napisane w wolnym czasie, kiedy to przemyślenia na temat macierzyństwa i tematów pobocznych w głowie mej miejsca wolnego już dla siebie znaleźć nie mogą
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
O autorze
Zakładki:
Inspirujące
LEKTURA OBOWIĄZKOWA
Mama Zone
Męskim okiem widziane
Namiętnie poczytuję
TEŻ MOJE
To właśnie MIŁOŚĆ
W uśpieniu
Lilypie Kids Birthday tickers Liczniki na stonę
Kategorie: Wszystkie | 1001 drobiazgów
RSS
niedziela, 31 stycznia 2016

... zdarza mi się jeździć na rowerze w styczniu - jeździłam.

Raczej rzadko zdarza mi się uzbrajać dziecięcia w militaria - uzbroiłam.



Zbroja jednak licha była i dwugodzinny bal przebierańców z trudem przeżyła.
Do płatnerza doskonałego to jednak mi daleko i synowi trzeba było wykombinować coś innego.
W ruch poszły drukarka i taśmy- posrebrzana i fluorescencyjna i tak oto czarny t-shirt i ciemne spodnie z powodzeniem zaczęły udawać strój strażaka.
(buu, fotek aparatem nie zrobiłam)
 

O czym to ja chciałam pisać? Aha -  najlepszego 

Tagi: foto
23:47, wiklasia
Link Komentarze (3) »
niedziela, 17 stycznia 2016

Noszsz, zamkną mnie jak nic. 

Dziś na obiad była kaczka.

Martwa kaczka przyprawiona majerankiem i poddana procesom termicznym jest dla mnie zdecydowanie atrakcyjniejszą wersją niż jej żywa koleżanka biegająca po podwórku. Żywe kaczki hodowlane strasznie paskudzą w obejściu.

23:36, wiklasia
Link Komentarze (2) »

Ojciec dzieciom ostatnio strasznie rozpolitykowany jakiś taki chodzi. Nic tylko PiSoczy psioczy, czym to teraz Polska stoi.
A z rana taki oto dialog rodzinny się trafił:

Hania: A prezydentem kto teraz jest?

Ja (w naiwności wielkiej i prostocie, ale i bezmyślnie palnęłam): Andrzej Duda

Ojciec dzieciom większym rozeznaniem politycznym się wykazał i większą refleksją nad aktualnym stanem politycznym i rzekł: Nie jestem tego taki pewien.

 

p.s. Może to już być ostatni post na tym blogu - niestety znam poczucie humoru aktualnie rządzących i pewności nie mam, czy przez przypadek na jaką komendę z kuli tego wpisu nie zawezwą i nie zaproponują kilkuletnich wywczasów w pokoiku metr na metr, z okienkiem z szybką w deseń w kratkę - ot, taka oferta specjalna last minute dla politycznych sabotażystów i piewców wrogiego systemowi humoru politycznego.

00:26, wiklasia
Link Komentarze (3) »
czwartek, 14 stycznia 2016

Nie do tego zostały stworzone, by tak stać w kącie i gnić. Ich przeznaczeniem jest nie bezruch, a ciągły ruch. Ich bezczynność i bezużyteczność wywołuje tylko frustrację. Tak u dużych, jak i u małych. A wszystko przez ten cholerny brak śniegu. Przecież zima od tego jest, by było biało i mroźnie. A sanki od tego, by na nich zjeżdżać, a nie, by smętnie stały w kącie i się kurzyły i rdzewiały.

23:12, wiklasia
Link Komentarze (3) »
wtorek, 29 grudnia 2015


Skrzydła odwieszone.
Kilka moich marzeń i życzeń wraz z nimi. W odstawkę powędrowały. Na "zaś", na przyszły rok.

Pozostały dwie kartki z kalendarza, dwa dodatkowe kilogramy, garnek moczki.
Poświąteczna atmosfera uleciała w tempie ekspresowym ustępując miejsca paskudnemu kaszlowi, który nęka Hanię. 

środa, 23 grudnia 2015

Moje plany na najbliższe godziny i dni?

Pójść z dzieciakami do lasu.

Zaszyć się gdzieś w kącie z książką i kubkiem grzanego aromatycznego wina.

Urządzić sobie z potomstwem popołudnie z planszówkami.

Wpaść kilka razy do kościoła i porozmawiać z Najwyższym.

Nacieszyć się bliższą i dalszą rodziną.

Podumać i powspominać Nieobecnych.

Zjeść ten kawałek sernika co to prawie mi w ogóle nie opadł.

Ubrać z potomstwem choinkę (tym razem nie w żadnej konwencji tylko pozwolić dzieciakom by zrobiły to po swojemu - ciekawe czy się powstrzymam?).

Świętować obecność tych, którzy są.

Rodzinnych, pachnących nie tylko świerkiem, ale przede wszystkim miłością świąt życzę Wam wszystkim, którzy tu czasem zaglądacie.

 


 

23:01, wiklasia
Link Komentarze (4) »
niedziela, 20 grudnia 2015

... na blogu na temat filozofii świątecznego sprzątania bądź nie. Każdy czyni według własnych kryteriów czasu, siły, zapału, standardów czystości czy ważności. Nie będę namawiała i przekonywała by sobie odpuścić, lub wręcz przeciwnie, by wysprzątać chałupę, wszak będzie odświętniej. Wiele tego teraz jest w internetach. A ja mówię: Wolnoć, Tomku, w swoim domku.

Ja na przykład przez ostatnie dwa dni z rąk podusi nie wypuszczałam, polegiwałam sobie bezczelnie, podsypiałam, piżamowe dni urządziłam, popijałam brązowym i słodkim jak ulepek napojem co to go do Polski rubaszne ho! ho! ho! mikołaje zza oceanu sprowadziły. I przepoczwarzałam się z ziemskiej w bardziej niebiańską istotę. Trochę to bolesne było, łamało w kościach, wszelka energia ze mnie uleciała, było mdło i nieciekawie, nawet oczy bolały - niektórzy takie stany grypą nazywają. 
Ale najważniejsze to to, że przepoczwarzanie zakończone. Czas wyruszyć na szkolne jasełka i razem z innymi rodzicami i nauczycielami odstawić show jakiego te mury szkolne jeszcze nie widziały*). Ja idę się bawić, czego i Państwu życzę.

 

*) bo one, póki co, mało jeszcze widziały (te mury szkolne), bo świeżuchne są - sala gimnastyczna raptem 3 lata temu postawiona.

Tagi: foto
21:13, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 grudnia 2015

Uwielbiam jej nieujarzmione rude włosy, jej piegowatą twarz. Zachwyca mnie jej uśmiech i nawet ta uwidaczniająca się z każdym jej uśmiechem blizna, która pozostanie z nią chyba na zawsze jako pamiątka po bliskim spotkaniu policzka z krawędzią stołu.
Rozczula mnie, jak całą sobą intensywnie uczy się pisania (bo pracuje nie tylko jej ręka, ale naukę pisania intensywnie wspomaga język wyczyniając różniste akrobacje i nogi wyczyniające hołubce pod stołem). 
Zachwyca troskliwość o młodszego brata. Uwielbiam jej przytulanki i jej "kocham cię".
Nawet jej wściekanie się i kobiece humorki niepozbawione są uroku. Ta jej potrzeba wszystkowiedzenia, mimo że czasem irytująca też da się lubić.

I przy tym wszystkim mam świadomość, że jej codzienna obecność w moim życiu ma ograniczony czas. Że jak stuknie jej 20-tka to wyfrunie w świat. Że to już 1/3 wspólnego czasu za nami.  Bo potem to ktoś inny będzie się cieszył jej codzienną obecnością. To ktoś inny będzie pijał z nią poranną kawę, wysłuchiwał co w pracy, przytulał gdy źle i gdy dobrze, pomagał i wspierał, dyskutował, wykłócał i godził. Ktoś inny będzie dla niej całym światem. I statystycznie rzecz ujmując los podaruje mu zdecydowanie więcej czasu niż mnie - jej mamie, na wspólne bycie razem, na wspólną codzienność. 
Już teraz zazdroszczę temu komuś. 
Może się zamienimy rolami? ;) 

Stąd ten tytuł wpisu - trochę przewrotny.

00:40, wiklasia
Link Komentarze (6) »
czwartek, 10 grudnia 2015

kiedy między sklepowymi półkami ganiamy (wróć - przeciskamy się) w poszukiwaniu prezentu dla najmilusińskich ja polecam grę.
Grę na emocjach. Nie na cudzych. Na naszych rodzicielskich emocjach.  
Ten króciutki filmik gra na nich mistrzowsko. Istna maestria.

Mam nieodparte wrażenie pewnej tendecyjności w podejściu do tematu, ale mimo wszystko myślę, że warto.


Polecam.

klik 

 

p.s. Moim dzieciom zadałam te same pytania co w filmie.  I po usłyszeniu ich odpowiedzi sama nie wiem. Powód to do dumy, czy wręcz przeciwnie.
Otóż materialiści z nich okrutni (sześcioletnia Hania: od Mikołaja tableta, a od ciebie mamo samolot lego; czteroletni Artur:  od Mikołaja drona, a od ciebie wóz policyjny lego), albo to my rodzice jacyś zapyziali i zacofani: nieudostępniający swoim pociechom sprzętów codziennego użytku współczesnych dzieci - tabletu, smartfona itp. i przez to moje dzieciaki czują się cyfrowo wykluczone. I doskonale wyczuwają, że od rodziców to co najwyżej książki, klocki lub inne tradycyjne prezenty. Że to do Mikołaja uderzać trzeba po nowocześniejsze podarki.

15:37, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 grudnia 2015

Idziemy w hardcore. 
Biwakujemy w zimie.
Biwak dłuuugi, bo przewidziany na 24 dni.
Za to pod gwiazdami :)
Może któraś spadnie i spełni życzenie? 

 

Chciałabym moim dzieciakom nieba przychylić (która matka by nie chciała?)
mimo, że czasem dają mi w kość (ostatnio to jakoś szczególnie).
W poszukiwaniu gwiazdki z nieba zawędrowałam do ushii .
Spodobało mi się. Zaczerpnęłam. I na tyle na ile moje zdolności manualne mi pozwoliły wykonałam własną wersję. A w środku poupychałam małe czekoladki i zadania do wykonania.

wtorek, 24 listopada 2015

Ano liczę na tych palcach i liczę, i jak nic - wychodzi mi 20 lat, a to w końcu do czegoś zobowiązuje. Ani się człek tak na dobre nie obejrzał, co ja mówię - ledwo co głowę zdążył wprawić w ruch rotacyjny, a tu 20 lat po maturze. Z niedowierzaniem mielę w mojej głowie tę informację.

DWADZIEŚCIA LAT ! ! ! 

Przysłówkowo (bo nawykłam korzystać z bogactwa jakie oferuje mi mowa ojczysta) wciąż zadaję sobie pytanie: Jak? Gdzie? Kiedy?

Ta sytuacja nie może pozostać bez odpowiedzi.
Ta sytuacja wymaga jakiejś reakcji. Nie mogę tego tak zostawić - na pastwę zwykłego biegu rzeczy.
Zakasuję więc rękawy, budzę mózg z jesienno-zimowego letargu i do dzieła.

O żadnym komitecie organizacyjnym nie słyszałam więc wszem i wobec obwieszczam utworzenie samozwańczej grupy eventowej (ha, a co, niech wszyscy wiedzą, że mimo zbliżającej się czterdziestki na karku  i zaściankowego pochodzenia człek obeznany jest w nowomowie rodem z korporacji). Oczywiście nie musi to być grupa jednoosobowa. Wszak grupa to jednostki co najmniej trzy.
Muszę więc wyszukać "wspólników" do organizacji tej zabawy. Nie pozostaje mi nic innego jak skorzystać z urządzenia tropiącego jakim jest facebook i z jego pomocą ponamierzać moje ofiary.
A jak nie "wspólników" to chociażby konsultantów / dyrektorów kreatywnych / korektorów (nie mylić z krytykantami i malkontentami lub z wyrobami kosmetycznymi).

No i zastanowić się nad formułą spotkania.
Jednodniowo i w pojedynkę?
Czy może wersja na bogato: weekendowo i z "przyległościami i kilkuletnimi naleciałościami" w postaci mężów / partnerów / partnerek (w końcu nie bądźmy zaściankowi i prowincjonalni *)) / dziatwy i czego tam jeszcze człek zdążył się dorobić i wbić w stan posiadania.

Jakie jest Wasze doświadczenie w organizacji tego typu spotkań?
Która formuła się sprawdza?

*) niewtajemniczonych informuję, że moja klasa była w swym składzie jak idealna wełna - jednorodna czyli stuprocentowo żeńska

Tagi: życie
01:25, wiklasia
Link Komentarze (1) »
sobota, 14 listopada 2015

Kamyka, który wpadł do buta i uwiera, z łatwością się pozbędę po prostu wyrzucając go.
Pasek, którym za mocno ścisnęłam talię, poluzuję przepinając na inną dziurkę.
Zbyt mocno związane włosy zawsze mogę rozpuścić.
Ale co zrobić z jednym, szczególnym rodzajem snów, których projekcję co jakiś czas funduje mi moja podświadomość? Próbuję wyśnić je do końca, poznać zakończenie tej historii. Lecz w tym przypadku wschód słońca lub dźwięk budzika za każdym razem przychodzą zbyt wcześnie i budzę się nie doczekawszy napisów końcowych.

00:36, wiklasia
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 09 listopada 2015

Każdy ma jakiegoś bzika.
Mam i ja. 
Uwielbiam przestrzenie zaaranżowane z pomysłem.

 

I znany jest moim bliskim mój pociąg do książek.


W ten weekend miałam dwa w jednym.
Śląskie Targi Książki w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach.

Tagi: foto
11:55, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 listopada 2015

Gniew, strach, rozgoryczenie, złość, smutek.
Na przeciwległym biegunie radość i akceptacja.

Emocje.
Buzują, oj buzują.

Dwa filmy. Dwa animowane. Obydwa dotykają świata emocji.

To się w głowie nie mieści - świetny pomysł. Choć nie oryginalny. Wykorzystany już m in. przy Był sobie człowiek. Pamiętacie ten staroć? To się w głowie nie mieści miło się ogląda.  I to chyba tyle. Bo nie uniósł konfrontacji z drugim.

Drugi powalił mnie animacją. Tak malowniczej animacji nie widziałam jeszcze nigdy. Cudownie oglądało się każdy kadr. Bo każdy z nich to małe arcydzieło malarskie. Do zachwytu nad obrazem dodaję jeszcze zachwyt nad ścieżką dźwiękową. Nie miałam pojęcia, że duński (?) jest tak śpiewnym językiem. Jestem oczarowana Sekretami morza. Moje dziecięcia również. Do tego stopnia, że każą mi nauczyć się pieśni wyśpiewywanych przez mamę Bena i Sirszy.
Nic to, że to duński(?). Język sobie połamię, twarz zapluję ale dam radę.
W Sekretach morza jest moc emocji. I ja mam tę moc więc duński (?) mi nie straszny.


 

12:47, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 listopada 2015

By wydobyć to co najlepsze - wystarczy zredukować. Wtedy otrzymamy smakowitość nad smakowitościami. Przysłowiowe clou. Samą esencję.
Tak przynajmniej dzieje się w przypadku sosów.

Bo z ludźmi, jak to z ludźmi - przewrotnie, czyli na opak. 
Zredukowanie przynosi odwrotny skutek.
Poniekąd tu także możemy się spodziewać jakowegoś clou czyli przysłowiowego gwoździa - ale z pewnością nie będzie to gwóźdź programu, lecz raczej gwóźdź do trumny.

Zredukowana do dwóch ról czuję opadające nad moim życiem wieko trumny.
I w tej sytuacji zamiast wydać ostatnie tchnienie ja zastanawiam się nad s.o.s. - em.
Tylko czy ktoś zdoła to jeszcze usłyszeć?

23:33, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 listopada 2015
poniedziałek, 26 października 2015

Doprawdy nie wiem jakiej magii używa ta kobieta - białej czy czarnej, nieważne.
Wiem natomiast jedno - działa to na mnie, działa jak jasna cholera.

Kiedy zaczyna wyśpiewywać pierwsze słowa - rozpadam się.
Kiedy wzmacnia amplitudę - ściera mnie w pył.
Z każdym kolejnym wyśpiewywanym przez nią dźwiękiem ten pył zaczyna się podnosić, migotać, wirować.
Na końcu już poskładana mentalnie, choć emocjonalnie rozłożona na łopatki powracam do realnego życia. Życia, w którym nie ma tej magii. Magii wyczarowywanej przez głos Adele.
Na szczęście jest opcja return

Przynajmniej w odtwarzaczu jest.
Bo przycisk delete u mnie nie działa.

Hello
 

Tagi: muzyka
10:40, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 października 2015

ano tak :) to my 
a co robimy?
czy ta my 
może jeszcze nie globalnie,
przesadziłabym, gdybym napisała, że sylabizująco
najbliżej prawdy będę jeśli napiszę, że literujemy.
Literki składamy w wyrazy więc jakby co to
C Z Y T A M Y 


 

Tagi: Fota Hania
23:38, wiklasia
Link Komentarze (1) »
niedziela, 18 października 2015

Po dłuższej przerwie wróciłam do lasu.
Zachwycam się rozbuchaną jesienną kolorystyką drzew.
Zajadam śliwkami.
Opatulam w coraz cieplejsze wełenki, futerka.
Wdycham coraz mroźniejsze powietrze.
Zagapiam w kominkowy ogień.
I otaczam książkami.

A dziś z Hanią w tyskich Paprocanach. 
 

Tagi: foto
00:17, wiklasia
Link Komentarze (9) »
piątek, 02 października 2015

W tym zdaniu Ty dawno postawiłeś już kropkę.

Mimo to, moje serce mając w nosie zasady życiowej interpunkcji,

uparcie stawia dwie nowe obok Twojej jednej 

mając nadzieję na ...

18:00, wiklasia
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 39