napisane w wolnym czasie, kiedy to przemyślenia na temat macierzyństwa i tematów pobocznych w głowie mej miejsca wolnego już dla siebie znaleźć nie mogą
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
O autorze
Zakładki:
Inspirujące
LEKTURA OBOWIĄZKOWA
Mama Zone
Męskim okiem widziane
Namiętnie poczytuję
TEŻ MOJE
To właśnie MIŁOŚĆ
W uśpieniu
Lilypie Kids Birthday tickers Liczniki na stonę
Kategorie: Wszystkie | 1001 drobiazgów
RSS
piątek, 12 maja 2017

Słupek rtęci w termometrze w końcu zaczął wskazywać wartości powyżej 10 +. Jeśli wiosna tak na serio i chyba już na stałe, to nie pozostaje nic innego jak też na serio i systematycznie wziąć się za depilowanie nóg.  

18:45, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 maja 2017

Nie kupiłam kiełbasy na grilla, bo grilla nie urządzałam. Nie stałam w korkach na zakopiance czy wiślance, bo w oblegane turystycznie miejsca się nie wybierałam. Nie relacjonowałam też "na żywo" na fb, gdzie jestem i co aktualnie znajduje się na moim talerzu, bo z łączności ze światem przez te kilka dni nie korzystałam.
Ale i tak nie uniknęłam tego całego owczego pędu. Córka wyciągnęła planszówkę i cóż było robić. Zagrałam.
 

Tagi: foto
09:47, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 kwietnia 2017

Dziecięciem będąc święcie przekonana byłam, że w niedzielę palmową do kościoła chodzi się z prawdziwymi palmami. Szczęśliwa niezmiernie się czułam z powodu tego, że jeden taki okaz stał w naszym mieszkaniu na parapecie w doniczce i rósł sobie beztrosko i w pełni nieświadom czekającego go wkrótce armagedonu.
Była więc niedziela palmowa lat osiemdziesiątych. Porwałam mamie tę naszą małą domową palemkę i raźno podreptałam do kościoła. Na szczęście zostałam w porę przechwycona przez rodziców. Tu nastąpiło odebranie doniczki z palmą i proces uświadamiania o jaką że to palmę chodzi.
Mając w pamięci swoje dzieciństwo moje własne dzieci od niemowlęctwa uświadomione zostały przez mnie w kwestii palmowej. Tradycyjne z suchych traw i kwiatów już im się przejadły (rozpuszczone bestie) więc nie pozostało matuli nic innego jak ruszyć na łowy po witki brzozowe, bukszpan, żywotnik, poszperać w czeluściach z przydasiami i cosik zmajstrować dla potomków mych.

19:30, wiklasia
Link Komentarze (4) »
sobota, 15 kwietnia 2017

Próbuję zwabić świąteczny, radosny nastrój piekąc sernik, gotując żur, tworząc z dziećmi pisanki.
Próbuję zrozumieć sens Ofiary uczestnicząc z rytuałach.
Kiepsko mi to wszystko wychodzi. Ale staram się i trzymam fason.

Coś się wypaliło i nie potrafię tego na nowo wskrzesić.
A tu Wielkanoc - wielki symbol zmartwychwstania.

Jest więc nadzieja. Może się uda.

Mówił, że wystarczy tylko uwierzyć. I to nie jakoś heroicznie, karkołomnie. Tyle tylko ile ziarenko gorczycy. Niewiele. Tyle co nic. Powinno wystarczyć i zdziałać cuda. 

23:20, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 kwietnia 2017

Są takie marzenia, które z dużym prawdopodobieństwem nie doczekają się spełnienia. Lub, które trzeba odłożyć na później.
Jednym z nich jest wiosenna wizyta w holenderskim ogrodzie Keukenhof. 

Trudno jest zaliczyć mnie do osób legitymujących się cnotą cierpliwości. Co to, to nie. Jestem raczej z tych przebierających nóżkami ze zniecierpliwienia.

Widoków na podróż do holenderskich ogrodów nie mam, więc postanowiłam zaprosić je do siebie.
I tak oto mizerna, bo mizerna, ale jednak namiastka holenderskich kwietnych łanów za moim oknem.



 

Tagi: foto
16:51, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 marca 2017

Smuteczki mnie dziś dopadły. Przytuliły się do mnie i pochlipują z cichutka.

Zostałam dziś obdarowana gorzką czekoladą.
Od razu pojawiła się w mojej głowie myśl, że jest to doskonała ilustracja relacji jaka łączy mnie z osobą obdarowującą. Ta relacja pełna jest goryczy i często ma dla mnie bardzo gorzki posmak.
Przy okazji usłyszałam, że jest to mój ulubiony rodzaj czekolady.
Ciekawe.
Do tej pory byłam święcie przekonana, że od wielu lat, niezmiennie i najbardziej to ja lubię mleczną z całymi orzechami.
No cóż, widocznie najwyższy czas zrewidować wiedzę i poglądy na swój własny temat. 

Dostałam dziś również w podarku kolejną porcję wyrzutów (szkoda, że nie były to wyrzuty sumienia, tylko wyrzuty - zarzuty). Odstawiłam je na półkę pod tytułem "niekończąca się historia". Dołączyły do swoich koleżanek. Przeczuwam, że muszę przygotować sporo wolnego miejsca dla następnych. Zerkając wstecz wiem, że nie raz jeszcze zostanę obdarowana kolejną ich edycją. W końcu nie bez kozery półka ta nazywa się niekończącą się historią. 

Smuteczki nie chcą odpuścić. Obstają, uparciuszki, przy kwaterunku na czas dłuższy.

Miejski Ośrodek Kultury działający w moim mieście życzliwym okiem spojrzał na wnioskowaną przeze mnie inicjatywę kulturalną i chce ją zrealizować. Jeśli znajdą się dodatkowe, pozakonkursowe fundusze dostanę zielone światło do działania.

Chociaż tyle.

Bo tak ogólnie to smuteczek smuteczkiem pogania.

Dziś spotkało mnie trochę kurtuazji z okazji okazji, ale poczucie, że jestem dla kogoś kimś prawdziwie ważnym - zerowe. Ot, przynieś, podaj, pozamiataj, nie oczekuj i wiecznie rozgrzeszaj.

Nie pozostało mi nic innego jak tylko polubić jej gorzki smak. Ponoć gorzka najzdrowsza. I mimo wszystko zawiera serotoninę.

 

Na jakiś czas przycupnę sobie gdzieś w kącie, cichutko. Poczekam na prawdziwą wiosnę. Spróbuję naładować się pozytywną energią świata i wtedy tu powrócę. Za jakiś czas. A tymczasem, bywajcie.

22:55, wiklasia
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 06 marca 2017

Porzuciłam dziś siebie, swoją tożsamość, przynależność narodową, stan majątkowy, adres zamieszkania, udokumentowane umiejętności obchodzenia się z końmi mechanicznymi. Historię mojego zdrowia i choroby też porzuciłam, odrobinę gotówki, kilka popłaconych paragonów. Potomstwo porzuciłam. Niezauważalnie, nieświadomie. Z jaką łatwością wyrzekłam się tego wszystkiego. Bez mrugnięcia. Bez zająknięcia. Beztrosko. Bez udziału świadomości. Bezmyślnie wręcz głupio.

I odnaleziono mnie. Po kilku godzinach. W poradni psychologiczno-pedagogicznej. Przywrócono mi na powrót tożsamość, "dyskietki" z NFZ-u, prawo jazdy, karty płatnicze, odrobinę gotówki, dowody dzieci, karty lojalnościowe i tę łuskę karpia, co to na szczęście i dobrobyt noszę w jednej z przegródek. Przepełniona wdzięcznością do uczciwego znalazcy schowałam na powrót do tylnej kieszeni dżinsów. Choć jak widać, to niekoniecznie najszczęśliwsze miejsce do noszenia portfela.

22:34, wiklasia
Link Komentarze (2) »
czwartek, 23 lutego 2017

Jestem już po.
Przyznaję szczerze, że mam ochotę na więcej.

Podobno by spalić 1 pączka potrzeba przez 8 godzin leżeć. Idę się wiec położyć.
Nie budźcie mnie do rana ;)
 

13:58, wiklasia
Link Komentarze (2) »
środa, 22 lutego 2017

Słyszysz:

- Uśmiechnij się (gdy tobie jest akurat smutno i źle)

- Podaj rękę na zgodę (mimo, że nadal masz poczucie krzywdy i niesprawiedliwości, i wcale nie czujesz, że sprawa jest rozwiązana)

- Podziel się (nie masz najmniejszej ochoty, bo to twój skarb, coś najcenniejszego)

- No, nie gniewaj się już (gdy emocje jeszcze w tobie nie wybrzmiały)

- Bądź grzeczny (cokolwiek to ma znaczyć)

- ...

Szczerze ich nie znoszę! Tych i wielu jeszcze innych takich wymuszaczy - zaklinaczy.

Przedmiotowość, a nie podmiotowość. Nie liczysz się w tym wszystkim ty, nie liczą się twoje uczucia, twoje emocje, tylko osoby, która ku tobie wysyła takie właśnie komunikaty.

Uśmiechanie się na siłę, gdy smutek się do mnie przykleił, buduje dystans między mną, a osobą, od której ta "propozycja nie do odrzucenia " padła. Wyszczerzenie zębów to nie jest jakieś cholerne zaklęcie, od którego zrobi mi się nagle dobrze, które odgoni smutki. Mówiący w moim odczuciu ma tu na względzie tylko i wyłącznie swoje dobro, troszczy się o swój własny dobrostan. Nie ma ochoty lub nie chce, boi się konfrontacji z moim prawdziwym, aktualnym dla danej chwili ja. Wysyła sygnał, że nie akceptuje mnie w tym momencie takiej, jaką jestem, moich emocji. By ułatwić innym życie mam być uśmiechnięta. Bo inny stan emocjonalny potencjalnie wróży trudności, a tych wolimy unikać, prawda?
Tylko jak w takiej sytuacji budować prawdziwą więź, bliskość, jeśli druga strona woli iluzję? 

Godzenie się na siłę, udawanie, że nie ma we mnie gniewu (a on aż buzuje) gdy do drugiej strony ciągle czuję żal, gdy w danej chwili nie stać mnie na przebaczenie, to dla mnie żadna wartość. Naprawdę wolisz egzystować w iluzorycznym błogostanie z wyobrażeniem, że konflikt jest już zażegnany niż cenić sobie prawdziwą szczerość? Niż poczekać aż będę gotowa naprawdę szczerze się pogodzić? Podanie ręki w tym wypadku jest tylko pustym gestem. Zaklinaczem - uspokajaczem. Nijak mającym się do stanu rzeczywistego.

Bądź grzeczny - czyli właściwie jaki? Mam nie płakać - mimo, że smutno, albo boli, nie wybrzydzać - choć nie smakuje, nie śmiać się za głośno, uważać by niczego nie stłuc, nie rozlać, nie nakruszyć - choć to przecież przez przypadek. Pewnie chodzi o to, że mam nie przynieść wstydu, czyli dbać o dobre samopoczucie kogoś innego (rodzica). A gdzie w tym wszystkim jest miejsce na mnie, na moje prawdziwe emocje?

 

Ech, jak niektórzy lubią zaklinać rzeczywistość naiwnie wierząc, że odmienią one stan rzeczywisty. I jak bardzo takie zaklinacze - wymuszacze potrafią zniszczyć relacje między ludźmi...

 

A jak jeszcze raz każesz mi się uśmiechnąć, to złośliwie zapytam: A co? Jesteś fotografem, a ja modelką? Potrzebujesz bym ci zapozowała do zdjęcia?

13:47, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 lutego 2017

... - taka własnie myśl utorowała sobie drogę w mym umyśle, kiedy to z poziomu tylnej ławki objęłam wzrokiem znaczną część kościoła podczas dzisiejszej mszy. Pierwszy rząd ławek - króluje czerń i szarości. Drugi rząd zasiedlony przez miłośników płaszczy w kolorze węgla. Kolejne - utrzymane w podobnej  kolorystyce.  
W moim berecie w tonacji jasnego petrolu (kto wie jaki kolor mam na myśli?), wielobarwnej chuście w kratę, oliwkowej kurtce i spodniach o odcieniu "coś pomiędzy żółtym, a jasnym zielonym" (powiedzmy, że limonkowy) wśród tego prawie że monochromatycznego tłumu jednakich postaci poczuć mogłam się jak odszczepieniec.

 

Na zewnątrz rozweselam rzeczywistość kolorami, żałobnie natomiast zrobiło się dziś w sercu na wieść o śmierci Danuty Szaflarskiej.

22:27, wiklasia
Link Komentarze (5) »
czwartek, 16 lutego 2017

Dzieciaki miały.
Miałam mieć i ja. Przebranie na zabawę karnawałową.
Jednak w tym roku nie wyszło. 
Zabawa karnawałowa dla rodziców została odwołana. Niewielu było chętnych, by bawić się w stylu lat 50-tych i 60- tych. Trudno.

A miałam być pin-up girl.
Czarną, wyrazistą kreskę ćwiczyłam. Bandanę we włosy wplotłam. Nawet czerwień na usta wrzuciłam (choć od razu ją "zjadałam") Pazury takowoż krwistą czerwienią lśnić miały.
A tu koniec balu panno lalu ...
 

 

Rozkloszowana spódnica z motywem kropek i baletki do tańczenia rock and rolla będą musiały poczekać na inną okazję.
Zdjęcia z moim przebraniem nie będzie więc.
Jedynie fotka z backstage-u czyli przymiarki makijażowe. 

Tagi: foto
18:51, wiklasia
Link Komentarze (4) »
wtorek, 14 lutego 2017

Dla mnie książka to jednak wciąż powinna być przewaga słowa nad obrazem. Co innego album. Czasem natrafiam na książki, w których treści nie ma za wiele, dominuje obraz. No cóż, znak czasu. A może to powrót do korzeni. Jakby nie było, pierwsze książki, takie jak chociażby te z Lascaux "napisane" gdzieś około 19 000 - 17 000 lat temu to było czyste pismo obrazkowe.

Nawet w gazecie, by natrafić na ciekawy artykuł (ba, na jakikolwiek artykuł) najpierw trzeba przebrnąć przez kilka, kilkanaście stron pisma obrazkowego czyli reklam.

Co to za radość z książki, gdy jej przeczytanie zabiera nam dosłownie kilka minut. Czy w kilku, kilkunastu zdaniach da się zawrzeć ciekawą, poruszającą historię? Ku mojemu zdziwieniu, niektórym współczesnym się to udaje. 

Kiedy jest tak niewiele słów, to szata graficzna powinna rekompensować ten niedosyt.
A może nie? Może obraz nie powinien konkurować ze słowem?
Tu muszę się przyznać, że pomimo, że doceniam, że autorzy nie poszli na łatwiznę i nie zaserwowali nam kolejnych cukierkowych ilustracji, to jednak w mój gust nie utrafili. Doceniam pomysł i koncepcję (zwłaszcza w "Dwoje ludzi"), ale za serce nie porwało. Porwało za to za treść.
Tak w jednym, jak i w drugim przypadku.
Ostrzegam:
Mało treści. Skromne, proste ilustracje. Ale za to ogrom emocji i materiału do przemyśleń.


 

Tagi: foto ksiązka
14:53, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 lutego 2017

Mój umysł jest jak biuro podróży. Dostępnych w nim jest wiele opcji wycieczek w różne, przedziwne rejony.
Chociażby do takiej Krainy Wygasłych Wulkanów. Wysyła mnie do niej najczęściej jakiś nagły impuls: zapach, określony dźwięk, kształt, jakieś konkretne słowo, które kiedyś, gdzieś tam...
I buch... nagle i niespodziewanie ląduję w tej krainie, wędrując wśród przedziwnego krajobrazu. Niby tu już wszystko poukładane, jest spokojnie, bezpiecznie, bo przecież jak wygasłe to wygasłe.
Ale one wcale nie wygasłe tylko uśpione. I czasem tak nagle, niespodziewanie wybuchają.
I w jednej chwili w łeb bierze cały mój wewnętrzny spokój.
I uruchamia się strumień myśli co by było gdyby?. Jakiś wewnętrzny głos, chochlik, nęci i kusi, by podążyć w tamtym kierunku, zapuścić swoje myśli w niebezpieczne rejony. Uruchamia wyobraźnię. A jej naprawdę niewiele trzeba, wystarczy jeden impuls (słowo, obraz, dźwięk), by zaczęła tkać i snuć rozbuchane wizje. A ja nie umiem powiedzieć dość! stop! zatrzymaj się!

Jak powstrzymać ten rozemocjonowany potok myśli, fantazji i dać dojść do głosu rozumowi i zdrowemu rozsądkowi? 
Jak zacząć spokojnie żyć bez tej wiecznej szarpaniny z własnym umysłem? 

22:25, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 lutego 2017

Był syn. To teraz będzie córka.


A następnym razem może i mnie uda się załapać na sesję ;)

wtorek, 07 lutego 2017

... król Julian właśnie.
Uszy i makijaż (ten to zdecydowanie) do poprawki, a reszta, biorąc pod uwagę moją "wiedzę" na temat szycia uznać mogę za satysfakcjonującą.

 

Tagi: foto
08:33, wiklasia
Link Komentarze (2) »
niedziela, 05 lutego 2017

co to będzie?
co to będzie?

 

Tagi: foto
18:57, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 02 lutego 2017
poniedziałek, 30 stycznia 2017

Z czasem można próbować się ścigać (są tacy, którzy próbują, czy aby to ma sens?).
Z czasem niektórym z nas udaje się zmądrzeć (chwała za to bogom na Olimpie).
Czasem przychodzi otrzeźwienie (niekoniecznie w porę, często zbyt późno). 
Lubi przeciekać przez palce (zdarza się to zwłaszcza ludziom nieuważnym i roztrzepanym).
Czasem walczy się z czasem (bezcelowo).

Czasem wpadnie w nasze ręce wiersz, który nas poruszy: 

opuszkami palców zwiedzam cię
szlakiem zmarszczek
odkrywam słoje czasu
tu zgasł uśmiech kiedy zapomniał
o kwiatach a nie powinien
tu potoczyła się łza kiedy
pierwszy raz uderzył

niech twoje palce pobłądzą
po mojej twarzy niech wygładzą mi
zmarszczki
brwi
i sny

ta chaotyczna wędrówka palców
jest ciągłym uczeniem się czasu
gdy nie byliśmy razem

a kiedy zerwą się cumy żył gdy
zatrzymają się wszystkie zegary
proszę niech to twoje palce
domkną mi powieki

Bardzo osobiście, intymnie pisze Antoni Pawlak (Podróż w nieznane ze zbioru Walizka światła, 2016).

Wszystkiego dobrego dla wszystkich, którym czas odmierza życie.
Szkoda tylko, że z dostępnych opcji jest tylko ta limitowana.
Tym bardziej każda chwila jest bezcenna.
Najlepszego przeżycia swojego czasu życzę. 

19:06, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 stycznia 2017


W kościele szopka i świąteczne dekoracje przypominają o cudzie narodzin, a tu ksiądz intonuje pieśń o śmierci i zmartwychwstaniu.

Pośród wyśpiewywanego "hosanna" słychać płacz.

Ty na zdjęciu uśmiechnięty, a Twoi bliscy w rozpaczy.

 

Dziś, jak za studenckich czasów znów byliśmy razem.

Cała nasza ferajna, z którą jeździłam wspólnie na zajęcia.

Tylko dlaczego nad Twoją trumną??? 

Przecież to raptem 40-tka na karku.

Pozostawiłeś żonę, trójkę dzieci.

Nie tak to miało być.

Nie tak umawialiśmy się z życiem, ze światem.

Życie jak rosyjska ruletka. Zaczyna się kolejne rozdanie.

Jedno z nas już w nim nie uczestniczy. 

My ciągniemy swoje wózki dalej.

 

I to pytanie: co mam zrobić z Twoim numerem telefonu?

Gdzie zadzwonić każdego 5 czerwca w dniu, w którym razem świętowaliśmy urodziny?
 

19:12, wiklasia
Link Komentarze (1) »
wtorek, 17 stycznia 2017

Założyłam sobie dziś na nogi stare i zdaje się, że bardzo już niemodne buty. Jeśli mnie pamięć nie zwodzi na manowce (a czasem to robi - spryciula), to od ćwierćwiecza mi służą. O dziwo, nadal trzymają się skorupy dzielnie. 

Chyba w końcu dobiłam do brzegu, przy którym przestajesz się napinać i prężyć, by udowadniać sobie i wszystkim dookoła, że nie wypadłaś z obiegu, że wciąż jesteś na bieżąco.  

Do butów dopięłam deski i huzia na Józia, ze stoku sobie dziś pomykałam. A razem ze mną córcia, która też połknęła bakcyla narciarskiego i dzielnie śmigała wraz ze mną. 

Stare czy nowe - mało istotne. Najważniejsze, że radocha ze zjazdów wciąż ta sama.

21:37, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 38