napisane w wolnym czasie, kiedy to przemyślenia na temat macierzyństwa i tematów pobocznych w głowie mej miejsca wolnego już dla siebie znaleźć nie mogą
| < Marzec 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
O autorze
Zakładki:
Inspirujące
LEKTURA OBOWIĄZKOWA
Mama Zone
Męskim okiem widziane
Namiętnie poczytuję
TEŻ MOJE
To właśnie MIŁOŚĆ
W uśpieniu
Lilypie Kids Birthday tickers Liczniki na stonę
niedziela, 04 lutego 2018

Śniegu trochę mało, by na nartach po lesie pobiegać ale by na rowerze pojeździć, to czemu nie?
Rower został więc wyciągnięty, napompowany i w drogę. A po drodze dostrzegalnia przeciwpożarowa.
Praca na trzynastym piętrze, poszerzająca horyzonty. :)

22:27, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 lutego 2018

Uporządkować myśli nie potrafię, więc może chociaż wezmę się za porządki w łazienkach lodówce i kosmetykach.

13:19, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
środa, 31 stycznia 2018

Kalendarz świąt dziwnych i nietypowych mówi, że dziś Światowy Dzień Przytulania.
Świętujecie?
Ja idę poprzytulać się do poduszki i kubka z ciepłą herbatą.

20:51, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 30 stycznia 2018

Najczęściej się mówi: "Wszystkiego najlepszego".
Niektórzy rozwijają trochę tę myśl dodając: "Zdrowia i wszelkiej pomyślności".
Ktoś inny z kolei zaprzęgnie rym do życzeń, by atrakcyjnie brzmiało.
I tak płyną w świat życzenia.
Oby się spełniały.
By szczęście zagościło w Twoim sercu,
by towarzyszyło Ci poczucie spełnienia,
serce przepełniał zachwyt nad światem,
entuzjazm był Twoim towarzyszem,
i by miłość i zdrowie zawsze Ci towarzyszyły.


Puszczam te życzenia w wirtualny świat.
Niech się urealnią.
Niech dobra energia krąży we wszechświecie.

 

20:10, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 stycznia 2018

Przymrozić pogoda nie chce ni hu, hu, więc może coś z przymrużeniem oka. ;)
 
Nie od dziś wiadomo, że słowo ma moc. Tak mówione jak i pisane. 

"Ważne! Chcąc wziąć udział w spotkaniu z Prezydentem RP należy pamiętać, że na spotkanie nie wolno wnosić żadnych niebezpiecznych przedmiotów i narzędzi, w tym: wszelkiego rodzaju broni, nożyczek, parasoli, pilników, butelek z napojami, banerów i transparentów itp." 

W sumie mają rację. Słowo może być ostre jak brzytwa. Słowem można zranić. Tak, po zastanowieniu to nawet ma to sens - zakwalifikowanie banerów czy transparentów do przedmiotów niebezpiecznych.

A dziś idąc do pracy przez opustoszałe ulice (wszak głowa państwa dziś w mieście więc ruch samochodowy na co poniektórych ulicach zamknięty) dojrzałam taką oto informację na drzwiach jednego ze sklepów:



Aż mi się zachciało dopisać pod spodem: "W takim razie zdrówka życzę".
Niestety narzędzi odpowiednich pod ręką nie znalazłam (dużo różnych dziwnych rzeczy noszę w torebce, ale dziś akurat ani nożyczek, ani taśmy klejącej nie miałam). A szkoda. Kto wie, w co mogłaby się przerodzić taka korespondencja prowadzona pro publico?

środa, 24 stycznia 2018

Rzeczywistość stanęła okoniem.
Maszyna do szycia obraziła się na moje dyletanctwo w kwestii krawiectwa i odmówiła współpracy. Super klej zamiast sklejać tasiemki skleił mi palce. Zapałki nie chciały się rozpalać (a potrzebne były do opalania tasiemek, by się końcówki tasiemek nie strzępiły). 
Ostatecznie udało się wyjść na prostą. Fachowiec naprawił maszynę, zdzierając mnie przy tym niemiłosiernie z mamony. Znalazła się tubka niezawodnego Magic kleju. Zapałek wystarczyło. 


Strój na bal został ukończony.Temat przewodni brzmiał: Dookoła świata. 
My wyskoczyliśmy niedaleko, za miedzę, do braci Rosjan.

P.S. Coś w temacie pozostawiam do obejrzenia. :) Niby reklama. Ale fajna i z pomysłem.

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Lubię karnawał.

Nie żebym była jakąś szaloną imprezowiczką. Powód jest zgoła odmienny. 
Karnawał to czas kiedy mogę wyżyć się twórczo, kreatywnie i coś przy okazji zmajstrować.*)

Domyślacie się nad czym ostatnio pracowałam?


Dla tych co to nie lubią kombinować zapodaję drugą podpowiedź:



Dzięcięcia bale karnawałowe mają. Kiedy zapytałam syna za kogo chciałby się przebrać to usłyszałam odpowiedź, że za kogoś znanego i sławnego. Poprosiłam o skonkretyzowanie i padła odpowiedź, że za króla Juliana. Niedobrze - pomyślałam - okazja by wyżyć się twórczo właśnie zaczęła galopować w siną dal (strój króla Juliana mamy, bo szyłam w zeszłym roku). Przystąpiłam więc do pertraktacji. Nie powiem, łatwo nie było. Ostatecznie przekonałam go do Janosika. Zaaprobował pomysł na zbójnika po obejrzeniu fragmentu archiwalnego odcinka, w którym Perepeczko - wtedy jeszcze piękny, młody i ogólnie pociągający wizualnie - bohatersko i zwycięsko walczy z hersztem jakiejś konkurencyjnej bandy zbójeckiej. Strój ostatecznie zyskał aprobatę syna, mimo zgłaszanych obiekcji co do koloru portek - Janosik nosił czerwone. 
Na osłodę uzbrojenie w postaci ciupagi dostał - w wersji light, by nie poczynić szkód jakowyś i by uszkodzeń ciał kolegów uniknąć. 

A teraz już zacieram ręce, bo za 10 dni córcia rusza w karnawałowe tany. 
Motyw przewodni: Dookoła świata. 
Pomysł na przebranie w głowie mej już się skrystalizował. Więc ... do roboty! :)

 

*) w sumie jakby nie patrzeć dwójka moich dzieci została zmajstrowana w karnawale ;)

niedziela, 14 stycznia 2018

U nas czerń, smutek, nostalgia, zawodzenie.
W Meksyku feeria barw i kolorów, radość, zabawa, wspólne biesiadowanie, śpiew.
Święto zmarłych.
Dia de los muertos.
Kto chciałby zmienić optykę listopadowego święta zmarłych i zaduszek powinien obejrzeć animowany film Coco.
Ktoś powie - trudny i poważny temat temat zakolorowany pixarowską kredką. 
A to trzeba na poważnie, z zadęciem, szacunkiem i cierpiętnictwem.
Ja myślę, że wcale nie trzeba.
Ale Coco obejrzeć to już tak. Musowo.
Z paczką chusteczek pod ręką.

I zmieniłam podejście do aksamitek.
Dlaczego?
Dowiecie się z filmu.

23:16, wiklasia
Link Komentarze (2) »

O współczesnej kobiecie można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że jest bezbronną istotą. To określenie jakim swego czasu obdarzano płeć piękną powinno odejść do lamusa. Bo współczesna kobieta uzbrojona jest po zęby, a właściwie po rzęsy. Przed dzisiejszym mężczyzną staje nie lada wyzwanie. Należy zawczasu rozpoznać niewieści arsenał, zlokalizować, przepuścić zdobytą wiedzę przez synapsy i wreszcie dopuścić do swojej świadomości. Wtedy rozczarowanie "po fakcie" powinno być nie tak nokautujące i dezintegrujące męską psychikę.
Co stanowi owy kobiecy arsenał?
Rajstopy modelujące sylwetkę - podobnoż cuda czyniące: zbierające, upychające, modelujące, podnoszące, ściskające, masujące, nawilżające, przepływ limfy wspomagające, rozmiar zmniejszające. Może i samopiorące? - wybaczcie, ale nie dopytałam.
Podobnym profilem działania poszczycić się mogą majtki korygujące, jednakże ich zakres działania jest zdecydowanie mniejszy, a ich strefa wpływu (a raczej - ścisku, ze względów marketingowych nazwanego modelacją) rozciąga się na obszar mięśni noszących wdzięczną łacińską nazwę gluteus maximus
Współczesne biustonosze to broń szczególnie niebezpieczna. Doskonała broń szyfrująca i dezinformująca. Biustonosze niejednego już wyprowadziły na manowce, siejąc zamęt i chaos wielki w odniesieniu do tego co widać, a z czym realnie mamy do czynienia. Bo jakakolwiek korelacja w tym względzie może być li tylko ułudą. Zbierają, ściskają, podnoszą, uwydatniają, a przez zastosowanie push-upów rozmiar optycznie powiększają. I jak tu być mądrym, i w tym zamęcie informacyjnym prawidłowo oszacować rozmiar, z którym będziemy mieli do czynienia? 
Przepiękne paznokcie, które częstokroć z naturalnymi mało mają wspólnego. 
Cera o pięknym brzoskwiniowym odcieniu, bez zająknięcia się jakimkolwiek pryszczem, czy pękniętym naczynkiem. Tyle, że po wieczornym demakijażu ten odcień na płatku kosmetycznym pozostaje jako wyrzut sumienia.
Rzęsy gęstością i długością  przyprawiające o myśl: a cóż to za wybryk natury? Bo zdarza się, że panie umiaru nie znają i źrenice ledwie co widać zza gąszczu rzęs. Pradawna puszcza przy tych rzęsach jawi się jako rachityczny, ledwie co zalesiony gaik.   

I tu pojawia się dylemat. Kto zacz? Prawdziwy człowiek to, czy może mara jakaś, widziadło, fałsz i ułuda na pokuszenie wodzące. 
Rozbierać taką piękność, czy tylko oczy nacieszyć i fantazję, nie fundując sobie rozczarowania gdy po rozbrojeniu owej zjawiskowej piękności, wszystko opadnie, podda się naturalnie na Ziemi występującej sile grawitacji, zmniejszy się, przerzedzi, mniej gładkim się stanie?

I co wtedy?
Czy ty, to ciągle ty?
A ja?
Czy to jednak ja?

01:10, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 stycznia 2018

Syn wymówił dziś posłuszeństwo,
szef zgubił gdzieś takt i kinder sztubę,
piasek znad Sahary zapaskudził samochód żółtym niewiadomocosiem,
w powietrzu przez cały dzień tablica Mendelejewa na bogato,
i jakiś splin przedwiosenny trzyma.

20:00, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 grudnia 2017

No dobra.
Zgodzę się z Wami.
Nie godzi się tak milczeć.
Wypadałoby cośkolwiek skrobnąć.

O postanowieniach noworocznych nie będzie - bo od kilku już lat zaprzestałam bawić się w obiecanki- cacanki.

O świętach można napisać, że już PO. Rankiem, 27 grudnia drastycznie zostałam odcięta od nastrojowych piosenek. Zniknęły gdzieś audycje radiowe wpisujące się w ten specyficzny świąteczny klimat. W eterze na powrót królują swary i kłótnie głupie. I tylko makowiec i moczka przypominają, że jednak coś świątecznego było na rzeczy.

W pracy urwanie głowy - tak jakby wszyscy zmówili się, by z końcem roku pozamykać czy poukładać swoje sprawy rodzinne, majątkowe czy spadkowe. Ważne sprawy.

A gdy się czyta o kosmosie to ta ważność śmieszną zaczyna się wydawać. Podkradłam synowi książkę traktującą o kosmosie właśnie. Informacje dostosowane do poziomu dziecięcego, a i tak niektórych rzeczy nie ogarniam :). Trwam więc tylko w zadziwieniu i zachwycie. 

I profesor Vetulani też coś dla mnie ma na poziomie dziecięcego pojmowania - "Sen Alicji". Tę książkę z kolei to córce podwędziłam.

A sama zanurzona jestem W kręgach władzy Remigiusza Mroza.
By nie było jednostajnie, to równolegle Córki Wawelu na tapecie - solidne tomiszcze - ponad 800 stron.

I trochę więcej śniegu i mrozu (Mroza :)) by się przydało, i życzliwości, i wyrozumiałości, i pomyślności, i zdrowia, i miłości, i pokory, i by rzeczami ważnymi były rzeczy naprawdę ważne i wartościowe, a nie błahostki, i by żyć z poczuciem sensu i spełnienia
czego Państwu i sobie życzę

18:33, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 grudnia 2017

Mamusiu, a dlaczego ty nie dostałaś dziś od mikołaja żadnego prezentu? - takie oto podchwytliwe pytanie zawisło nade mną podczas dzisiejszego obiadu.
Spojrzałam na syna, przełykając powoli makaron i zbierając myśli jak tu wybrnąć z tej sytuacji.
Ostatecznie postanowiłam trzymać się święcie utrwalonej tradycji, że tylko te grzeczne mogą liczyć na szczodrość grubego jegomościa chadzającego w czerwonej czapeczce.
No cóż, widocznie mikołaj stwierdził, że przez ostatni rok za dużo nabroiłam i byłam niegrzeczna. Syn przyjrzał mi się badawczo.
Poczułam, że w tym momencie mój autorytet został mocno nadszarpnięty. Próbując wybrnąć jakoś z tej niekomfortowej sytuacji rzuciłam jeszcze: A może też i tak być, że w tym dzisiejszym zabieganiu po prostu o mnie zapomniał.
 
No nie wiem. Patrząc na jego minę jestem pełna wątpliwości czy w to uwierzył. Jednak w jego mniemaniu chyba musiałam mocno nabroić przez ostatni rok. Może to i prawda?

23:28, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 listopada 2017

Hinduiści mają swoje mantry, wyznawcy Allaha sznury modlitewne, buddyści mistyczne formuły medytacyjne, chrześcijanie swoje litanie loretańskie, do serca Jezusowego itd., a matki z całego świata jednoczą się w codziennym odmawianiu swoistej matczynej litanii:
wstawaj już,
ubierz się,
śniadanie czeka,
umyj zęby,
uczesz się, 
ubierz się,
wychodzimy,
odrób lekcje,
spakuj się na jutro,
umyj zęby,
śpij dobranoc,
kocham Cię.

Matczyna litania obiega cały świat. Wznawiana każdego ranka i wieczora. Wybrzmiewa we wszechświecie nieprzerwanie od wielu już lat bez względu na rasę, pochodzenie czy wyznawaną religię.

09:41, wiklasia
Link Komentarze (1) »
niedziela, 19 listopada 2017

Bonda coraz mniej strawna dla mnie. Katarzyna. Albo i mózg mój powoli zaczyna niedomagać. Połączenia międzysynaptyczne przepalone albo zalążki alzheimera jakoweś?  Męczę "Lampiony" już jakiś czas. I ciągle nie nadążam, i gubię się w temacie, który bohater to który.

Za to problemów z rozpoznaniem koleżanek ze szkolnej ławy na dwudzistojednolecie po maturze nie miałam. Wszystkieśmy ładne, zadbane, choć już nie pierwszej świeżości. :)

Ogród przygotowuję do snu zimowego. Byliny na rabatach pieczołowicie okrywam pierzynką z liści. Kilogramy cebul zakopałam z nadzieją na ich wiosenne ogrodowe zmartwychpowstanie. 

I czekam na Mróz, czy raczej na nowego Mroza. Remigiusza. Zdecydowanie lepszy od Bondy. Biorąc pod uwagę jego płodność pisarską długo czekać nie będę musiała.  

W sumie śnieg też mi się marzy.  W zestawie ze słonkiem. Taka słoneczna, śnieżna zima byłaby całkiem miłym dodatkiem do świąt czy ferii. 

I nie wiem dlaczego zamarzyła mi się Finlandia. ??? Może z powodu czystszego powietrza?
Bo u nas, na Śląsku szans na wzięcie głębokiego, swobodnego oddechu nie ma.
Stężenia pyłów PM 2,5 i PM 10 notorycznie przekraczane. Czuję się jak panga w Mekongu.

21:42, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 listopada 2017

Może ja omamy jakieś mam? - pomyślałam zerkając na to, co zaczęli montować w moim mieście na płycie rynku 10 listopada. Tuż przed Świętem Niepodległości wypadałoby coś patriotycznego, a tu zonk.
Choinka bożonarodzeniowa. Już stoi.

22:20, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 listopada 2017

Dzisiejsze listopadowe słonko obudziło z letargu nie tylko muchy :).
Po odczynieniu czarów w kuchni wsiadłam na rower z zamiarem niezmarnowania tak pięknej listopadowej pogody. Ubrałam się więc w obcisłe (bo,  jak radził pewien pan - warto mieć styl) i popedałowałam sobie ode wsi do lasu i z powrotem.  Tempo dość konkretne sobie narzuciłam, bo i czasu mało, i chałupę ogarnąć co nieco trzeba by było przed przyjściem urodzinowych gości. A tu, po drodze tyle urokliwych miejsc do pozachwycania się nimi. Oczywistych cudowności, takich jak choćby żółtożarówkowo przebarwionych młodych buczków nie fotografowałam.
Ale inne nieoczywiste inkszości - a jakże.


Tempo jazdy było konkretne, więc bez wyrzutów sumienia mogłam pozwolić sobie na kawałek haninkowego urodzinowego orzechowo-miodowego tortu. Bilans energetyczny wyszedł satysfakcjonujący. 
Tort zaczerpnięty z mojewypieki już nie tak bardzo. Za bardzo śmietankowy.  

środa, 11 października 2017

Od rana był tak zwany chaos kontrolowany.
W pośpiechu i z drżeniem rąk zakładałam szkła kontaktowe. Potem wizyta u fryzjera spędzona w oparach lakieru do włosów. Kosmetyczka - nigdy wcześniej, jak i później nie miałam tak fajnie zrobionych paznokci. Dom rodzinny - pełen radosnego zabiegania. Jedna z rzadkich okazji nacieszenia się obecnością bliskich mi osób. Piękne kwiaty, uściski, serdeczności, chwile wzruszenia. I myśl w głowie, że co ma być to będzie. Dzień pełen jesiennego, dojrzałego słońca.
Kościół, ksiądz, stuła. Pięknie nakryty stół. Rozbudowana karta dań. Bliscy ludzie dookoła - tak było dokładnie dziewięć lat temu.

Dziś, po wyprawieniu dzieci do szkoły i przedszkola na stole jedno nakrycie do śniadania. Poranek samotnie spędzony w ogrodzie. Włosy wypadałoby w końcu ułożyć w jakąś fryzurę. Konflikt siostrzano-braterski rozwiązać. Znaleźć odpowiedź na odwieczne pytanie: Co na obiad? Telefon do mamy, do siostry - by chociaż kilka słów w ciągu dnia zamienić z osobą dorosłą. Chrypiące gardło, bo infekcja, a by odejść za siódmą górę i rzekę jakoś nieprzekonana. I bajka dla dzieci na dobranoc z zakończeniem: "żyli długo i szczęśliwie"

Przynajmniej w bajce.

22:01, wiklasia
Link Komentarze (2) »
czwartek, 05 października 2017

Pospolitość skrzeczy jesiennymi deszczami, katarem i bólem gardła.
A tak by się chciało ...

19:36, wiklasia
Link Komentarze (2) »
piątek, 22 września 2017

Czas babiego lata, kiedy to eksponowane były nogi, dekolty, ramiona i co tam która ładnego i apetycznego miała minął bezpowrotnie. 
Od kilku dni niemalże że nieprzerwanie pada deszcz.
Czuję się jak biblijny Noe.
Nic, tylko wypatrywać znaku z nieba. I na ten znak z góry dany zacząć brać się do budowania arki.
:).



09:16, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 września 2017

Jesień w tym roku jakaś taka inna. Smutkiem podszyta. Takim bez powodu.

Radość ulotna jak babie lato. Nie umiem jej dojrzeć, a co dopiero schwytać. Ciągle nie nadążam. Wiecznie spóźniona w tym łapaniu radości.
A może za dużo kryminałów czytam?
Bo w kryminałach to wiadomo - krew się leje i trup ściele gęsto, a to optymizmem nie nastraja.

17:51, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 43