napisane w wolnym czasie, kiedy to przemyślenia na temat macierzyństwa i tematów pobocznych w głowie mej miejsca wolnego już dla siebie znaleźć nie mogą
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
O autorze
Zakładki:
Inspirujące
LEKTURA OBOWIĄZKOWA
Mama Zone
Męskim okiem widziane
Namiętnie poczytuję
TEŻ MOJE
To właśnie MIŁOŚĆ
W uśpieniu
Lilypie Kids Birthday tickers Liczniki na stonę
Kategorie: Wszystkie | 1001 drobiazgów
RSS
czwartek, 18 sierpnia 2016

Wyobrażenia.
Najczęściej upycham w nich moje nadzieje. Pełne po brzegi  są spodziewanych ochów i achów. Nasączam je optymizmem i wiarą w lepsze. Entuzjazmem, ekscytacją ...
Dużo tego. 

Potem dochodzi do konfrontacji.
Na tym etapie bywa różnie. Nawet jeśli wszystko wskazuje na wielkie rozczarowanie to umysł i serce uparcie walczą, by choćby mała cząstka rzeczywistości znalazła pokrycie z wyobrażeniami i oczekiwaniami. 

Ponoć nie warto wchodzić do tej samej rzeki po raz drugi ...

W Świeradowie - Zdroju po raz pierwszy byłam w 2008 roku. Oczekiwania i nadzieje były wielkie. Była ciekawość, ekscytacja. A potem wielkie rozczarowanie. Bo szaro, buro i ponuro. Niedopieszczone, a właściwie niezadbane miasteczko. Jedynym promykiem ratującym moje wyobrażenia przed totalną klęską była modrzewiowa hala spacerowa. Trochę mało. Więc odpuściłam i nie zabawiłam tam długo. Raptem kilka godzin. Zahaczyłam o Dom Zdrojowy. Łyknęłam wody bogatej w radon. Przemierzyłam smętne alejki w nieciekawym parku zdrojowym. Jeszcze kawa w jakiejś mało atrakcyjnej kawiarence i adieu.

Powróciłam w tym roku.
I serducho skacze z radości. Świeradów rozwinął skrzydła. Wyładniał. Po wszędobylskich tabliczkach z żółtymi gwiazdkami na niebieskim tle łatwo domyślić się komu zawdzięczamy tę przemianę. Ale ja nie o tym. 
Ja o tym, że cieszę się, że dałam temu miastu drugą szansę. Że odkryłam je na nowo. Że czas zadziałał w tym przypadku na korzyść.

Czasem więc warto wejść w nurt tej samej rzeki po raz drugi. 

Co można robić w Świeradowie?
Można ruszyć Śladem Izerskich Tajemnic. Urząd miasta zachęca do odwiedzenia najciekawszych miejsc w okolicy, które są specjalnie oznakowane za pomocą kamieni - głazów, a ich lokalizacja pokazana jest  w miejskim przewodniku. Na chcących zdobyć Certyfikat Odkrywcy czeka specjalne zadanie - odrysowanie wszystkich 14 piktogramów znajdujących się na blaszanych płytkach umieszczonych na kamieniach.

Można napić się wody zdrojowej z kilku stylowych poidełek, pocałować jedną z czterech żab - symbolu miasta, oczekując w zamian szczęścia w miłości, dobrego zdrowia, urody czy bogactwa, przespacerować się zmodernizowanym deptakiem, zajrzeć do hali spacerowej Domu Zdrojowego (a nuż wpadniemy na koncert orkiestry lub występ chóru), zanurzyć ciało w borowinowej kąpieli itd.

Na aktywnych czekają Góry Izerskie ze Stogiem Izerskim, Halą Izerską, Sępią Górą serwujące przepiękne widoki.

Są też liczne trasy rowerowe.

Okolica obfituje w zamki po polskiej i czeskiej stronie. 

Można też edukacyjnie, czyli zaliczyć ścieżkę edukacyjną Zajęcznik, Czarci Młyn, Centrum Edukacji Ekologicznej Izerska Łąka, Izerski Park Ciemnego Nieba, Izery Trzech Żywiołów. Wszędzie tam czekają liczne atrakcje. 

 

 

 

 

 

Tagi: wakacje
00:17, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 31 lipca 2016

Nad rzeczka opodal krzaczka ...
 

Rozprawa między panem, wójtem, a ...

Uwielbiam ją, ona tu jest i ... kwitnie dla mnie

 

Tagi: foto
22:56, wiklasia
Link Komentarze (1) »
czwartek, 28 lipca 2016

Jakieś tysiąc lat świetlnych temu zdarzyło mi się być na Europejskich Spotkaniach Młodych organizowanych przez wspólnotę z Taize. Spotkanie odbywało się w Barcelonie.
Zamieszkałam wtedy u hiszpańskiej rodziny gdzie wśród dziatwy była mała dziewczynka o imieniu Anna - Maria.
I tak sobie pomyślałam, że dziś będzie to już młoda dama i może zjawi się w Polsce na Światowych Dniach Młodzieży. I tak sobie implikowałam dalej, co by to było gdyby do mnie trafiła właśnie Anna - Maria.

No więc teraz siedzę sobie i się śmieję. Bo gościłam Annę i Marię. Właściwie były to Ann i Mary.
No tak - nie były z Hiszpanii, a z Wielkiej Brytanii. No i były to dwie osoby, a nie jedna. Ale jednak, gdyby nie wnikać w szczegóły, a w ogólny zarys to jednak coś było na rzeczy.


Los ma poczucie humoru i bywa figlarny. 
 

Tagi: życie
11:21, wiklasia
Link Komentarze (1) »
piątek, 15 lipca 2016

Romantyczna sceneria - wieczór nad wodą. Ona i On. Obydwoje młodzi. Pewnie to randka. Ona wpatrzona w niego, On pochylony nad własnym. Każdy nad swoim. Telefonem.

Sąsiedzi wyprowadzają pieska na spacer. Idą zgodnie, równym krokiem,  ramię w ramię. I tak spacerują, każdy wpatrzony w swój smartfon.

Pora obiadowa. Dzieciaki siedzą nad zupą. Ojciec dzieciom pochylony nad swoim telefonem.

I jak tu porozmawiać? Ja chciałabym tradycyjnie. Nie wirtualnie, a werbalnie. Niestety, moje newsy jakieś mizerne i miałkie. Bo co tam: że trawa urosła, że rudziki gniazdo założyły, a na obiad ogórkowa. Gdzie mi tam do  internetowego bogactwa treści wszelakiej. O polityce ze mną się nie porozmawia. O ekonomii i gospodarce też nie bardzo. A to, co w książkach?  - mało kogo to zajmuje. Przecież w dzisiejszych czasach prawie nikt nie czyta. 
Więc sobie siedzę. I milczę. I myśli wpadają. Czasem te myśli jak goście nieproszeni. Totalnie nie w porę. Trochę niewygodnie. Bo piosenka w radiu leci, a wraz z nią wspomnienia. Bo zapach podobny, jak ten co kiedyś, gdzieś tam. I nagle odkrywam jak dużo pamiętam. Tylko na co mi to teraz w mym obecnym życiu?

00:26, wiklasia
Link Komentarze (1) »
środa, 29 czerwca 2016

Róża poszła do fryzjera.
Za fryzjera robiłam ja.

Kiedy tak spojrzałam na tę taczkę to mi się Jagna przypomniała.
Też najpiękniejsza we wsi była.
Też wrażliwa.
Też zmysłowa. 
I też ją wywieźli. 

Tagi: foto
23:33, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 czerwca 2016

Na dziś zapowiadają burze z gradem. Musiałam się więc pospieszyć i zdążyć uchwycić piękno, które mnie na co dzień zachwyca. Piękno tuż za płotem.

Pojawił się nie wiadomo skąd. Stwierdził, że warto osiąść tu na chwilę. Zapuścił korzenie. I tak trwa. I rozsiewa swój czar i piękno. Choć piękno to ulotne. Bardzo ulotne. 

Znajomy ma plan -  akcja sypania makiem.
"Wiesz, tak będę sobie jeździł po okolicy i z okna samochodu garściami rzucał mak na przydrożne spłachetki zieleni. "
Podoba mi się ten plan. Bardzo.

Tagi: foto
11:01, wiklasia
Link Komentarze (1) »
piątek, 10 czerwca 2016

Schrupałabym w całości.
Ale ograniczam się do dawania soczystych buziaków. 
I jestem wdzięczna, że ją mam. 
I za tego z tyłu zerkającego też. 

Tagi: foto Hania
23:53, wiklasia
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 06 czerwca 2016

Strona 447. Z lekka już podniszczona, z plamami od częstego czytania. Kilka moich odręcznych notatek (od bardziej doświadczonych ode mnie i bieglejszych w tej sztuce) gdzieś z boku, na marginesie zebranych.
Dziś kolejne moje podejście do tematu. Wcześniej kilkakrotne przeczytanie by utrwalić sobie wszystkie niuanse. Jak sprawić, by nie opadł. Czort ukryty jest ponoć w utrzymaniu odpowiedniej temperatury. Na dobry początek wystarczy pokojowa. Potem należy ją podgrzać, by następnie w odstępach co 20-30 minut powoli zmniejszać. Na sam koniec trzeba dać odpocząć przez jakąś godzinę. I to powinno sprawić cud. Cud, że nie opadnie.
No więc nie opadł. Ani, ani. Tyle tylko, że sam środeczek wymagałby jednak jeszcze kilku minut w piekarniku. Dziś upiekłam kolejny sernik. Dla gości, którzy wpadli po południu. Urodzinowy.

00:13, wiklasia
Link Komentarze (4) »
czwartek, 02 czerwca 2016

Zwłaszcza jak jest się domem.
A podwójne "zwłaszcza" jak jest się szarym domkiem. 


Szarym czyli bezbarwnym, nijakim, bez wyrazu, nie wzbudzającym niczyjego zainteresowania.
Tyle tylko, że nie każdemu chce się spojrzeć głębiej i dostrzec coś więcej.
A szkoda.
Bo: 
W Szarym Domku jest cieplutko,
w Szarym domku jest milutko,
w Szarym Domku kolorowe śni się sny,
ale pssst, niech o tym poza mną nie wie nikt. 

Przypadkiem weszłam do Biedronki.
Przypadkiem zamiast na Warzywa i Owoce, albo i też Nabiał i Pieczywo trafiłam w okolice kas.
I oczywiście całkowicie przez przypadek sięgnęłam po oferowane tam książki.
Ale już nie przypadkowo, tylko z pełną świadomością sięgnęłam po "Szary Domek" Katarzyny Szestak. Ilustracje intrygujące, cena wielce zachęcająca (9,99 zł). Nic tylko brać. Więc wzięłam. I nie żałuję. I Wam też polecam. 
Cudownie się czyta.
Mądra.
Ciepła.
Magiczna.
Wzruszająca.
Całkiem przyjemnie zilustrowana.
I nieprzyzwoicie jak na takie wydanie tania. :)

A na dokładkę (jak na końcu doczytałam) napisana przez zdolną dziewczynę z miasta, w którym mieszkam.

O przyjaźni.
Tęsknocie.
Wyczekiwaniu.
O potrzebie bycia Kimś ważnym dla Kogoś.

Pędem do Biedry. Kupcie, zanim ktoś inny sprzątnie ją Wam sprzed nosa. I koniecznie przeczytajcie swoim dzieciom.
Nie pożałujecie. 
Obiecuję. 


A zaczyna się tak:
"Za Srebrną Rzeką, za Czarnym Lasem, tam, gdzie często spadają gwiazdy, leżało Herbatkowe Miastko. "

Cudnie się zaczyna, prawda? 
Poetycko.
Pobudza zmysły.

A teraz sprintem do Biedry. Przy kasach. W tych koszach z ofertami specjalnymi.

 

 

23:12, wiklasia
Link Komentarze (1) »

... znów te kulki

 

Tagi: foto
00:00, wiklasia
Link Komentarze (1) »
wtorek, 31 maja 2016

i tak sobie wklejam smaczki z porannego spaceru po "włościach"

Jak nietrudno zauważyć w zdecydowanej większości (poza paroma wyjątkami) lecę w kulki.

Tagi: foto ogród
22:34, wiklasia
Link Komentarze (1) »
czwartek, 26 maja 2016


No to połechtałam swoje ego tym wpisem

 

Człowiek przestaje pisać kiedy:

- jest szczęśliwy i tak po prostu i po ludzku jest zajęty absorbcją tego szczęścia każdą komórką swego ciała; w takiej sytuacji pisanie schodzi na plan dalszy;

- w jego życiu dzieje się źle, i to naprawdę źle: rozwód, depresja, choroba, itp.; instynktownie przestaje rozmieniać się na drobne i całą energię życiową kumuluje w sobie, by w razie czego móc włączyć zasilanie awaryjne i czerpać z tego co zdołał zgromadzić;

- jest zapalonym ogrodnikiem, a tu zagląda maj; aktywność życiowa przenosi się na zewnątrz; ręce zamiast biegać po klawiaturze grzebią w ziemi; z głowy wietrzeją pomysły na blogowe wpisy, a w ich miejsce pojawia się projekcja nowych kompozycji roślinnych.

No więc jestem zapalonym "ogrodnikiem", a przy okazji próbuję w końcu zrobić sobie dobrze, czas więc powrócić do blogowania.

Tagi: foto
18:26, wiklasia
Link Komentarze (2) »
środa, 27 kwietnia 2016

 życie - jednorazowa przygoda

Tagi: życie
09:28, wiklasia
Link Komentarze (3) »
wtorek, 26 kwietnia 2016


Pół litra (taką pojemność ma mój kubek) herbaty na dobry początek dnia.
Mam nadzieję, że picie w samotności nie wyjdzie mi na złe. 

Tagi: foto
11:12, wiklasia
Link Komentarze (4) »
piątek, 22 kwietnia 2016

Nie pierwszej już świeżości są moje szafirki.
Miniaturowe żonkile już glebę gryzą. Przedwiośnie pożegnało się, zaczyna się wiosenne szaleństwo.

Nie wiem, czy to może już jakaś patologia.
Dziecko lat 6 i pół, a w kartotece urazowej wpisane są:
noga w gipsie,
szycie policzka,
i ostatnia najświeższa pozycja to złamanie nadkłykciowe kości ramiennej.*)

Cena wolności i swobody ruchowej dawanej dziecku, czy może rodzicielska niefrasobliwość?
 
Nigdy nie byłam jedną z tych matek co to NIE WOLNO! ZABRANIAM! mają za swoje sztandarowe hasło.  
BĄDŹ UWAŻNA i powiadamianie o ewentualnych konsekwencjach bliższe jest memu sercu. 
Gorzką ceną za to są siniaki, infekcje, skręcenia i inne urazy ciała.
Staram się dostrzegać plusy. Mam nadzieję, że takie moje postępowanie zbuduje w dzieciach wzrost pewności siebie, wiarę we własne możliwości, odwagę w podejmowaniu nowych wyzwań, samodzielność, zaufanie.
Empiryczne doświadczanie konsekwencji swoich zachowań na pewno na dłużej zapisuje się w ich pamięci niż ciągłe matczyne zrzędzenie (wejdziesz do kałuży to będziesz miała mokre stopy i możesz się przeziębić, o dyskomforcie nie wspominając vs nie wchodź do kałuży). Uczymy się wsłuchiwać wzajemnie w swoje potrzeby i uczucia. Czasem trudna to lekcja. Okupiona łzami, frustracją czy lękiem. Po obydwu stronach.

Miała być maska warzywna.
Wyszło coś w klimacie Ku-Klux-Klanu lub Hannibala Lectera. 
 

*) - skręcenie stawu skokowego podczas skakania na trampolinie
    - uderzenie w kant stolika kawowego z założonym zabezpieczeniem na kant właśnie
    - upadek na rowerze 

Tagi: foto
10:38, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 kwietnia 2016

Krzyż mnie prześladuje. Na nieszczęście nie ten smoleński, tylko mój własny. Bo w tej sytuacji to jednak wolałabym, by ten smoleński mnie dręczył i nękał (a to z radia, z tiwi, z gazet czy internetów), a nie ten, który mnie na co dzień utrzymuje w pozycji wertykalnej. Łupie mnie od lutego w krzyżu właśnie. I jakoś przestać nie może. By trochę urozmaicić mi doznania dziś drętwienie/ mrowienie/ drżenie/ prawej ręki doszło. Nie wiem co na to dr google, ale moja wyobraźnia już snuje przede mną wizje bestii złośliwej, co to gdzieś narasta i zaczyna demolkę po organizmie mym własnym wyczyniać.
Kie licho?
Albo też tuż przed czterdziechą uaktywnił się we mnie gen hipochondryczki?
A może to tak właśnie ma być?
Po przekroczeniu magicznej granicy młodości czyli 35 lat taki stan, że tu coś strzyka, tam rwie to normalka.
Tylko niech nikt mi tu nie pisze, że to tak już na zawsze.

A propos zawsze.
Dziś wypiję za wszę.  
Ostatnia z żyjących (jeśli naprawdę jakaś była i żyła) musiała dziś polec na głowie mej, a może w głowie? Biorąc pod uwagę siłę mojej autosugestii to mogło ich wcale nie być w realnym świecie, ale zaistniały wirtualnie w głowie dzięki mej galopującej wyobraźni.

Sąsiadka dała cynk, że coś podejrzanego zauważyła u swej córki. Jak cynk dawała to już zaczynała mnie głowa ma własna swędzieć okrutnie jakby po niej co najmniej szwadron rozszalałych wszy harcował.
Oczywiście, od tej pory każdy biały paproch brany był jako dowód na potwierdzenie tezy o zasiedleniu przez dzikich lokatorów, (bo żadnego żywego pasożyta za odnóże nie złapałam).

Rodzinie nie przepuściłam. Każdy oprócz męża (on łysy) poddać musiał się reżimowi mycia głowy specjalnym preparatem. Pralka pobijała rekordy prania, suszarka suszenia, tylko ja się wyłamałam i rekordów w prędkości prasowania nie ustanowiłam żadnych. Swoim zwyczajem wyczekałam do ostatniego momentu i dopiero wtedy zaczęłam walczyć z górą pościeli do uprasowania (chwała Panu na wysokościach, że koców i narzut prasować nie trzeba).

Choć nie. Rekord pobiłam. Nigdy w życiu nie miałam tak dokładnie wyczesanych włosów jak podczas tej akcji. Na początku jak zobaczyłam grzebień higieniczny używany w takich sytuacjach to prawie, że się popłakałam. Bo niby, że jak? Moje długie, gęste włosy, które lubią się kołtunić (po sezonie czapkowym nie da się ukryć, że wysuszone) i na co dzień traktowane są grzebieniem o bardzo szerokim rozstawie zębów. A tu ten mały, gęsty grzebyczek. No way! - myślę. Ale jednak daliśmy radę. Ja i on. Choć nie obyło się bez ofiar. Kilka grzebykowych zębów rady nie dało i się powykrzywiały. U mnie wykrzywień w zębach nie ma. No może lekko starte są od zgrzytania z braku cierpliwości przy przeczesywaniu po raz enty kolejnego włosianego pasma. Ale to temat na osobny wpis tym razem stomatologiczny.

p.s. Podczas pisania tego posta kilka razy musiałam się jednak po głowie podrapać. Ach ta wszechpotężna siła sugestii. :) Przynajmniej krzyż jakoś mniej dokucza. Chyba.

Tagi: życie
22:58, wiklasia
Link Komentarze (3) »
piątek, 01 kwietnia 2016

Człowiek na niepełną godzinkę zanurza się w innej rzeczywistości, a tu obok życie biegnie.

Biegam z córcią na coczwartkowe Msze Św. szkolne, bo kuszą dzieci rozdawnictwem naklejek i losowaniem maskotek (Hania łapie się na to jak Puchatek na miód; może kiedyś odkryje inną motywację dla swojej obecności na Eucharystii?).
Koniec Mszy.
Hania rozradowana.
Znów wylosowała stworka buziorka - to już ósmy w jej kolekcji.
Ksiądz córki już nawet z nazwiska nie wywołuje. Z ambony wybrzmiewa Hania - Kolekcjonerka. Wracamy.
A tu ktoś naprzeciw nam.
Synu na rowerze pomyka.
Jak to? Kiedy to?
Przecież to niepełna godzina minęła.
Nauczył się jazdy na dwóch kółkach.

Bo życie biegnie i tak, czy jesteśmy, czy nas nie ma.

Tagi: życie
11:25, wiklasia
Link Komentarze (3) »
sobota, 26 marca 2016

To nic, że tym razem sernik za bardzo przypiekłam i na dodatek opadł.
To nic, że rzeżucha w tym roku jakoś nierówno wykiełkowała i w związku z tym królicza łąka wygląda jak pożalsieboże.
To nic, że drożdżowe ciasto jak zwykle nieudane.
To nic, że jarzyny na sałatkę rozgotowałam, a najładniejsza pisanka tuż po ukończeniu malowania spadła mi i się potłukła. 
Bo ja i tak

I w końcu znalazłam zastosowanie dla mchu, co to strasznie się rozpanoszył na trawniku. Ale tak pięknie wygląda i kusi tak soczystą zielenią, że nie sposób go nie lubić. 
No i nie bez znaczenia pozostaje fakt, że te wszystkie wstążeczki, kuleczki, sznureczki, co to je tak skrupulatnie zbieram, znalazły dla siebie zastosowanie.

Radosnych Świąt! I nie tylko świąt Wam życzę.
I zmartwychwstań w codzienności (jeśli są Wam potrzebne).


Asia 

Tagi: foto
18:28, wiklasia
Link Komentarze (3) »
środa, 16 marca 2016

Może najpierw napiszę o tym, co moim zdaniem zgrzyta i jest po prostu słabe.

Okładka. Nietrafiona zupełnie. Rozmija się z moim gustem totalnie. W życiu nie sięgnęłabym po tę pozycję, gdyby moim kryterium wyboru była szata graficzna okładki. Nie zachęca. Nie obiecuje nic ciekawego. Przeszłabym obojętnie.

Po drugie: Tytuł. Ni przypiął, ni wypiął. Żadnego powiązania z tym, co w środku nie łapię. Ponadto, zbyt łatwo nasuwa się skojarzenie do innej serii. Nieładnie tak - bazować na skojarzeniach i żerować na popularności innego wydawnictwa.

A teraz o tym, co moim zdaniem najwartościowsze. To, co jest ostatecznym wyznacznikiem jakości to Treść. Dla niej warto sięgnąć po tę książkę i przeczytać. Sobie przeczytać. Dzieciom przeczytać. Podrzucić sąsiadce - tej, co to zawsze "a widziałaś?", "jak tak można".

Dzieci są ciekawe. Dzieci stawiają pytania. Nieustannie. Otwarcie. Czasem zbyt głośno. Bezwstydnie. Czasem dla kogoś niewygodne.

Dlaczego ta pani jest taka gruba?
A ten pan, mamo widziałaś, ten pan nie ma nóg!!!
Ja się jej boję, wygląda strasznie!

I często w takiej sytuacji dorosły zarządza natychmiastową ewakuację pokrywając swoje zażenowanie odwróceniem głowy, upominając dziecko by było cicho.

Nie lubimy odmienności, odstawania od reszty. W stadnym odruchu takie białe kruki najchętniej byśmy zadziobali wykluczając ze stada. Spotykając się z odmiennością czujemy się niekomfortowo. Bo jest nieznana, jest nieoswojona. Przez to często nie wiemy, jak na nią zareagować. Częstokroć reagujemy bezmyślnie, bezrefleksyjnie, przyklejając łatkę - bo tak wygodniej, napiętnowując lub uciekając.

Ta książka traktuje właśnie o różnorodności.  W mądry sposób, nienachalnie, pokazuje, że każdy ma prawo do wyrażania siebie na swój własny sposób, do poszukiwania szczęścia, do szacunku, akceptacji. Każdy ma prawo podążać swoją własną ścieżką.

 Ta książka to świetna baza do rozmów o odmienności, różnorodności, tak zwanej  normalności, tolerancji, otwartości na innych. 

A o czym pisałam?
A o tym, że "Jedno oko na Maroko" Tomasza Kwaśniewskiego (tak, tak, to ten sam, ten od "Dziennika ciężarowca") i Anny Bedyńskiej, wyd. Czarna Owieczka.

Więcej o tej książce możecie przeczytać u Fiony. To właśnie pod wpływem Jej wpisu zaraz zaopatrzyłam się w tę książkę. Wam również polecam rzucić na nią okiem.

Tagi: książki
23:03, wiklasia
Link Komentarze (1) »
wtorek, 15 marca 2016

Kiedyś w moje ręce trafiło mango. Przyleciało do mnie z jakiegoś chilijskiego straganu. Ot, taki souvenir z kolejnej podróży moich rodziców. Cudownie pachniało. Nieziemsko smakowało. Słodkie. Soczyste. Sok ściekał po brodzie, sklejał dłonie. Wyssałam co do kropelki oblizując każdy palec z osobna.
Wczoraj w Auchan zobaczyłam prawie takie samo. Prawie z Chile (bo Brazylia leży przecież o rzut beretem od Chile). Etykieta głosiła, że soczyste i aromatyczne. I co? Podróba. To nie ten smak, nie ta słodycz. Imitacja.
I tak się zastanawiam, ile razy od życia i ludzi dostaję właśnie taką imitację, ersatz czegoś co ma być prawdziwe, a ostatecznie okazuje się być podróbą?

Dziś robię pranie. Na podłodze w łazience dwie kupki - biała i z ciemnymi. Kolorowe już połknięte przez bęben wirują w pralce. Mentalnie obok tej jednej z białymi i tej drugiej z ciemnymi dokładam jeszcze jedną. Ta jest bezbarwna. Bez wyrazu. To ja. Próbuję dodać co nieco kolorytu mojej codzienności kupując spodnie w kolorze musztardowym, zakładając wściekle różową spódnicę, zielony sweter, tuszując rzęsy na fioletowo. Czy to zadziała?

Dziś na obiad zupa z soczewicy i ruskie.
Po kilkukrotnym przepłukaniu soczewicy przypominam sobie, że przecież blender zepsuty. Cholera jasna!
Farsz na ruskie konkretnie spieprzyłam. Jest taki jak lubię - wyrazisty. Farszowi wychodzi to na dobre. Gorzej gdy pieprzy się życie.

Tagi: foto życie
15:32, wiklasia
Link Komentarze (7) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 39