napisane w wolnym czasie, kiedy to przemyślenia na temat macierzyństwa i tematów pobocznych w głowie mej miejsca wolnego już dla siebie znaleźć nie mogą
| < Maj 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
O autorze
Zakładki:
Inspirujące
LEKTURA OBOWIĄZKOWA
Mama Zone
Męskim okiem widziane
Namiętnie poczytuję
TEŻ MOJE
To właśnie MIŁOŚĆ
W uśpieniu
Lilypie Kids Birthday tickers Liczniki na stonę
Kategorie: Wszystkie | 1001 drobiazgów
RSS
środa, 16 maja 2018

Lubię ten stan:


Choć już sąsiadowego  betonowego płotu to już nie.

11:15, wiklasia
Link Komentarze (2) »
wtorek, 15 maja 2018

Stanęłam zdumiona.
Że jak, że już?
Że one już takie czerwone, dojrzałe.
I sąsiad już drabinę do drzewa przystawia. I zrywać je będzie. Czereśnie.
A przecież to dopiero połowa maja.

I więcej takich zadziwień.
Że wianek na głowie i biała sukienka.
I jej dziecięce ręce do modlitwy złożone.
Kiedy mi tak urosła?

09:27, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 maja 2018

Ale co do tego "może" to jednak z każdym rokiem pole możliwości się zawęża.
Czuję to po wizycie na Baraniej Górze. Czasy przejścia przyzwoite ale dochodzenie do siebie (znaczy się poruszanie się z gracją, a nie jak ofiara choroby heinego - medina) "po" znacznie się wydłużyło.

Tagi: foto
07:09, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 kwietnia 2018

Najpierw łagodnie, gładko, może nawet lekko z górki. Potem jednak trochę tyłkiem potrzęsło.
Nozdrza odnotowują przecudny zapach sosnowego rozgrzanego lasu. Uszy - ptasie trele. Kątem oka dostrzegam dwurocznego koziołka. Popatrujemy na siebie jedno z zaciekawieniem, drugie czujnie.  Dzięcioł zachęca do wyścigów. Niestety nie daję rady i zostaję daleko w tyle. Koniec lasu oznacza, że zalewa mnie żółć. Dookoła łąki pełne rozkwitłych mleczy, rzepak też już w blokach startowych. Rozkukana kukułka odmierza czas.
O matko! Kruk!!! Chyba po raz pierwszy udało mi się zobaczyć to "ptasie bydlę"  w naturze, na wolności. Rozglądam się za drugim. Nie dostrzegam. A potem dopada mnie zapach waty cukrowej i śmietankowego cappuccino - buzia mi się sama uśmiecha - a te aromaty unoszące się w powietrzu to dowód na to, że przemykam właśnie w niedalekim sąsiedztwie fabryki producenta kaw rozpuszczalnych. To oni tak "smrodzą" powietrze.:)  Jeszcze bocianie gniazdo, ruiny dworku, "telepka" po drodze przypominającej patchwork i poranna przejażdżka rowerem zakończona. 20 km porannej  zmysłowości.

13:51, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 kwietnia 2018

zakopałam się w ogródku,
zakopałam się w książkach, 

ale wrócę na powierzchnię,
....

niebawem

19:59, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 marca 2018

Jakiś czas temu w internecie był wysyp filmików ukazujących jakie to błogie i szczęśliwe dzieciństwo miały dzieciaki wychowywane w latach 60- tych, 70-tych, 80-tych i w domyśle sugerujące, że współcześnie żyjące dzieci to dzieciństwo mają spaprane i w ogóle to pożal się boże.

To ja tak w kontrze do tych peanów i hymnów pochwalnych chciałabym napisać:
" My dzieciaki, których dzieciństwo przypadało na lata 60-te, 70-te, 80-te spędzaliśmy nasze dzieciństwo w dymie papierosowym (dla przypomnienia papierosy paliło się wtedy wszędzie: w domu, autobusie, biurze, na ulicy i nikt nie przejmował się tym, że w tym samym pomieszczeniu przebywały dzieci).

Kilka godzin w tygodniu upływało nam nie na bieganiu za piłką czy grze w klasy tylko na nużącym staniu w kolejkach do np. mięsnego, w tym czasie mama stała w drugiej za pastą do zębów lub za jakimś innym, niedostępnym dobrem.

Nasza cudowna przedszkolna i szkolna rzeczywistość to klęczenie na grochu, bycie bitym przez nauczyciela po rękach linijką itp. jako konsekwencja bójki wynikłej z zabrania koledze czerwonej chińskiej kredki.

Cudowne dzieciństwo to też w wielu przypadkach pijany rodzic, który w ten sposób znieczulał się przed beznadzieją życia w PRL-u.

Nasze dzieciństwo to ciągła indoktrynacja, obowiązkowe apele ku chwale Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i obowiązkowe uczestnictwo w  pochodach 1-majowych.

To społecznie przyzwolenie na stosowanie przemocy: to zgoda na bicie, ciągnięcie za uszy, szykanowanie.

Nasze dzieciństwo to niespełnione marzenia o własnym rowerze, piłce do nogi, hulajnodze.

Tak, rzeczywiście, to były cudowne lata. I wyrośliśmy na szczęśliwych i spełnionych ludzi. Tylko cholercia: dlaczego wielu dzisiejszych 40 - latków przesiaduje na kozetkach u psychologów, popełnia samobójstwa, dokonuje kompulsywnych zakupów, nie potrafi zbudować bliskich relacji i nałogowo siedzi w wirtualnym świecie?

Myślę, że przy tego typu podsumowaniach, że kiedyś to było fajniej, zawsze trzeba pamiętać, że kij ma dwa końce, i że pomiędzy bielą a czernią jest jeszcze cała paleta barw.

20:56, wiklasia
Link Komentarze (2) »
środa, 07 marca 2018

Różowa bluzka z cekinami, tlenione włosy, biżuteria obecna w ilościach znacznych na obu rękach - to wszystko widzę wertując zdjęcia umieszczone na profilu. Do tego kilka podlajkowanych stron z piosenkami. Jakiś mem. I już jakoś tak automatycznie zdanie na temat człowieka wyrobione.

Kolejny profil - tym razem znajoma - tu z kolei w większości biblijne cytaty. Zgadza się. To osoba, która w realnym świecie dość mocno żyje wiarą. 

Kolega z podstawówki, dawno, dawno temu widziany - po kilka ruchach myszką już się domyślam jakie ma preferencje polityczne i że on to z tych, z którymi mi dziś mentalnie ewidentnie nie po drodze.

Może za szybko. Może zbyt pobieżnie i tendencyjnie. Na pewno totalnie amatorsko. Oglądając czyjś profil na facebooku, chcąc nie chcąc, buduję sobie obraz danej osoby. Obdarzam sympatią lub przeciwnie - wiem, że to nie moja bajka.
Trochę w tym wszystkim uwiera mnie świadomość, że nie poprzestaję na zczytaniu tylko czystych danych, ale mój mózg od razu buduje ścieżkę skojarzeń, dokonuje oceny i wartościowania danej osoby na podstawie jej publikacji na portalu społecznościowym. Dzieje się to bezwolnie. Tak jakby jakiś atawistyczny pierwotny imperatyw kazał w ten sposób działać mojemu mózgowi.

No bo co z tego, że ma fotkę z białymi kozaczkami. Białe kozaczki to tylko białe kozaczki. Ale mój mózg podąża dalej budując skojarzenia  - białe kozaczki - blachara - pusto w głowie - IQ raczej w tych niższych przedziałach - itd ....

Zdaję sobie sprawę, że takie podejście może być bardzo krzywdzące. I dalece odbiegające od rzeczywistości. 

Niektórzy zajmują się tym profesjonalnie  - określaniem osobowości danego człowieka na podstawie jego publikacji na portalach społecznościowych. I robią to z dużą skutecznością. Aż strach się bać i cokolwiek klikać. Słyszeliście pewnie o Michale Kosińskim czy o microtargetingu.
Daje to do myślenia i głębokiego zastanowienia zanim cokolwiek kliknę czy napiszę. 

I  tak sobie myślę - jaki obraz mej osoby budowany jest na podstawie publikacji na tym blogu? Jakie wyobrażenia na mój temat masz Ty - drogi czytelniku? I czy ten obraz stworzony na podstawie lektury kilku wpisów pokrywa się z rzeczywistością?
Bo może to wszystko na tym blogu to tylko bajka, snucie opowieści na dobranoc ....

23:16, wiklasia
Link Komentarze (8) »
niedziela, 04 marca 2018

Niedawno skończyła osiem lat, ale czasem zachowuje się jak rasowa kobieta doświadczająca właśnie klasycznego PMS: trzaska drzwiami, płacze z byle powodu, miewa huśtawki nastrojów, chodzi rozdrażniona, szuka zaczepki.
Jeśli ja też odstawiam co miesiąc takie "teatrzyki" tu błogosławiony mężczyzna, który to wytrzymuje.

18:33, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 lutego 2018

Różnica dość znaczna. On okołosześćdziesięcioletni. Ona młódka. I razem będą. I skandal towarzyski i oburzenie święte, i poruszenie w szeregach współczesnej gawiedzi.

A kiedyś to nie. Kiedyś, to by pospólstwo i panowie szlachta przyklasnęli takiemu wyborowi. Ba! Oni sami w aranżowaniu takich związków maczali palce. 
Taki Jagiełło na przykład, Władysław - mężczyzna w roku 1422 już cokolwiek stateczny, z szóstym krzyżykiem na plecach, a tu czwarta żonka na horyzoncie - Sonka  - nastolatka, bo raptem koło 17 wiosen sobie panna liczyła. I dzieci z tego były. Historycy mówią, że trójka. 
Więc późne ojcostwo to nie wybryk jakiś, ale wielowiekowa tradycja nasza narodowa prestiżem królewskim podparta.!

Koleżanka z lat mych szkolnych dowcipkuje, że późne macierzyństwo ją dopadło. Kochana moja - nie ciebie pierwszą dopadło. Na przykład Elżbieta Rakuszanka to 47 lat miała gdy prokreacyjnie podziałała (po raz trzynasty zresztą (sic!)) ku chlubie Rzeczypospolitej.

Brać z nich przykład? Ja osobiście nie zamierzam. I w czterech nadobnych mych literach własnych mam całe to zamieszanie wokół dobra narodowego i interesu społecznego, że niby niż demograficzny, katastrofa i walkę o przyrost naturalny trzeba stoczyć. Mnie do czynów prokreacyjnych nie dobro i chluba narodowa napędzały, ale chuć i zaślepienie miłosne. ;).
A że tego już nie ma jeno stateczność i rozsądek...;)
Ech, egoistka ze mnie jak nic i głucha jak pień pozostaję na wołanie ojczyzny o nowych obywateli. :)

23:46, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 lutego 2018

się mi zachciało samodzielnie skracać grzywkę, to teraz mam ...

... nierówno "pod sufitem". Coraz bliżej mi do wyglądu Jagi Hupało, a może do Baby Jagi :)

23:38, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 lutego 2018

Też testowaliście w dzieciństwie czy język przymarznie do klamki?
Dzisiejszego wieczoru i nocy są dogodne ku temu warunki.
Mrozik, a w razie czego ciemność nocy litościwie skryje ewentualne zakłopotanie.
Aż mnie korci :)

23:02, wiklasia
Link Komentarze (1) »
czwartek, 08 lutego 2018

Najpierw było zapewnienie:
Only you
Potem utwierdzanie się w przekonaniu, że:
You are the only one
Ale silna wola z upływem godzin słabła: 
Baby one more time
By wieczorem przyznać sie, że:
I've got you under my skin, ale oby nie:
Forever and ever
i Till the end of time.

By zgubić te dwa i pół pączka, co to zaległy under my skin jutro wybieram się z dzieciakami na sanki.

 

21:50, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 lutego 2018

Zdarza się czasem, że i tak jest. Jak? Frywolnie.

Czy ja jestem członkiem? - takie zapytanie rzucił przez telefon pewien mężczyzna do swojej żony.
Wszyscy stawający do aktu notarialnego parsknęli śmiechem. Tylko rejent zachował powagę.
A mężczyzna - biedak musiał skontaktować się z żoną, by udzielić notariuszowi odpowiedzi na pytanie, czy jest on członkiem spółdzielni mieszkaniowej czy też nie.

Z tym aktem to też czasem dwuznacznie bywa. Zdarza się, że ktoś dzwoni do którejś z nas, gdy jesteśmy w trakcie pisania dokumentu. I cóż odpowiadamy? Ano, że koleżanka, taka a taka, teraz podejść do telefonu nie może, bo jest w trakcie aktu. 

W mojej poprzedniej pracy też czasem zdarzały się lapsusy językowe. Firma projektowa, w której swego czasu pracowałam miała w swojej nazwie wyraz agencja. I razu pewnego przyszedł inwestor, do którego akurat zadzwoniła żona. I oto co usłyszałam: "Teraz jestem kochanie w agencji ... i rozmawiam z panią na temat ceny." Trudno było mi zachować powagę. 

21:09, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 lutego 2018

Z niejakim zdziwieniem skonstatowałam dziś jeżdżąc na łyżwach z dziatwą, że zaliczyć mnie można do jednej z najstarszych osób na płycie miejskiego lodowiska. A kiedy po jeździe pakowałam się i dzieci do samochodu zobaczyłam mimochodem grupkę młodzieży około dwudziestoletniej. I jakieś takie nieodparte wrażenie miałam, że dla nich ten dzień (było tak koło 17.00) dopiero nabiera rozpędu, niedługo będzie w pełnym rozkwicie, bo oto zaczyna się czas spotkań towarzyskich, pogaduch, zabaw, wypadów, a ja z nastawieniem i westchnieniem ulgi, że to koniec już niedaleko na horyzoncie świta, że przeżyłam kolejny dzień, i teraz tylko jeszcze nakarmić dziatwę, trochę ogarnąć dom i można "zamykać" dzień.
I w tym momencie poczułam się strasznie staro. I zatęskniłam za tymi czasami "psychicznej wolności" kiedy nie miałam i nie musiałam mieć w tyle głowy tej całej napinki, że tu dzieci odebrać, tam zawieźć na zajęcia, obiad ugotować, że teraz ciągle i na wszystko mam limit czasowy, bo tu to, siamto, owamto. A ci młodzi tak beztrosko, bez napinki, bez limitu (no chyba, że do 23.00;)). 

21:36, wiklasia
Link Komentarze (3) »
niedziela, 04 lutego 2018

Śniegu trochę mało, by na nartach po lesie pobiegać ale by na rowerze pojeździć, to czemu nie?
Rower został więc wyciągnięty, napompowany i w drogę. A po drodze dostrzegalnia przeciwpożarowa.
Praca na trzynastym piętrze, poszerzająca horyzonty. :)

22:27, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 lutego 2018

Uporządkować myśli nie potrafię, więc może chociaż wezmę się za porządki w łazienkach lodówce i kosmetykach.

13:19, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
środa, 31 stycznia 2018

Kalendarz świąt dziwnych i nietypowych mówi, że dziś Światowy Dzień Przytulania.
Świętujecie?
Ja idę poprzytulać się do poduszki i kubka z ciepłą herbatą.

20:51, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 30 stycznia 2018

Najczęściej się mówi: "Wszystkiego najlepszego".
Niektórzy rozwijają trochę tę myśl dodając: "Zdrowia i wszelkiej pomyślności".
Ktoś inny z kolei zaprzęgnie rym do życzeń, by atrakcyjnie brzmiało.
I tak płyną w świat życzenia.
Oby się spełniały.
By szczęście zagościło w Twoim sercu,
by towarzyszyło Ci poczucie spełnienia,
serce przepełniał zachwyt nad światem,
entuzjazm był Twoim towarzyszem,
i by miłość i zdrowie zawsze Ci towarzyszyły.


Puszczam te życzenia w wirtualny świat.
Niech się urealnią.
Niech dobra energia krąży we wszechświecie.

 

20:10, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 stycznia 2018

Przymrozić pogoda nie chce ni hu, hu, więc może coś z przymrużeniem oka. ;)
 
Nie od dziś wiadomo, że słowo ma moc. Tak mówione jak i pisane. 

"Ważne! Chcąc wziąć udział w spotkaniu z Prezydentem RP należy pamiętać, że na spotkanie nie wolno wnosić żadnych niebezpiecznych przedmiotów i narzędzi, w tym: wszelkiego rodzaju broni, nożyczek, parasoli, pilników, butelek z napojami, banerów i transparentów itp." 

W sumie mają rację. Słowo może być ostre jak brzytwa. Słowem można zranić. Tak, po zastanowieniu to nawet ma to sens - zakwalifikowanie banerów czy transparentów do przedmiotów niebezpiecznych.

A dziś idąc do pracy przez opustoszałe ulice (wszak głowa państwa dziś w mieście więc ruch samochodowy na co poniektórych ulicach zamknięty) dojrzałam taką oto informację na drzwiach jednego ze sklepów:



Aż mi się zachciało dopisać pod spodem: "W takim razie zdrówka życzę".
Niestety narzędzi odpowiednich pod ręką nie znalazłam (dużo różnych dziwnych rzeczy noszę w torebce, ale dziś akurat ani nożyczek, ani taśmy klejącej nie miałam). A szkoda. Kto wie, w co mogłaby się przerodzić taka korespondencja prowadzona pro publico?

środa, 24 stycznia 2018

Rzeczywistość stanęła okoniem.
Maszyna do szycia obraziła się na moje dyletanctwo w kwestii krawiectwa i odmówiła współpracy. Super klej zamiast sklejać tasiemki skleił mi palce. Zapałki nie chciały się rozpalać (a potrzebne były do opalania tasiemek, by się końcówki tasiemek nie strzępiły). 
Ostatecznie udało się wyjść na prostą. Fachowiec naprawił maszynę, zdzierając mnie przy tym niemiłosiernie z mamony. Znalazła się tubka niezawodnego Magic kleju. Zapałek wystarczyło. 


Strój na bal został ukończony.Temat przewodni brzmiał: Dookoła świata. 
My wyskoczyliśmy niedaleko, za miedzę, do braci Rosjan.

P.S. Coś w temacie pozostawiam do obejrzenia. :) Niby reklama. Ale fajna i z pomysłem.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 41