napisane w wolnym czasie, kiedy to przemyślenia na temat macierzyństwa i tematów pobocznych w głowie mej miejsca wolnego już dla siebie znaleźć nie mogą
| < Marzec 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
O autorze
Zakładki:
Inspirujące
LEKTURA OBOWIĄZKOWA
Mama Zone
Męskim okiem widziane
Namiętnie poczytuję
TEŻ MOJE
To właśnie MIŁOŚĆ
W uśpieniu
Lilypie Kids Birthday tickers Liczniki na stonę
sobota, 30 czerwca 2018

Dzieciaki już wakacyjne, a u mnie praca. 
Choć powolutku urlop  na horyzoncie nieśmiało majaczy.
Na razie pozwalają mi wypocząć rower, książki i ogródek.

22:08, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 czerwca 2018

Najważniejszy element dzisiejszego stroju to wianek.
Sobótkowe świętowanie czas zacząć

23:30, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 czerwca 2018

41
Czy z tego powodu kryzys mnie dopadł?
Nie.
Dalej robię swoje. 

Może jakieś wino z okazji tej 41?
Z Kaśką Nosowską co to ją dziś dostałam w prezencie urodzinowym (jeszcze pachnie farba drukarska).

Kaśka to mądra kobieta jest.
To sobie pogadamy.

22:31, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 czerwca 2018

Kawał czasu spędziliśmy wspólnie.
Doliczyłam, że w tym roku stuknęło nam 7 lat.
Przy moim pędzie i zamiłowaniu do zmian to naprawdę szmat czasu i należą mi się brawa za wytrwałość.

Podobno życie trwa w rytmie około 7-letnim.
Czas więc na zamknięcie pewnego etapu.
Dziś powiedziałam: good bye.
I od razu jakoś lżej na głowie. :)

Mam nadzieję, że gdzieś tam jakaś kobieta odzyska utracone wraz z wypadającymi po chemioterapii włosami poczucie kobiecości.
I że te kilka kosmyków przyda się firmie Rokoko wytwarzającej peruki dla kobiet, które swoje włosy utraciły w wyniku wyniszczających chemioterapii.
Rokoko współpracuje z fundacją Rak'n'roll w ramach projektu Daj Włos! 
A wszystko to zawdzięczamy Magdzie.
Jak to dobrze, że byłaś na tym świecie.

Tagi: rak'n'roll
23:01, wiklasia
Link Komentarze (3) »
sobota, 02 czerwca 2018

Młodość durna i chmurna ma swoje prawa:
bezkrytyczną wiarę w swoje możliwości, w wieczny łut szczęścia.
Mały kos pewnie też tak myślał. Że niby w piórka już obrósł to świat padnie mu do stóp. No i opuścił swą  mamę i tatę. Opuścił gniazdo i wybrał się na zwiedzanie świata. Tyle, że na swojej drodze spotkał kota. Kotu ptasi los nie był obojętny. Zainteresował się szkrabem. Troszkę mu ogon oskubał z piórek. Miał szczęście młodzieniaszek, że rodzice czuwali. Gdy tylko zauważyli, że podlotkowi grozi zakończenie historii inne niż "i żył długo i szczęśliwie" bez zwłoki wkroczyli do akcji. Pierwszy raz widziałam jak małe bądź co bądź ptaki podlatują do kota na odległość około 1 metra, pusząc się i ćwierkoląc niemiłosiernie, byleby tylko odwrócić kocią uwagę. Tym razem się udało. 
By zwiększyć szanse malucha złapałam go (ależ na mnie pyszczał chojracko) i przetransportowany został za płot, do sąsiadów. Sąsiadowy ogród jest we władaniu i pod kuratelą trójki psów. Żaden zdroworozsądkowo myślący kot się tam nie zapuszcza. Psy na ogrodzone rabaty nie wchodzą.
Może życie dopisze szczęśliwe zakończenie kosiej historii?

16:39, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 maja 2018

Musi być określona sekwencja. Odpowiedni szyfr. Inaczej nie zadziała. Zapadki nie uruchomią skomplikowanego mechanizmu.

Dziś wszystko było na swoim miejscu, prawie idealnie zgrane.
Tak jak podczas tamtych wakacji spędzanych w Lesznie.
Gruchające sierpówki, wilgoć poranka, której nie zdążyło jeszcze wygonić dzisiejsze słońce, cień na ulicy rzucany przez kamienice, w oddali przejeżdżające samochody - ta sekwencja dźwięków, zapachów uruchomiła mój wewnętrzny wehikuł czasu. Zapadki pamięci w mej niepamięci opadły, zwolniły wewnętrzny mechanizm wspomnień i znów były wakacje lat 90-tych, ja byłam nastolatką spędzającą wakacje u swojej babci. I na chwilę pojawiło się tamto uczucie błogości.

Innym razem idąc ulicą poczułam ten zapach. Jakiś przypadkowy przechodzień używał tej samej wody po goleniu.  I - wstyd się przyznać - poszłam za nim kawałek by przywołać wspomnienia, bo przecież tak pachniał On (przynajmniej ja tak go zapamiętałam). I zapadki uruchomiły wspomnienie jego skóry na moim policzku...

Zapachu smażonych domowych pączków nie znoszę. Bo kiedyś w dzieciństwie razu pewnego mocno przeholowałam i odchorowałam moje łakomstwo.

Śnieg dookoła, lekko skrzypiący pod butami, spacer po ciemku ulicami miasta - ta sekwencja budzi  wspomnienie ferii spędzanych u dziadków w Zakopanem i naszych rodzinnych wypadów do nieistniejącego już na Krupówkach CoctailBaru.

Coś, co wtedy wydawało nam się mało istotne, marginalne, prawie przez nas niezauważalne, dziejące się poza głównym nurtem wydarzeń - zapachy, dźwięki - zbudowało pamięć  o tamtych chwilach.
Ciekawe jakie tropy zapachowo - dźwiękowe stworzy sobie pamięć  moich dzieci?
Czy będą miały takie kotwice?
Jakie zapachy, dźwięki utworzą kody dostępu do ich wspomnień z dzieciństwa? 

 

00:29, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 maja 2018

Lubię ten stan:


Choć już sąsiadowego  betonowego płotu to już nie.

11:15, wiklasia
Link Komentarze (2) »
wtorek, 15 maja 2018

Stanęłam zdumiona.
Że jak, że już?
Że one już takie czerwone, dojrzałe.
I sąsiad już drabinę do drzewa przystawia. I zrywać je będzie. Czereśnie.
A przecież to dopiero połowa maja.

I więcej takich zadziwień.
Że wianek na głowie i biała sukienka.
I jej dziecięce ręce do modlitwy złożone.
Kiedy mi tak urosła?

09:27, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 maja 2018

Ale co do tego "może" to jednak z każdym rokiem pole możliwości się zawęża.
Czuję to po wizycie na Baraniej Górze. Czasy przejścia przyzwoite ale dochodzenie do siebie (znaczy się poruszanie się z gracją, a nie jak ofiara choroby heinego - medina) "po" znacznie się wydłużyło.

Tagi: foto
07:09, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 kwietnia 2018

Najpierw łagodnie, gładko, może nawet lekko z górki. Potem jednak trochę tyłkiem potrzęsło.
Nozdrza odnotowują przecudny zapach sosnowego rozgrzanego lasu. Uszy - ptasie trele. Kątem oka dostrzegam dwurocznego koziołka. Popatrujemy na siebie jedno z zaciekawieniem, drugie czujnie.  Dzięcioł zachęca do wyścigów. Niestety nie daję rady i zostaję daleko w tyle. Koniec lasu oznacza, że zalewa mnie żółć. Dookoła łąki pełne rozkwitłych mleczy, rzepak też już w blokach startowych. Rozkukana kukułka odmierza czas.
O matko! Kruk!!! Chyba po raz pierwszy udało mi się zobaczyć to "ptasie bydlę"  w naturze, na wolności. Rozglądam się za drugim. Nie dostrzegam. A potem dopada mnie zapach waty cukrowej i śmietankowego cappuccino - buzia mi się sama uśmiecha - a te aromaty unoszące się w powietrzu to dowód na to, że przemykam właśnie w niedalekim sąsiedztwie fabryki producenta kaw rozpuszczalnych. To oni tak "smrodzą" powietrze.:)  Jeszcze bocianie gniazdo, ruiny dworku, "telepka" po drodze przypominającej patchwork i poranna przejażdżka rowerem zakończona. 20 km porannej  zmysłowości.

13:51, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 kwietnia 2018

zakopałam się w ogródku,
zakopałam się w książkach, 

ale wrócę na powierzchnię,
....

niebawem

19:59, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 marca 2018

Jakiś czas temu w internecie był wysyp filmików ukazujących jakie to błogie i szczęśliwe dzieciństwo miały dzieciaki wychowywane w latach 60- tych, 70-tych, 80-tych i w domyśle sugerujące, że współcześnie żyjące dzieci to dzieciństwo mają spaprane i w ogóle to pożal się boże.

To ja tak w kontrze do tych peanów i hymnów pochwalnych chciałabym napisać:
" My dzieciaki, których dzieciństwo przypadało na lata 60-te, 70-te, 80-te spędzaliśmy nasze dzieciństwo w dymie papierosowym (dla przypomnienia papierosy paliło się wtedy wszędzie: w domu, autobusie, biurze, na ulicy i nikt nie przejmował się tym, że w tym samym pomieszczeniu przebywały dzieci).

Kilka godzin w tygodniu upływało nam nie na bieganiu za piłką czy grze w klasy tylko na nużącym staniu w kolejkach do np. mięsnego, w tym czasie mama stała w drugiej za pastą do zębów lub za jakimś innym, niedostępnym dobrem.

Nasza cudowna przedszkolna i szkolna rzeczywistość to klęczenie na grochu, bycie bitym przez nauczyciela po rękach linijką itp. jako konsekwencja bójki wynikłej z zabrania koledze czerwonej chińskiej kredki.

Cudowne dzieciństwo to też w wielu przypadkach pijany rodzic, który w ten sposób znieczulał się przed beznadzieją życia w PRL-u.

Nasze dzieciństwo to ciągła indoktrynacja, obowiązkowe apele ku chwale Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i obowiązkowe uczestnictwo w  pochodach 1-majowych.

To społecznie przyzwolenie na stosowanie przemocy: to zgoda na bicie, ciągnięcie za uszy, szykanowanie.

Nasze dzieciństwo to niespełnione marzenia o własnym rowerze, piłce do nogi, hulajnodze.

Tak, rzeczywiście, to były cudowne lata. I wyrośliśmy na szczęśliwych i spełnionych ludzi. Tylko cholercia: dlaczego wielu dzisiejszych 40 - latków przesiaduje na kozetkach u psychologów, popełnia samobójstwa, dokonuje kompulsywnych zakupów, nie potrafi zbudować bliskich relacji i nałogowo siedzi w wirtualnym świecie?

Myślę, że przy tego typu podsumowaniach, że kiedyś to było fajniej, zawsze trzeba pamiętać, że kij ma dwa końce, i że pomiędzy bielą a czernią jest jeszcze cała paleta barw.

20:56, wiklasia
Link Komentarze (2) »
środa, 07 marca 2018

Różowa bluzka z cekinami, tlenione włosy, biżuteria obecna w ilościach znacznych na obu rękach - to wszystko widzę wertując zdjęcia umieszczone na profilu. Do tego kilka podlajkowanych stron z piosenkami. Jakiś mem. I już jakoś tak automatycznie zdanie na temat człowieka wyrobione.

Kolejny profil - tym razem znajoma - tu z kolei w większości biblijne cytaty. Zgadza się. To osoba, która w realnym świecie dość mocno żyje wiarą. 

Kolega z podstawówki, dawno, dawno temu widziany - po kilka ruchach myszką już się domyślam jakie ma preferencje polityczne i że on to z tych, z którymi mi dziś mentalnie ewidentnie nie po drodze.

Może za szybko. Może zbyt pobieżnie i tendencyjnie. Na pewno totalnie amatorsko. Oglądając czyjś profil na facebooku, chcąc nie chcąc, buduję sobie obraz danej osoby. Obdarzam sympatią lub przeciwnie - wiem, że to nie moja bajka.
Trochę w tym wszystkim uwiera mnie świadomość, że nie poprzestaję na zczytaniu tylko czystych danych, ale mój mózg od razu buduje ścieżkę skojarzeń, dokonuje oceny i wartościowania danej osoby na podstawie jej publikacji na portalu społecznościowym. Dzieje się to bezwolnie. Tak jakby jakiś atawistyczny pierwotny imperatyw kazał w ten sposób działać mojemu mózgowi.

No bo co z tego, że ma fotkę z białymi kozaczkami. Białe kozaczki to tylko białe kozaczki. Ale mój mózg podąża dalej budując skojarzenia  - białe kozaczki - blachara - pusto w głowie - IQ raczej w tych niższych przedziałach - itd ....

Zdaję sobie sprawę, że takie podejście może być bardzo krzywdzące. I dalece odbiegające od rzeczywistości. 

Niektórzy zajmują się tym profesjonalnie  - określaniem osobowości danego człowieka na podstawie jego publikacji na portalach społecznościowych. I robią to z dużą skutecznością. Aż strach się bać i cokolwiek klikać. Słyszeliście pewnie o Michale Kosińskim czy o microtargetingu.
Daje to do myślenia i głębokiego zastanowienia zanim cokolwiek kliknę czy napiszę. 

I  tak sobie myślę - jaki obraz mej osoby budowany jest na podstawie publikacji na tym blogu? Jakie wyobrażenia na mój temat masz Ty - drogi czytelniku? I czy ten obraz stworzony na podstawie lektury kilku wpisów pokrywa się z rzeczywistością?
Bo może to wszystko na tym blogu to tylko bajka, snucie opowieści na dobranoc ....

23:16, wiklasia
Link Komentarze (8) »
niedziela, 04 marca 2018

Niedawno skończyła osiem lat, ale czasem zachowuje się jak rasowa kobieta doświadczająca właśnie klasycznego PMS: trzaska drzwiami, płacze z byle powodu, miewa huśtawki nastrojów, chodzi rozdrażniona, szuka zaczepki.
Jeśli ja też odstawiam co miesiąc takie "teatrzyki" tu błogosławiony mężczyzna, który to wytrzymuje.

18:33, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 lutego 2018

Różnica dość znaczna. On okołosześćdziesięcioletni. Ona młódka. I razem będą. I skandal towarzyski i oburzenie święte, i poruszenie w szeregach współczesnej gawiedzi.

A kiedyś to nie. Kiedyś, to by pospólstwo i panowie szlachta przyklasnęli takiemu wyborowi. Ba! Oni sami w aranżowaniu takich związków maczali palce. 
Taki Jagiełło na przykład, Władysław - mężczyzna w roku 1422 już cokolwiek stateczny, z szóstym krzyżykiem na plecach, a tu czwarta żonka na horyzoncie - Sonka  - nastolatka, bo raptem koło 17 wiosen sobie panna liczyła. I dzieci z tego były. Historycy mówią, że trójka. 
Więc późne ojcostwo to nie wybryk jakiś, ale wielowiekowa tradycja nasza narodowa prestiżem królewskim podparta.!

Koleżanka z lat mych szkolnych dowcipkuje, że późne macierzyństwo ją dopadło. Kochana moja - nie ciebie pierwszą dopadło. Na przykład Elżbieta Rakuszanka to 47 lat miała gdy prokreacyjnie podziałała (po raz trzynasty zresztą (sic!)) ku chlubie Rzeczypospolitej.

Brać z nich przykład? Ja osobiście nie zamierzam. I w czterech nadobnych mych literach własnych mam całe to zamieszanie wokół dobra narodowego i interesu społecznego, że niby niż demograficzny, katastrofa i walkę o przyrost naturalny trzeba stoczyć. Mnie do czynów prokreacyjnych nie dobro i chluba narodowa napędzały, ale chuć i zaślepienie miłosne. ;).
A że tego już nie ma jeno stateczność i rozsądek...;)
Ech, egoistka ze mnie jak nic i głucha jak pień pozostaję na wołanie ojczyzny o nowych obywateli. :)

23:46, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 lutego 2018

się mi zachciało samodzielnie skracać grzywkę, to teraz mam ...

... nierówno "pod sufitem". Coraz bliżej mi do wyglądu Jagi Hupało, a może do Baby Jagi :)

23:38, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 lutego 2018

Też testowaliście w dzieciństwie czy język przymarznie do klamki?
Dzisiejszego wieczoru i nocy są dogodne ku temu warunki.
Mrozik, a w razie czego ciemność nocy litościwie skryje ewentualne zakłopotanie.
Aż mnie korci :)

23:02, wiklasia
Link Komentarze (1) »
czwartek, 08 lutego 2018

Najpierw było zapewnienie:
Only you
Potem utwierdzanie się w przekonaniu, że:
You are the only one
Ale silna wola z upływem godzin słabła: 
Baby one more time
By wieczorem przyznać sie, że:
I've got you under my skin, ale oby nie:
Forever and ever
i Till the end of time.

By zgubić te dwa i pół pączka, co to zaległy under my skin jutro wybieram się z dzieciakami na sanki.

 

21:50, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 lutego 2018

Zdarza się czasem, że i tak jest. Jak? Frywolnie.

Czy ja jestem członkiem? - takie zapytanie rzucił przez telefon pewien mężczyzna do swojej żony.
Wszyscy stawający do aktu notarialnego parsknęli śmiechem. Tylko rejent zachował powagę.
A mężczyzna - biedak musiał skontaktować się z żoną, by udzielić notariuszowi odpowiedzi na pytanie, czy jest on członkiem spółdzielni mieszkaniowej czy też nie.

Z tym aktem to też czasem dwuznacznie bywa. Zdarza się, że ktoś dzwoni do którejś z nas, gdy jesteśmy w trakcie pisania dokumentu. I cóż odpowiadamy? Ano, że koleżanka, taka a taka, teraz podejść do telefonu nie może, bo jest w trakcie aktu. 

W mojej poprzedniej pracy też czasem zdarzały się lapsusy językowe. Firma projektowa, w której swego czasu pracowałam miała w swojej nazwie wyraz agencja. I razu pewnego przyszedł inwestor, do którego akurat zadzwoniła żona. I oto co usłyszałam: "Teraz jestem kochanie w agencji ... i rozmawiam z panią na temat ceny." Trudno było mi zachować powagę. 

21:09, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 lutego 2018

Z niejakim zdziwieniem skonstatowałam dziś jeżdżąc na łyżwach z dziatwą, że zaliczyć mnie można do jednej z najstarszych osób na płycie miejskiego lodowiska. A kiedy po jeździe pakowałam się i dzieci do samochodu zobaczyłam mimochodem grupkę młodzieży około dwudziestoletniej. I jakieś takie nieodparte wrażenie miałam, że dla nich ten dzień (było tak koło 17.00) dopiero nabiera rozpędu, niedługo będzie w pełnym rozkwicie, bo oto zaczyna się czas spotkań towarzyskich, pogaduch, zabaw, wypadów, a ja z nastawieniem i westchnieniem ulgi, że to koniec już niedaleko na horyzoncie świta, że przeżyłam kolejny dzień, i teraz tylko jeszcze nakarmić dziatwę, trochę ogarnąć dom i można "zamykać" dzień.
I w tym momencie poczułam się strasznie staro. I zatęskniłam za tymi czasami "psychicznej wolności" kiedy nie miałam i nie musiałam mieć w tyle głowy tej całej napinki, że tu dzieci odebrać, tam zawieźć na zajęcia, obiad ugotować, że teraz ciągle i na wszystko mam limit czasowy, bo tu to, siamto, owamto. A ci młodzi tak beztrosko, bez napinki, bez limitu (no chyba, że do 23.00;)). 

21:36, wiklasia
Link Komentarze (3) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 43