoju człowieka od poczęcia do narodzin ...

Na razie pytań mają niewiele. Na te, które się pojawiają odpowiadam szczerze. Żadnego tkactwa czy innego owijania w bawełnę. Ciekawość zaspokojona.  

A tak poza tym szaleństwo przyrodnicze:
Luty, a ja już widziałam pierwszego bociana. Żywy był. Latał nad nierozbudzoną jeszcze po zimie łąką.



 

21:52, wiklasia
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 22 lutego 2016

... się popłakałam.
Tym razem na "Małej księżniczce". 
Ryczałam sobie podczas jej czytania w wieku "będąc młodą kozą" zwanym.
Ryczę i teraz - w wieku średnim, aktualnie przeżywanym. A czytam ją, bo Hania domagała się lektury owej książki.
I pewnie ryczeć będę w matuzalemowym, ledwo co na oczy widząc.
No chyba, że do tego czasu zmienię sobie kanon lektur, albo li wnuki te z nieinteresujących się słowem pisanym mi się trafią i nie będzie komu czytać te "20" minut dziennie, codziennie.

Dla równowagi czytam sobie równolegle (i zapewniam, że w tym przypadku ani jedna łza nie spłynęła po mym policzku podczas lektury poniższych):
"Pracować inaczej" Frederica Laloux,
"Pułapki myślenia o myśleniu szybkim i wolnym" Daniela Kahnemana 
i "Myśl jak Sherlock Holmes" Marii Konnikovej. 
Dwie pierwsze polecam bardzo, trzecia jeszcze nie zdołała mnie zachwycić, ale może to kwestia zbyt małej ilości dotychczas przeczytanych stron.

Więc jeśli pytacie co u mnie, to odpowiadam
czytam, myślę i ... czekam.
 

wtorek, 16 lutego 2016

rękawiczki - mimo, że duch w ciele ciągle żywy, to dłonie jak u nieboszczyka, notorycznie zimne, więc bez nich ani rusz,

kilka pomiętych paragonów - niemy wyrzut niezapanowania nad rozrzutnością - zwłaszcza książkową,

klucze - do zamkniętych i niedomkniętych spraw,

wazelina kosmetyczna - by usta kusiły do dokonania drobnego rabunku - skradzenia całusa - dotychczas nikt się nie pokusił; widocznie wazelina to za mało, a z czerwoną szminką niestety mi nie do twarzy,

dowód osobisty - by zyskać tożsamość dla świata,

coś na babskie sprawy - które czasem jak Filip z konopi nieoczekiwanie, niezapowiedzianie,

szpula cienkiego drutu z kolorze złota - po kiego - nie wiem? by snuć życiowe plany na przyszłość, złotej jesieni?

lustereczko - które nie gada żem najpiękniejsza - wyrzucić więc jako zbędne?

kilka paczek chusteczek - bo czasem deszcz, a czasem łza na twarzy,

długopis - do zapisywania życiowych planów - już dawno odmówił współpracy, skonał,  nie pisze.

Korektora - by skorygować to, co światu mam do zaoferowania, buteleczki lakieru do łatania życiowych odprysków, tuszu do zatuszowania przewinień, tabletek od bólu głowy i bólu istnienia, grzebienia do uładzenia myśli nieuczesanych, gumek na przygodne - tego wszystkiego brak.

Dziś dokonałam wiwisekcji na mojej torebce.

sobota, 13 lutego 2016

Sympatia zapisana na papierze.

Trzeba było studzić ogień haninkowej sympatii, bo córka najchętniej powysyłała by kartki całemu światu.
Szczęściara.

Ja, przyznam się, też kocham świat. Ale wszystkich ludzi? To już niekoniecznie. 

20:46, wiklasia
Link Komentarze (4) »
wtorek, 09 lutego 2016

Zauroczyłam się Tobą pewnej jesieni siedząc na schodach.
Zakochałam kilka tygodni później.

...

Kolejna z wielu dziwnych i znaczących jesieni - tydzień wcześniej zawaliły się wieże WTC.
Zakochałam się ... Zakochałam? Wybacz, nie pamiętam.

...

Zachwyciłam się Tobą tuż po Twoich narodzinach. 
Moje serce skradłaś od razu. A za oknem drzewa ogołocone z liści.

...

Mimo jesiennego chłodu, gdy Cię przytuliłam zaraz po tym jak z pośpiechem wpadłeś na ten świat, moje serce zalała znajoma fala ciepła.  

 

I co z tym zrobić? Niedługo wiosna. Pójdę pogrzebać w ziemi. Coś pochować, coś spróbować wskrzesić, coś pielęgnować - niech wzrasta.

 

 

15:13, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 lutego 2016

Mądrzy ludzie mówią, że jak nie drzwiami to należy pchać się oknem.
Więc trochę jej w tym pomogłam uchylając okna.
Siadłam sobie w kuchni i cierpliwie czekałam.

I wreszcie jest! Udało się! Poczułam ją!

Wraz z powiewem świeżego powietrza w domu zapachniało WIOSNĄ. 
By spotęgować to wrażenie na kuchenny stół "wjechały" tulipany. 


 

Też tak macie? Też wyczuwacie ją w powietrzu?

Tagi: foto
23:17, wiklasia
Link Komentarze (3) »
niedziela, 31 stycznia 2016

... zdarza mi się jeździć na rowerze w styczniu - jeździłam.

Raczej rzadko zdarza mi się uzbrajać dziecięcia w militaria - uzbroiłam.



Zbroja jednak licha była i dwugodzinny bal przebierańców z trudem przeżyła.
Do płatnerza doskonałego to jednak mi daleko i synowi trzeba było wykombinować coś innego.
W ruch poszły drukarka i taśmy- posrebrzana i fluorescencyjna i tak oto czarny t-shirt i ciemne spodnie z powodzeniem zaczęły udawać strój strażaka.
(buu, fotek aparatem nie zrobiłam)
 

O czym to ja chciałam pisać? Aha -  najlepszego 

Tagi: foto
23:47, wiklasia
Link Komentarze (3) »
niedziela, 17 stycznia 2016

Noszsz, zamkną mnie jak nic. 

Dziś na obiad była kaczka.

Martwa kaczka przyprawiona majerankiem i poddana procesom termicznym jest dla mnie zdecydowanie atrakcyjniejszą wersją niż jej żywa koleżanka biegająca po podwórku. Żywe kaczki hodowlane strasznie paskudzą w obejściu.

23:36, wiklasia
Link Komentarze (2) »

Ojciec dzieciom ostatnio strasznie rozpolitykowany jakiś taki chodzi. Nic tylko PiSoczy psioczy, czym to teraz Polska stoi.
A z rana taki oto dialog rodzinny się trafił:

Hania: A prezydentem kto teraz jest?

Ja (w naiwności wielkiej i prostocie, ale i bezmyślnie palnęłam): Andrzej Duda

Ojciec dzieciom większym rozeznaniem politycznym się wykazał i większą refleksją nad aktualnym stanem politycznym i rzekł: Nie jestem tego taki pewien.

 

p.s. Może to już być ostatni post na tym blogu - niestety znam poczucie humoru aktualnie rządzących i pewności nie mam, czy przez przypadek na jaką komendę z kuli tego wpisu nie zawezwą i nie zaproponują kilkuletnich wywczasów w pokoiku metr na metr, z okienkiem z szybką w deseń w kratkę - ot, taka oferta specjalna last minute dla politycznych sabotażystów i piewców wrogiego systemowi humoru politycznego.

00:26, wiklasia
Link Komentarze (3) »
czwartek, 14 stycznia 2016

Nie do tego zostały stworzone, by tak stać w kącie i gnić. Ich przeznaczeniem jest nie bezruch, a ciągły ruch. Ich bezczynność i bezużyteczność wywołuje tylko frustrację. Tak u dużych, jak i u małych. A wszystko przez ten cholerny brak śniegu. Przecież zima od tego jest, by było biało i mroźnie. A sanki od tego, by na nich zjeżdżać, a nie, by smętnie stały w kącie i się kurzyły i rdzewiały.

23:12, wiklasia
Link Komentarze (3) »
wtorek, 29 grudnia 2015


Skrzydła odwieszone.
Kilka moich marzeń i życzeń wraz z nimi. W odstawkę powędrowały. Na "zaś", na przyszły rok.

Pozostały dwie kartki z kalendarza, dwa dodatkowe kilogramy, garnek moczki.
Poświąteczna atmosfera uleciała w tempie ekspresowym ustępując miejsca paskudnemu kaszlowi, który nęka Hanię. 

środa, 23 grudnia 2015

Moje plany na najbliższe godziny i dni?

Pójść z dzieciakami do lasu.

Zaszyć się gdzieś w kącie z książką i kubkiem grzanego aromatycznego wina.

Urządzić sobie z potomstwem popołudnie z planszówkami.

Wpaść kilka razy do kościoła i porozmawiać z Najwyższym.

Nacieszyć się bliższą i dalszą rodziną.

Podumać i powspominać Nieobecnych.

Zjeść ten kawałek sernika co to prawie mi w ogóle nie opadł.

Ubrać z potomstwem choinkę (tym razem nie w żadnej konwencji tylko pozwolić dzieciakom by zrobiły to po swojemu - ciekawe czy się powstrzymam?).

Świętować obecność tych, którzy są.

Rodzinnych, pachnących nie tylko świerkiem, ale przede wszystkim miłością świąt życzę Wam wszystkim, którzy tu czasem zaglądacie.

 


 

23:01, wiklasia
Link Komentarze (4) »
niedziela, 20 grudnia 2015

... na blogu na temat filozofii świątecznego sprzątania bądź nie. Każdy czyni według własnych kryteriów czasu, siły, zapału, standardów czystości czy ważności. Nie będę namawiała i przekonywała by sobie odpuścić, lub wręcz przeciwnie, by wysprzątać chałupę, wszak będzie odświętniej. Wiele tego teraz jest w internetach. A ja mówię: Wolnoć, Tomku, w swoim domku.

Ja na przykład przez ostatnie dwa dni z rąk podusi nie wypuszczałam, polegiwałam sobie bezczelnie, podsypiałam, piżamowe dni urządziłam, popijałam brązowym i słodkim jak ulepek napojem co to go do Polski rubaszne ho! ho! ho! mikołaje zza oceanu sprowadziły. I przepoczwarzałam się z ziemskiej w bardziej niebiańską istotę. Trochę to bolesne było, łamało w kościach, wszelka energia ze mnie uleciała, było mdło i nieciekawie, nawet oczy bolały - niektórzy takie stany grypą nazywają. 
Ale najważniejsze to to, że przepoczwarzanie zakończone. Czas wyruszyć na szkolne jasełka i razem z innymi rodzicami i nauczycielami odstawić show jakiego te mury szkolne jeszcze nie widziały*). Ja idę się bawić, czego i Państwu życzę.

 

*) bo one, póki co, mało jeszcze widziały (te mury szkolne), bo świeżuchne są - sala gimnastyczna raptem 3 lata temu postawiona.

Tagi: foto
21:13, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 grudnia 2015

Uwielbiam jej nieujarzmione rude włosy, jej piegowatą twarz. Zachwyca mnie jej uśmiech i nawet ta uwidaczniająca się z każdym jej uśmiechem blizna, która pozostanie z nią chyba na zawsze jako pamiątka po bliskim spotkaniu policzka z krawędzią stołu.
Rozczula mnie, jak całą sobą intensywnie uczy się pisania (bo pracuje nie tylko jej ręka, ale naukę pisania intensywnie wspomaga język wyczyniając różniste akrobacje i nogi wyczyniające hołubce pod stołem). 
Zachwyca troskliwość o młodszego brata. Uwielbiam jej przytulanki i jej "kocham cię".
Nawet jej wściekanie się i kobiece humorki niepozbawione są uroku. Ta jej potrzeba wszystkowiedzenia, mimo że czasem irytująca też da się lubić.

I przy tym wszystkim mam świadomość, że jej codzienna obecność w moim życiu ma ograniczony czas. Że jak stuknie jej 20-tka to wyfrunie w świat. Że to już 1/3 wspólnego czasu za nami.  Bo potem to ktoś inny będzie się cieszył jej codzienną obecnością. To ktoś inny będzie pijał z nią poranną kawę, wysłuchiwał co w pracy, przytulał gdy źle i gdy dobrze, pomagał i wspierał, dyskutował, wykłócał i godził. Ktoś inny będzie dla niej całym światem. I statystycznie rzecz ujmując los podaruje mu zdecydowanie więcej czasu niż mnie - jej mamie, na wspólne bycie razem, na wspólną codzienność. 
Już teraz zazdroszczę temu komuś. 
Może się zamienimy rolami? ;) 

Stąd ten tytuł wpisu - trochę przewrotny.

00:40, wiklasia
Link Komentarze (6) »
czwartek, 10 grudnia 2015

kiedy między sklepowymi półkami ganiamy (wróć - przeciskamy się) w poszukiwaniu prezentu dla najmilusińskich ja polecam grę.
Grę na emocjach. Nie na cudzych. Na naszych rodzicielskich emocjach.  
Ten króciutki filmik gra na nich mistrzowsko. Istna maestria.

Mam nieodparte wrażenie pewnej tendecyjności w podejściu do tematu, ale mimo wszystko myślę, że warto.


Polecam.

klik 

 

p.s. Moim dzieciom zadałam te same pytania co w filmie.  I po usłyszeniu ich odpowiedzi sama nie wiem. Powód to do dumy, czy wręcz przeciwnie.
Otóż materialiści z nich okrutni (sześcioletnia Hania: od Mikołaja tableta, a od ciebie mamo samolot lego; czteroletni Artur:  od Mikołaja drona, a od ciebie wóz policyjny lego), albo to my rodzice jacyś zapyziali i zacofani: nieudostępniający swoim pociechom sprzętów codziennego użytku współczesnych dzieci - tabletu, smartfona itp. i przez to moje dzieciaki czują się cyfrowo wykluczone. I doskonale wyczuwają, że od rodziców to co najwyżej książki, klocki lub inne tradycyjne prezenty. Że to do Mikołaja uderzać trzeba po nowocześniejsze podarki.

15:37, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 grudnia 2015

Idziemy w hardcore. 
Biwakujemy w zimie.
Biwak dłuuugi, bo przewidziany na 24 dni.
Za to pod gwiazdami :)
Może któraś spadnie i spełni życzenie? 

 

Chciałabym moim dzieciakom nieba przychylić (która matka by nie chciała?)
mimo, że czasem dają mi w kość (ostatnio to jakoś szczególnie).
W poszukiwaniu gwiazdki z nieba zawędrowałam do ushii .
Spodobało mi się. Zaczerpnęłam. I na tyle na ile moje zdolności manualne mi pozwoliły wykonałam własną wersję. A w środku poupychałam małe czekoladki i zadania do wykonania.

wtorek, 24 listopada 2015

Ano liczę na tych palcach i liczę, i jak nic - wychodzi mi 20 lat, a to w końcu do czegoś zobowiązuje. Ani się człek tak na dobre nie obejrzał, co ja mówię - ledwo co głowę zdążył wprawić w ruch rotacyjny, a tu 20 lat po maturze. Z niedowierzaniem mielę w mojej głowie tę informację.

DWADZIEŚCIA LAT ! ! ! 

Przysłówkowo (bo nawykłam korzystać z bogactwa jakie oferuje mi mowa ojczysta) wciąż zadaję sobie pytanie: Jak? Gdzie? Kiedy?

Ta sytuacja nie może pozostać bez odpowiedzi.
Ta sytuacja wymaga jakiejś reakcji. Nie mogę tego tak zostawić - na pastwę zwykłego biegu rzeczy.
Zakasuję więc rękawy, budzę mózg z jesienno-zimowego letargu i do dzieła.

O żadnym komitecie organizacyjnym nie słyszałam więc wszem i wobec obwieszczam utworzenie samozwańczej grupy eventowej (ha, a co, niech wszyscy wiedzą, że mimo zbliżającej się czterdziestki na karku  i zaściankowego pochodzenia człek obeznany jest w nowomowie rodem z korporacji). Oczywiście nie musi to być grupa jednoosobowa. Wszak grupa to jednostki co najmniej trzy.
Muszę więc wyszukać "wspólników" do organizacji tej zabawy. Nie pozostaje mi nic innego jak skorzystać z urządzenia tropiącego jakim jest facebook i z jego pomocą ponamierzać moje ofiary.
A jak nie "wspólników" to chociażby konsultantów / dyrektorów kreatywnych / korektorów (nie mylić z krytykantami i malkontentami lub z wyrobami kosmetycznymi).

No i zastanowić się nad formułą spotkania.
Jednodniowo i w pojedynkę?
Czy może wersja na bogato: weekendowo i z "przyległościami i kilkuletnimi naleciałościami" w postaci mężów / partnerów / partnerek (w końcu nie bądźmy zaściankowi i prowincjonalni *)) / dziatwy i czego tam jeszcze człek zdążył się dorobić i wbić w stan posiadania.

Jakie jest Wasze doświadczenie w organizacji tego typu spotkań?
Która formuła się sprawdza?

*) niewtajemniczonych informuję, że moja klasa była w swym składzie jak idealna wełna - jednorodna czyli stuprocentowo żeńska

Tagi: życie
01:25, wiklasia
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 39