napisane w wolnym czasie, kiedy to przemyślenia na temat macierzyństwa i tematów pobocznych w głowie mej miejsca wolnego już dla siebie znaleźć nie mogą
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
O autorze
Zakładki:
Inspirujące
LEKTURA OBOWIĄZKOWA
Mama Zone
Męskim okiem widziane
Namiętnie poczytuję
TEŻ MOJE
To właśnie MIŁOŚĆ
W uśpieniu
Lilypie Kids Birthday tickers Liczniki na stonę
Kategorie: Wszystkie | 1001 drobiazgów
RSS
środa, 22 lutego 2017

Słyszysz:

- Uśmiechnij się (gdy tobie jest akurat smutno i źle)

- Podaj rękę na zgodę (mimo, że nadal masz poczucie krzywdy i niesprawiedliwości, i wcale nie czujesz, że sprawa jest rozwiązana)

- Podziel się (nie masz najmniejszej ochoty, bo to twój skarb, coś najcenniejszego)

- No, nie gniewaj się już (gdy emocje jeszcze w tobie nie wybrzmiały)

- Bądź grzeczny (cokolwiek to ma znaczyć)

- ...

Szczerze ich nie znoszę! Tych i wielu jeszcze innych takich wymuszaczy - zaklinaczy.

Przedmiotowość, a nie podmiotowość. Nie liczysz się w tym wszystkim ty, nie liczą się twoje uczucia, twoje emocje, tylko osoby, która ku tobie wysyła takie właśnie komunikaty.

Uśmiechanie się na siłę, gdy smutek się do mnie przykleił, buduje dystans między mną, a osobą, od której ta "propozycja nie do odrzucenia " padła. Wyszczerzenie zębów to nie jest jakieś cholerne zaklęcie, od którego zrobi mi się nagle dobrze, które odgoni smutki. Mówiący w moim odczuciu ma tu na względzie tylko i wyłącznie swoje dobro, troszczy się o swój własny dobrostan. Nie ma ochoty lub nie chce, boi się konfrontacji z moim prawdziwym, aktualnym dla danej chwili ja. Wysyła sygnał, że nie akceptuje mnie w tym momencie takiej, jaką jestem, moich emocji. By ułatwić innym życie mam być uśmiechnięta. Bo inny stan emocjonalny potencjalnie wróży trudności, a tych wolimy unikać, prawda?
Tylko jak w takiej sytuacji budować prawdziwą więź, bliskość, jeśli druga strona woli iluzję? 

Godzenie się na siłę, udawanie, że nie ma we mnie gniewu (a on aż buzuje) gdy do drugiej strony ciągle czuję żal, gdy w danej chwili nie stać mnie na przebaczenie, to dla mnie żadna wartość. Naprawdę wolisz egzystować w iluzorycznym błogostanie z wyobrażeniem, że konflikt jest już zażegnany niż cenić sobie prawdziwą szczerość? Niż poczekać aż będę gotowa naprawdę szczerze się pogodzić? Podanie ręki w tym wypadku jest tylko pustym gestem. Zaklinaczem - uspokajaczem. Nijak mającym się do stanu rzeczywistego.

Bądź grzeczny - czyli właściwie jaki? Mam nie płakać - mimo, że smutno, albo boli, nie wybrzydzać - choć nie smakuje, nie śmiać się za głośno, uważać by niczego nie stłuc, nie rozlać, nie nakruszyć - choć to przecież przez przypadek. Pewnie chodzi o to, że mam nie przynieść wstydu, czyli dbać o dobre samopoczucie kogoś innego (rodzica). A gdzie w tym wszystkim jest miejsce na mnie, na moje prawdziwe emocje?

 

Ech, jak niektórzy lubią zaklinać rzeczywistość naiwnie wierząc, że odmienią one stan rzeczywisty. I jak bardzo takie zaklinacze - wymuszacze potrafią zniszczyć relacje między ludźmi...

 

A jak jeszcze raz każesz mi się uśmiechnąć, to złośliwie zapytam: A co? Jesteś fotografem, a ja modelką? Potrzebujesz bym ci zapozowała do zdjęcia?

13:47, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 lutego 2017

... - taka własnie myśl utorowała sobie drogę w mym umyśle, kiedy to z poziomu tylnej ławki objęłam wzrokiem znaczną część kościoła podczas dzisiejszej mszy. Pierwszy rząd ławek - króluje czerń i szarości. Drugi rząd zasiedlony przez miłośników płaszczy w kolorze węgla. Kolejne - utrzymane w podobnej  kolorystyce.  
W moim berecie w tonacji jasnego petrolu (kto wie jaki kolor mam na myśli?), wielobarwnej chuście w kratę, oliwkowej kurtce i spodniach o odcieniu "coś pomiędzy żółtym, a jasnym zielonym" (powiedzmy, że limonkowy) wśród tego prawie że monochromatycznego tłumu jednakich postaci poczuć mogłam się jak odszczepieniec.

 

Na zewnątrz rozweselam rzeczywistość kolorami, żałobnie natomiast zrobiło się dziś w sercu na wieść o śmierci Danuty Szaflarskiej.

22:27, wiklasia
Link Komentarze (5) »
czwartek, 16 lutego 2017

Dzieciaki miały.
Miałam mieć i ja. Przebranie na zabawę karnawałową.
Jednak w tym roku nie wyszło. 
Zabawa karnawałowa dla rodziców została odwołana. Niewielu było chętnych, by bawić się w stylu lat 50-tych i 60- tych. Trudno.

A miałam być pin-up girl.
Czarną, wyrazistą kreskę ćwiczyłam. Bandanę we włosy wplotłam. Nawet czerwień na usta wrzuciłam (choć od razu ją "zjadałam") Pazury takowoż krwistą czerwienią lśnić miały.
A tu koniec balu panno lalu ...
 

 

Rozkloszowana spódnica z motywem kropek i baletki do tańczenia rock and rolla będą musiały poczekać na inną okazję.
Zdjęcia z moim przebraniem nie będzie więc.
Jedynie fotka z backstage-u czyli przymiarki makijażowe. 

Tagi: foto
18:51, wiklasia
Link Komentarze (4) »
wtorek, 14 lutego 2017

Dla mnie książka to jednak wciąż powinna być przewaga słowa nad obrazem. Co innego album. Czasem natrafiam na książki, w których treści nie ma za wiele, dominuje obraz. No cóż, znak czasu. A może to powrót do korzeni. Jakby nie było, pierwsze książki, takie jak chociażby te z Lascaux "napisane" gdzieś około 19 000 - 17 000 lat temu to było czyste pismo obrazkowe.

Nawet w gazecie, by natrafić na ciekawy artykuł (ba, na jakikolwiek artykuł) najpierw trzeba przebrnąć przez kilka, kilkanaście stron pisma obrazkowego czyli reklam.

Co to za radość z książki, gdy jej przeczytanie zabiera nam dosłownie kilka minut. Czy w kilku, kilkunastu zdaniach da się zawrzeć ciekawą, poruszającą historię? Ku mojemu zdziwieniu, niektórym współczesnym się to udaje. 

Kiedy jest tak niewiele słów, to szata graficzna powinna rekompensować ten niedosyt.
A może nie? Może obraz nie powinien konkurować ze słowem?
Tu muszę się przyznać, że pomimo, że doceniam, że autorzy nie poszli na łatwiznę i nie zaserwowali nam kolejnych cukierkowych ilustracji, to jednak w mój gust nie utrafili. Doceniam pomysł i koncepcję (zwłaszcza w "Dwoje ludzi"), ale za serce nie porwało. Porwało za to za treść.
Tak w jednym, jak i w drugim przypadku.
Ostrzegam:
Mało treści. Skromne, proste ilustracje. Ale za to ogrom emocji i materiału do przemyśleń.


 

Tagi: foto ksiązka
14:53, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 lutego 2017

Mój umysł jest jak biuro podróży. Dostępnych w nim jest wiele opcji wycieczek w różne, przedziwne rejony.
Chociażby do takiej Krainy Wygasłych Wulkanów. Wysyła mnie do niej najczęściej jakiś nagły impuls: zapach, określony dźwięk, kształt, jakieś konkretne słowo, które kiedyś, gdzieś tam...
I buch... nagle i niespodziewanie ląduję w tej krainie, wędrując wśród przedziwnego krajobrazu. Niby tu już wszystko poukładane, jest spokojnie, bezpiecznie, bo przecież jak wygasłe to wygasłe.
Ale one wcale nie wygasłe tylko uśpione. I czasem tak nagle, niespodziewanie wybuchają.
I w jednej chwili w łeb bierze cały mój wewnętrzny spokój.
I uruchamia się strumień myśli co by było gdyby?. Jakiś wewnętrzny głos, chochlik, nęci i kusi, by podążyć w tamtym kierunku, zapuścić swoje myśli w niebezpieczne rejony. Uruchamia wyobraźnię. A jej naprawdę niewiele trzeba, wystarczy jeden impuls (słowo, obraz, dźwięk), by zaczęła tkać i snuć rozbuchane wizje. A ja nie umiem powiedzieć dość! stop! zatrzymaj się!

Jak powstrzymać ten rozemocjonowany potok myśli, fantazji i dać dojść do głosu rozumowi i zdrowemu rozsądkowi? 
Jak zacząć spokojnie żyć bez tej wiecznej szarpaniny z własnym umysłem? 

22:25, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 lutego 2017

Był syn. To teraz będzie córka.


A następnym razem może i mnie uda się załapać na sesję ;)

wtorek, 07 lutego 2017

... król Julian właśnie.
Uszy i makijaż (ten to zdecydowanie) do poprawki, a reszta, biorąc pod uwagę moją "wiedzę" na temat szycia uznać mogę za satysfakcjonującą.

 

Tagi: foto
08:33, wiklasia
Link Komentarze (2) »
niedziela, 05 lutego 2017

co to będzie?
co to będzie?

 

Tagi: foto
18:57, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 02 lutego 2017
poniedziałek, 30 stycznia 2017

Z czasem można próbować się ścigać (są tacy, którzy próbują, czy aby to ma sens?).
Z czasem niektórym z nas udaje się zmądrzeć (chwała za to bogom na Olimpie).
Czasem przychodzi otrzeźwienie (niekoniecznie w porę, często zbyt późno). 
Lubi przeciekać przez palce (zdarza się to zwłaszcza ludziom nieuważnym i roztrzepanym).
Czasem walczy się z czasem (bezcelowo).

Czasem wpadnie w nasze ręce wiersz, który nas poruszy: 

opuszkami palców zwiedzam cię
szlakiem zmarszczek
odkrywam słoje czasu
tu zgasł uśmiech kiedy zapomniał
o kwiatach a nie powinien
tu potoczyła się łza kiedy
pierwszy raz uderzył

niech twoje palce pobłądzą
po mojej twarzy niech wygładzą mi
zmarszczki
brwi
i sny

ta chaotyczna wędrówka palców
jest ciągłym uczeniem się czasu
gdy nie byliśmy razem

a kiedy zerwą się cumy żył gdy
zatrzymają się wszystkie zegary
proszę niech to twoje palce
domkną mi powieki

Bardzo osobiście, intymnie pisze Antoni Pawlak (Podróż w nieznane ze zbioru Walizka światła, 2016).

Wszystkiego dobrego dla wszystkich, którym czas odmierza życie.
Szkoda tylko, że z dostępnych opcji jest tylko ta limitowana.
Tym bardziej każda chwila jest bezcenna.
Najlepszego przeżycia swojego czasu życzę. 

19:06, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 stycznia 2017


W kościele szopka i świąteczne dekoracje przypominają o cudzie narodzin, a tu ksiądz intonuje pieśń o śmierci i zmartwychwstaniu.

Pośród wyśpiewywanego "hosanna" słychać płacz.

Ty na zdjęciu uśmiechnięty, a Twoi bliscy w rozpaczy.

 

Dziś, jak za studenckich czasów znów byliśmy razem.

Cała nasza ferajna, z którą jeździłam wspólnie na zajęcia.

Tylko dlaczego nad Twoją trumną??? 

Przecież to raptem 40-tka na karku.

Pozostawiłeś żonę, trójkę dzieci.

Nie tak to miało być.

Nie tak umawialiśmy się z życiem, ze światem.

Życie jak rosyjska ruletka. Zaczyna się kolejne rozdanie.

Jedno z nas już w nim nie uczestniczy. 

My ciągniemy swoje wózki dalej.

 

I to pytanie: co mam zrobić z Twoim numerem telefonu?

Gdzie zadzwonić każdego 5 czerwca w dniu, w którym razem świętowaliśmy urodziny?
 

19:12, wiklasia
Link Komentarze (1) »
wtorek, 17 stycznia 2017

Założyłam sobie dziś na nogi stare i zdaje się, że bardzo już niemodne buty. Jeśli mnie pamięć nie zwodzi na manowce (a czasem to robi - spryciula), to od ćwierćwiecza mi służą. O dziwo, nadal trzymają się skorupy dzielnie. 

Chyba w końcu dobiłam do brzegu, przy którym przestajesz się napinać i prężyć, by udowadniać sobie i wszystkim dookoła, że nie wypadłaś z obiegu, że wciąż jesteś na bieżąco.  

Do butów dopięłam deski i huzia na Józia, ze stoku sobie dziś pomykałam. A razem ze mną córcia, która też połknęła bakcyla narciarskiego i dzielnie śmigała wraz ze mną. 

Stare czy nowe - mało istotne. Najważniejsze, że radocha ze zjazdów wciąż ta sama.

21:37, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 stycznia 2017

Niektórzy mają jej pełne buty, tak, że im wystaje.
Ja na choinkę wsadziłam.
W te święta było u mnie przaśnie (słoma, drewno, pióra i trochę elektryczności) i nostalgicznie (słomiane śnieżynko-gwiazdki robiłam jeszcze w liceum; ustrojstwo do ich robienia jeszcze się zachowało, może skuszę się i kilka nowych dorobię?).

Choinka była do wczoraj. Już jej nie ma. Wyłysiała.
 

środa, 04 stycznia 2017

Mało było u mnie o świętach.
Teraz więc będzie odsłona pierwsza.
Szopka, do której mam sentyment.

Istne pomieszanie z poplątaniem.
Zgodnie z tym co na etykiecie, domniemuję, że figurki najprawdopodobniej wyszły spod rąk taoisty lub buddysty. Sprawa jakby nie było dotyczy judaizmu i rodzącego się właśnie chrześcijaństwa. Fryzura Matki Boskiej bardzo w stylu greckich kolumn jońskich. Ja ze swej strony dodałam w tym roku iście staropolski element - płotek wypleciony z wikliny (nie złapał się w kadr). Bardzo eklektyczna szopka. O dziwo. Mimo odmiennych stylów nic i nikt się nie gryzie. W zagrodzie pokój i zgoda. W przeciwieństwie do chlewika na wsi. Przy korycie waśnie i spory.
 
W czym rzecz?
Może to uśmiech łagodzi obyczaje?
 

Tagi: foto
20:56, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 stycznia 2017

Ostatnimi czasy sztuka konstruktywnego dialogu jest w odwrocie. Zanika. Zamiast spotkać się by przedstawić swoje stanowisko, poznać opinie, poglądy i argumenty drugiej strony, zaczynamy prężyć muskuły. Do mnie taka retoryka - oparta na decybelach i mięśniach - nie przemawia. Wolę jednostkę od ogółu. Krytycznie myślącego człowieka od tłumu niesionego zbiorową emocją. Pojedynczy płatek śniegu od lawiny. Zwłaszcza, że wierzę, że to kropla swoją wytrwałością drąży skałę. Rwący, gwałtowny strumień wody może i odniesie spektakularne zwycięstwo, ale po drodze z reguły dokona kilku zniszczeń.
 
Synu, może już wystarczy tych klocków lego. Masz naprawdę pokaźną kolekcję. 
Poustawialiśmy legowe ludziki na stole kuchennym.
Dużo tego.
Tłoczno. 
Syn ma apetyt na więcej. 
A tu masz ci los. Matka mówi - tłum - nie, jednostka - tak. 

Tagi: foto
23:27, wiklasia
Link Komentarze (3) »
niedziela, 01 stycznia 2017

Chcąc czy nie, idę do przodu. Nie zauważyłam nawet, kiedy po drodze zgubiłam cel. Musiałam go na moment spuścić z oczu, a ten wykorzystał chwile zadumy, które czasem mnie dopadają, wziął nogi za pas i zniknął. Tak po prostu. Bez fajerwerków i fanfar, bez pompy, bez spektakularnych wydarzeń. Cichaczem. Nie wiadomo kiedy.
Życie bez celu trochę mija się z ... celem, więc może ten moment - tak symboliczny w swym wyrazie, kiedy to stoję u progu Nowego Roku, to dobry czas by rozpocząć poszukiwania?
Zapewne dobry, jak każdy inny.
Ale chyba już czas.
Już pora.  
Zaglądam w głąb siebie. Istna rupieciarnia. Trzeba w końcu to wszystko uporządkować. Odłożyć w odpowiednie miejsca. Zaprowadzić ład.
Porządek to może być dobry początek. Odnajdę może jakiś punkt zaczepienia. Coś, od czego mogłabym zacząć moje poszukiwania.

W snach pojawiają się osoby z mojej przeszłości. Wyciągają do mnie dłoń. Przyjacielską, pełną sympatii. Pomocną? Nie bardzo. Raczej powodującą mętlik w głowie.  
A może to wynik wypitego wczoraj wina, niewystarczającej ilości snu?

Oglądam się przez ramię, ale jednak postanawiam iść naprzód.
I idę pomalować sobie paznokcie. Wczoraj nie zdążyłam.
 

Tagi: życie
16:54, wiklasia
Link Komentarze (1) »
środa, 21 grudnia 2016

Pierwszy śnieg - pojawia się nikły uśmiech, ledwie cień tej szalonej wewnętrznej radości gdy miałam lat kilka, kilkanaście.

Prezenty - nie czekam na nie, nie odczuwam potrzeby otrzymywania ich czy jakiejś szczególnej przyjemności, znacznie straciły na ważności od kiedy weszłam w wiek balzakowski.

Przymus szaleńczych porządków -  gdzieś na końcu mojej listy priorytetów.

Światełka, świecidełka i inne dekoracje - miło popatrzeć, ale niekoniecznie obowiązkowo mieć.

Świąteczne piosenki - te ciągle wzruszają, nastrajają optymistycznie, i ciągle każą wierzyć, że ludzie wciąż budują mosty łączące ich ze sobą.

Potrawy wigilijne - bez fajerwerków i szaleństw ilościowo-jakościowych.

Cała ta okołoświąteczna otoczka i krzątanina coraz mniej drgnień serca we mnie wzbudza.
Objaw starości?
Może.
Zmiana priorytetów?
Z pewnością.
Zaczął liczyć się człowiek.
To na niego czekam w ten świąteczny czas. 

poniedziałek, 05 grudnia 2016

Świat już od listopada nakręca się świątecznie. My zaczęliśmy nasze nakręcanie z poślizgiem, bo od grudnia.
Na początek na okrągło na tapecie były wianki.

Potem poszło już łatwiej i kręcimy się mechanicznie ...


a już niedługo zacznę nakręcać się kulinarnie.

Tagi: foto
22:45, wiklasia
Link Komentarze (2) »
sobota, 26 listopada 2016
czwartek, 10 listopada 2016

Pani Mgła umówiła się na wspólny spacer z Panem Przymrozkiem i przeszli tuż koło mnie pozostawiając ślad po swoim spotkaniu. Cudny ślad. 
I jak tu nie kochać listopadowych poranków?

 

Tagi: foto ogród
08:57, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 39