napisane w wolnym czasie, kiedy to przemyślenia na temat macierzyństwa i tematów pobocznych w głowie mej miejsca wolnego już dla siebie znaleźć nie mogą
| < Grudzień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31  
O autorze
Zakładki:
Inspirujące
LEKTURA OBOWIĄZKOWA
Mama Zone
Męskim okiem widziane
Namiętnie poczytuję
TEŻ MOJE
To właśnie MIŁOŚĆ
W uśpieniu
Lilypie Fifth Birthday tickers Liczniki na stonę
Kategorie: Wszystkie | 1001 drobiazgów
RSS
sobota, 26 listopada 2016
czwartek, 10 listopada 2016

Pani Mgła umówiła się na wspólny spacer z Panem Przymrozkiem i przeszli tuż koło mnie pozostawiając ślad po swoim spotkaniu. Cudny ślad. 
I jak tu nie kochać listopadowych poranków?

 

Tagi: foto ogród
08:57, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 listopada 2016

Dla niewtajemniczonych - to nie jest żadne przekleństwo, to słowo oznacza indiankę.

A jeśli indianka to i strzały, i tipi.
 

Było też ognisko - tort, przy którym zgromadziło się plemię siedmiolatków.
Nie zdążyłam uchwycić.
Wszystko jakieś takie ulotne.
Więc wpisuję chociąż tu. In memoriam. 

Tagi: foto urodziny
22:09, wiklasia
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 24 października 2016

Każdy adekwatnie do wieku:
Ambitni zdobywali głazowe szczyty.
Niektórzy prężyli niewykształcone jeszcze muskuły.
A reszta? Reszta zorganizowała sobie powrót do przeszłości czyli próbowała ulepić bałwana.

Krupówki skąpane w słońcu, Kalatówki nostalgicznie, lekko zamglone i jeszcze w miarę zielone, Kondratowa w zimowej szacie. A stary pan Giewont? Nie miałam okazji i możliwości.

Za to cud się stał i w Zakopanem od kilku lat są dwa place zabaw. 
Aż dziw bierze, że w mieście, do którego jak do Mekki, pielgrzymki turystów podążają dzień za dniem, nie było wcześniej żadnych ogólnodostępnych placów zabaw.
Dziw tym bardziej, że pod nosem (bo w Kościelisku) mają firmę specjalizującą się w tej tematyce, potrafiącą wyczarować urokliwe place zabaw. I do tego z duszą. 
 

Tagi: foto
22:55, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 października 2016

Trup ściele się gęsto. Czasem aż nazbyt gęsto.
A to ptaszyna niewinna. A to ryjówka lub myszka polna. 
Ostatnio trafił się ... zając. 
Nie żebym umieralnię uruchomiła na wycieraczce przed drzwiami. Nie odpaliłam też nowego kanału dostawczego białek zwierzęcych (preferuję raczej tradycyjne metody i w mięso zaopatruję się u rzeźnika). Są to ....dowody wdzięczności.
Nie, nie mam kota. Nie mój ci on. On sąsiadowy. Choć pół dnia spędza wokół domu, w którym mieszkam przybierając różne leniwe pozy, zazwyczaj horyzontalne.
Tak, przyznaję dokarmiam go czasem. Często.
Głaszczę z rzadka. Ekhm, kilka razy na dzień.
Podczas nieobecności sąsiadów oficjalnie sprawuję nad nim opiekę.
Wygląda niewinnie. Na ogół półsennie. Leniwie. Nonszalancko obserwując świat dookoła. Wydawałoby się, że z politowaniem i lekceważąco. Zatopiony w samozadowoleniu z siebie. Od czasu do czasu łaskawie zapoda jakieś kocie murmurando. Tylko bez przesady. Nie bądźmy wylewni.
Za to jak nie patrzę, to budzi się w nim bestia. Pierwotne instynkty biorą go w posiadanie. Żądza krwi i mordu domaga się zaspokojenia.
Łąka naprzeciwko stała się cmentarzykiem z wciąż rozrastającym się areałem. Ciekawa jestem miny przyszłego nabywcy, który zacznie tam kopać. Szkielecik na szkieleciku zastanie. 
Ech... dowody wdzięczności.
Ale od trucheł zwierzęcych (nawet gdy to zajęcze, a może właśnie dlatego, że to zajęcze) wolałabym tradycyjnie. Niech to nawet będzie po prl-owsku. Czekoladki na ten przykład, butelka dobrego wina, albo jakieś fajne rajstopy. Wszak jesień już. Kolorowe, ciepłe rajstopy czas wyciągnąć z szafy. 

środa, 21 września 2016

Ostatni dzień lata.
A w ogródku czuć już jesień :

Tagi: foto ogród
21:21, wiklasia
Link Komentarze (6) »
wtorek, 06 września 2016

Politykierów uprzedzam, że wcale nie będzie politycznie. Jeśli chcecie popolitykować to nie ten kierunek, nie ten blog, odejdźcie w pokoju.

Popis matka dziś odstawiła, że hej.
Nowy rok szkolno-przedszkolny dla matki wiąże się z tym, że zyskuje 4 godziny wolnego. Wyskoczyła więc matka na zakupy. Pobuszowała między półkami bez pośpiechu, pokontemplowała w skupieniu zawiłe składy chemiczne. Z należytym szacunkiem powybierała te produkty, których skład nie przypominał połowy tablicy Mendelejewa. Szczęśliwa, zrelaksowana dotarła do kas. Przy kasach  wibrujący w kieszeni spodni telefon przyjemne połaskotał jeden z jej pośladków. Matka osiągnęła stan flow. Niespiesznym ruchem wyciągnęła telefon. Spojrzała na ekran. I .... zapomnijcie o stanie zen. Tętno przyspieszyło gwałtownie, gula niepokoju ścisnęła struny głosowe i zatkała tchawicę blokując dostęp powietrza, bo na ekranie wyświetliło się nazwisko wychowawczyni córki. W tej jednej nanosekundzie matce przez zwoje mózgowe przeleciał cały tabun nieszczęść jakie czyhają na siedmiolatkę w szkole. Nie będę tu cytować, byłoby zbyt drastycznie, bo niestety matki wyobraźnia potrafi zaszaleć jak Mick Jagger po koncercie. Zdruzgotana pędzącymi wizjami potencjalnych  katastrof matka ledwie zdołała wydukać: "Tak?". Po drugiej stronie spokojny głos wychowawczyni zapytał, kiedy matka odbierze córkę, bo dziecię czeka. Matka spojrzała na zegarek. Przecież miała jeszcze jakieś 30 min w zapasie. Upss.. czyżby pomyliła godziny? Czyż niedokładnie studiowała plan lekcji przez cały weekend? No widać nie przestudiowała go z należytą starannością. Siła przyzwyczajenia z roku poprzedniego zwyciężyła. Mózg dopiero oswaja się z informacją, że w tym roku w poniedziałek to o 11.30 trzeba córkę odbierać, a nie jak to drzewiej bywało o 12.30.

Pomna wcześniejszej wtopy i z wyrzutami sumienia ciążącymi jak kobiecie karmiącej piersi w stadium nawału mlecznego, idąc po syna do przedszkola pilnowała się matka by być na czas. Tuż przed 13.00 wstąpiła w progi oddziału przedszkolnego (pozostając w konwencji biuściastej -z dumnie wypiętą piersią rozmiar 75C). Mina pani przedszkolanki na widok matki lekko skonsternowaną się matce wydała. Jak się okazało, nie bezpodstawnie. "Czekamy właśnie na katechetkę, bo dziś poniedziałek". Puk, puk, umyśle matki...
Zaraz, chwileczkę. W końcu odpowiednie synapsy w matczynym mózgu się spiknęły i zaskoczyło. No tak, poniedziałek i piątek - matka będąc na zebraniu zapisała w notesie, że religia. Że dziecko później niż o 13.00 się odbiera.

Rok szkolno-przedszkolny rozpoczęty więc z przytupem.

A zasypiając jak mantrę matka sobie powtarzała. - wtorek Hania 8.55 , nie 8.00, 8.55.
Udało się. 

11:16, wiklasia
Link Komentarze (3) »
wtorek, 30 sierpnia 2016

Sobie człowiek pisze spokojnie, w zaciszu, z błogą iluzją, że to prawie, że do szuflady idzie. Tak ku pamięci raczej. No może jakieś grono, gronieczko, gronusio - nieliczne w każdym bądź razie - kilku poznanych na bloxie kobiet, mam (i ojciecwwwirgiliusz :)) przeczyta.

A potem pierwsze "łup" między oczy dostajesz, kiedy to kolega z pracy tak całkiem przypadkiem, mimochodem coś zagada z szelmowskim uśmiechem. I już wiesz.

Szef też się nie kryguje. Bezpośrednio cię informuje, jak to on, że on też. I też już wiesz.

Ktoś z otoczenia nagle sobie zażyczy, że nie życzy sobie, żebyś tu o tym i o owym. Bo mu się nie podoba. I też już wiesz. 

I zerkniesz czasem na statystyki, i aż Cię zatka, bo nagle ponad 3 tys. wejść w jednym dniu. I patrzysz, i oczy przecierasz ze zdumienia. Bo jakże to, skoro normalnie to dwucyfrowy wynik więc skąd te tysiące? I dostrzegasz, że na głównej na gazecie cię wywiesili. 

Nawałnica przypadkowych czytających już przeszła nie pozostawiając po sobie żadnych śladów oprócz zawyżonej nagle statystyki. Tak jak i poprzednia. Mogę wrócić do "normalności".  

23:02, wiklasia
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Dość już o tych zamkach. Na tapetę wskakuje:

Jakoś nieszczególnie czuję się w roli frytki smażącej się bezczynnie nad jakimś akwenem wodnym, gdzie jedyną atrakcją jest podziwianie jędrnych dwudziestoletnich, pięknych trzydziestoletnich, walczących z upływem czasu i frustracjami własnymi czterdziestoletnich, pogodzonych pięćdziesięcioletnich, abnegackich sześćdziesięcioletnich i z rzadka pojawiających się siedemdziesięcio - i więcej letnich (no, chyba, że z zagranicy są - tamtejsze emerytury pozwalają na prowadzenie wesołego i aktywnego życia staruszka). Unikam więc. Wolę góry. W tym roku padło na Góry Kaczawskie i Izerskie.
dygresja: O Tatry też chętnie bym zahaczyła, bo tęsknię za nimi. Tyle tylko, że wolałabym poza sezonem. A przez ostatnie kilka lat określenie, kiedy to na Podhalu jest "poza sezonem" przychodzi coraz trudniej.  

Więc co w tych górach gdy pada, a małoletni strajkują, że łazić po szlakach to dziś kategorycznie nie będą?
Pozostaje skorzystać z oferty edukacyjnej i np. ulepić sobie filiżankę z gliny:

albo stworzyć wg recepturarza własną ekologiczną pomadkę czy jakieś inne mazidło:


 

 

Jako ten kaowiec dbam też, by otrzeć się i o cywilizację:

Bynajmniej, nie robię tego z altruistycznych pobudek. Bliżej cywilizacji jest większa szansa na napicie się dobrej kawy, takiej z pianką. A jak barista uzdolniony, to i jakieś małe arcydzieło (misterny obrazek) na mlecznej piance się trafi. Ta cywilizacja co powyżej na zdjęciach to akurat po naszemu zwie się Jelenią Górą.
To, co poniżej to Jawor i Hania :):

Zapomniałabym: przeżyliśmy trzęsienie ziemi, 3 w skali Richtera. Taką atrakcję, i nie tylko ją serwują w Sudeckiej Zagrodzie Edukacyjnej. Warto tam wpaść. Można wszystkiego dotknąć, powąchać, polizać (jeśli ktoś ma taką fanaberię). Kierunek - Dobków.

 

 

Tagi: foto wakacje
23:39, wiklasia
Link Komentarze (3) »
niedziela, 21 sierpnia 2016

Na liście jeszcze dwie pozycje:
zamek Chojnik
i zamek Grodziec.

Oba to ruiny. Z tym, że ten drugi tak jakby mniejszą. Nawet zdecydowanie mniejszą.
Oba na wyniesieniach postawione. Oba bez przewodnika zwiedzane (w tym miejscu westchnę gorzko, że szkoda, że bez przewodnika; w zamku Grodziec przewodnik tylko w weekendy). 


Na Chojnik prowadzi urokliwa ścieżka przez Zbójeckie Skały, a z wieży zamkowej rozciąga się przecudna panorama na okoliczne tereny. Warto przed przekroczeniem zamkowych progów poczytać w zaciszu domowym co nieco o historii zamku. I przepięknie musi tu być jesienią kiedy okoliczne buki porastające wzniesienie przebarwią się i przystroją okolicę w złoto-rdzawą tonację. 

 

 


Grodziec bardziej wysmakowany w detalach i formie ogólnej. I wołający o przedsięwzięcie zdecydowanie bardziej konkretnych i wymiernych działań jeśli chodzi o zabezpieczenie i restaurację tego obiektu. Lub chociażby zaprowadzenie większego porządku ogólnego (trochę bajzlu tworzą porozrzucane deski, rusztowania itp.). Zerknijcie na niego. Mnie zauroczył. I też, tak jak Chojnik, ten zamek cudnie musi się prezentować jesienią.

23:30, wiklasia
Link Komentarze (4) »

Kolejny na liście był zamek Czocha, który na nowo zyskał na popularności po emisji serialu "Tajemnice twierdzy szyfrów". Lubię go za architekturę, za tajemne przejścia, za przystojnych przewodników ;). Tylko szkoda, że zwiedzanie przypomina trochę taśmę produkcyjną i ma formę sprintu. Taka widać cena rosnącej popularności zamku. Mimo wszystko warto, może poza sezonem i w wariancie ze zwiedzaniem nocnym.

20:28, wiklasia
Link Komentarze (3) »
sobota, 20 sierpnia 2016

Co tu dużo pisać. Fajny jest. O rzut beretem od Świeradowa Zdroju. Ciekawy architektonicznie. Doskonale zachowany (w tym sensie doskonale, że nie był jakoś szczególnie grabiony, łupiony i doprowadzany do ruiny przez najazdy kolejnych żądnych sławy, bogactwa i Bóg raczy wiedzieć czego jeszcze żołdaków). Z zachowanym w większości oryginalnym wyposażeniem (ciekawa tapeta w pokoju dziecięcym i jakże na czasie, designerskie żyrandole na którymś z korytarzy). Jako wisienka na torcie tej ogólnej słodyczy sączonej tu przez mnie nad zamkiem niech będzie informacja, że mają tam na stanie przewodników, którzy po polsku zacnie się wypowiadają i snują opowieść o zamku przez półtorej co najmniej godziny.
Jedyne, czego mój rozum nie ogarniał to sposób zwiedzania zamku. Iście niedzisiejszy. Jak za czasów króla Ćwieczka. Ale może to taka konwencja narzucona przez dyrekcję. By wpisać się w klimat czasów zaprzeszłych. Przed zwiedzaniem plecaki i co większe torby zostały skonfiskowane i zaaresztowane na czas zwiedzania - trzeba było złożyć je w depozycie za kratkami. Obejmował nas również zakaz robienia zdjęć we wnętrzach (poza pierwszymi czterema, w których tak de facto mało co było) pod groźbą wydalenia, zarekwirowania sprzętu itp groźnie brzmiących sankcji. Poza tym przewodnik uzbrojony był w pęk kluczy, którymi otwierał, a następnie zamykał kolejne pomieszczenia zamku. Może ta niedostępność miała na celu wzbudzić u zwiedzających uczucie dostąpienia zaszczytu i przekroczenia progu jakiegoś sacrum? Kto to wie? No bo przecież powód nie mógł być tak banalny i oczywisty jak podejrzewanie zwiedzających o niecne zamiary przywłaszczenia sobie czegokolwiek. W każdym bądź razie trochę na cenzurowanym się czułam więc o rozsiadaniu się wygodnie w którymś z zabytkowych foteli lub o przybraniu kuszącej pozy na szezlągu mowy być nie mogło. Gdzież bym śmiała.
Acha i ostrzegam. Trzeba być najedzonym, wypoczętym i przede wszystkim wysikanym. No bo nie da rady zabajdurzyć gdzieś na końcu wycieczki w celu skorzystania i ulżenia. Wszędobylskie oko przewodnika zaraz wypatrzy. Choć to nie byłoby takie straszne - gorzej gdyby nas nie wypatrzył i zamknął.

Mam nadzieję, że nikt tu nie ma już żadnych wątpliwości. Wizytę na zamku Frydlant polecam. Bardzo.

 

    

Tagi: foto wakacje
22:01, wiklasia
Link Komentarze (2) »
czwartek, 18 sierpnia 2016

O czym to pisałam w poprzednim poście? 
A na przykład o poidełkach dla ludu z ohydną wodą bogatą w biopierwiastki, albo i inne cuda. By pijącym osłodzić wątpliwej urody walory smakowe wód widok osładzają nam takie oto przyjemne dla oka figurki:
    

 

A tu detale, które zachwyciły mnie w hali spacerowej:

Generalnie cała hala wprowadziła mnie w stan zachwytu, bo piękna i urokliwa jest. Kto był pewnie potwierdzi, że jest klimatyczna.

Pisałam też o szlaku "Śladem Izerskich Tajemnic". Oto jeden z punktów tej trasy:

Po drodze trafił nam się też Czarci Młyn z diabelskim kołem wprawiającym w ruch młynki do mielenia zboża wszelakiego:

Było też kilka innych atrakcji.

 

A na zakończenie - my
z jagodową pomadką na ustach:

i ze zmęczeniem wypisanym na twarzach:

A źródła tego zmęczenia były dwojakie:
- w przypadku dzieci - prozaiczne zmęczenie fizyczne
- u dorosłych - psychiczne zmęczenie objawianym przez dzieci zmęczeniem fizycznym

Jeśli odczuwacie niedosyt i chcielibyście trochę więcej poczytać i zobaczyć  to zapraszam do lala.lu - przypadkiem okazało się, że - wcale tego ze sobą nie konsultując, ba, nawet się nie znając realnie, część wakacji spędziłyśmy jakbyśmy kroczyły jedna po śladach drugiej. 

Więc nikogo zapewne nie zdziwi, że następny wpis będzie o zamkach. I wiadomo jakich.

Tagi: foto
23:08, wiklasia
Link Komentarze (1) »

Wyobrażenia.
Najczęściej upycham w nich moje nadzieje. Pełne po brzegi  są spodziewanych ochów i achów. Nasączam je optymizmem i wiarą w lepsze. Entuzjazmem, ekscytacją ...
Dużo tego. 

Potem dochodzi do konfrontacji.
Na tym etapie bywa różnie. Nawet jeśli wszystko wskazuje na wielkie rozczarowanie to umysł i serce uparcie walczą, by choćby mała cząstka rzeczywistości znalazła pokrycie z wyobrażeniami i oczekiwaniami. 

Ponoć nie warto wchodzić do tej samej rzeki po raz drugi ...

W Świeradowie - Zdroju po raz pierwszy byłam w 2008 roku. Oczekiwania i nadzieje były wielkie. Była ciekawość, ekscytacja. A potem wielkie rozczarowanie. Bo szaro, buro i ponuro. Niedopieszczone, a właściwie niezadbane miasteczko. Jedynym promykiem ratującym moje wyobrażenia przed totalną klęską była modrzewiowa hala spacerowa. Trochę mało. Więc odpuściłam i nie zabawiłam tam długo. Raptem kilka godzin. Zahaczyłam o Dom Zdrojowy. Łyknęłam wody bogatej w radon. Przemierzyłam smętne alejki w nieciekawym parku zdrojowym. Jeszcze kawa w jakiejś mało atrakcyjnej kawiarence i adieu.

Powróciłam w tym roku.
I serducho skacze z radości. Świeradów rozwinął skrzydła. Wyładniał. Po wszędobylskich tabliczkach z żółtymi gwiazdkami na niebieskim tle łatwo domyślić się komu zawdzięczamy tę przemianę. Ale ja nie o tym. 
Ja o tym, że cieszę się, że dałam temu miastu drugą szansę. Że odkryłam je na nowo. Że czas zadziałał w tym przypadku na korzyść.

Czasem więc warto wejść w nurt tej samej rzeki po raz drugi. 

Co można robić w Świeradowie?
Można ruszyć Śladem Izerskich Tajemnic. Urząd miasta zachęca do odwiedzenia najciekawszych miejsc w okolicy, które są specjalnie oznakowane za pomocą kamieni - głazów, a ich lokalizacja pokazana jest  w miejskim przewodniku. Na chcących zdobyć Certyfikat Odkrywcy czeka specjalne zadanie - odrysowanie wszystkich 14 piktogramów znajdujących się na blaszanych płytkach umieszczonych na kamieniach.

Można napić się wody zdrojowej z kilku stylowych poidełek, pocałować jedną z czterech żab - symbolu miasta, oczekując w zamian szczęścia w miłości, dobrego zdrowia, urody czy bogactwa, przespacerować się zmodernizowanym deptakiem, zajrzeć do hali spacerowej Domu Zdrojowego (a nuż wpadniemy na koncert orkiestry lub występ chóru), zanurzyć ciało w borowinowej kąpieli itd.

Na aktywnych czekają Góry Izerskie ze Stogiem Izerskim, Halą Izerską, Sępią Górą serwujące przepiękne widoki.

Są też liczne trasy rowerowe.

Okolica obfituje w zamki po polskiej i czeskiej stronie. 

Można też edukacyjnie, czyli zaliczyć ścieżkę edukacyjną Zajęcznik, Czarci Młyn, Centrum Edukacji Ekologicznej Izerska Łąka, Izerski Park Ciemnego Nieba, Izery Trzech Żywiołów. Wszędzie tam czekają liczne atrakcje. 

 

 

 

 

 

Tagi: wakacje
00:17, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 31 lipca 2016

Nad rzeczka opodal krzaczka ...
 

Rozprawa między panem, wójtem, a ...

Uwielbiam ją, ona tu jest i ... kwitnie dla mnie

 

Tagi: foto
22:56, wiklasia
Link Komentarze (1) »
czwartek, 28 lipca 2016

Jakieś tysiąc lat świetlnych temu zdarzyło mi się być na Europejskich Spotkaniach Młodych organizowanych przez wspólnotę z Taize. Spotkanie odbywało się w Barcelonie.
Zamieszkałam wtedy u hiszpańskiej rodziny gdzie wśród dziatwy była mała dziewczynka o imieniu Anna - Maria.
I tak sobie pomyślałam, że dziś będzie to już młoda dama i może zjawi się w Polsce na Światowych Dniach Młodzieży. I tak sobie implikowałam dalej, co by to było gdyby do mnie trafiła właśnie Anna - Maria.

No więc teraz siedzę sobie i się śmieję. Bo gościłam Annę i Marię. Właściwie były to Ann i Mary.
No tak - nie były z Hiszpanii, a z Wielkiej Brytanii. No i były to dwie osoby, a nie jedna. Ale jednak, gdyby nie wnikać w szczegóły, a w ogólny zarys to jednak coś było na rzeczy.


Los ma poczucie humoru i bywa figlarny. 
 

Tagi: życie
11:21, wiklasia
Link Komentarze (1) »
piątek, 15 lipca 2016

Romantyczna sceneria - wieczór nad wodą. Ona i On. Obydwoje młodzi. Pewnie to randka. Ona wpatrzona w niego, On pochylony nad własnym. Każdy nad swoim. Telefonem.

Sąsiedzi wyprowadzają pieska na spacer. Idą zgodnie, równym krokiem,  ramię w ramię. I tak spacerują, każdy wpatrzony w swój smartfon.

Pora obiadowa. Dzieciaki siedzą nad zupą. Ojciec dzieciom pochylony nad swoim telefonem.

I jak tu porozmawiać? Ja chciałabym tradycyjnie. Nie wirtualnie, a werbalnie. Niestety, moje newsy jakieś mizerne i miałkie. Bo co tam: że trawa urosła, że rudziki gniazdo założyły, a na obiad ogórkowa. Gdzie mi tam do  internetowego bogactwa treści wszelakiej. O polityce ze mną się nie porozmawia. O ekonomii i gospodarce też nie bardzo. A to, co w książkach?  - mało kogo to zajmuje. Przecież w dzisiejszych czasach prawie nikt nie czyta. 
Więc sobie siedzę. I milczę. I myśli wpadają. Czasem te myśli jak goście nieproszeni. Totalnie nie w porę. Trochę niewygodnie. Bo piosenka w radiu leci, a wraz z nią wspomnienia. Bo zapach podobny, jak ten co kiedyś, gdzieś tam. I nagle odkrywam jak dużo pamiętam. Tylko na co mi to teraz w mym obecnym życiu?

00:26, wiklasia
Link Komentarze (1) »
środa, 29 czerwca 2016

Róża poszła do fryzjera.
Za fryzjera robiłam ja.

Kiedy tak spojrzałam na tę taczkę to mi się Jagna przypomniała.
Też najpiękniejsza we wsi była.
Też wrażliwa.
Też zmysłowa. 
I też ją wywieźli. 

Tagi: foto
23:33, wiklasia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 czerwca 2016

Na dziś zapowiadają burze z gradem. Musiałam się więc pospieszyć i zdążyć uchwycić piękno, które mnie na co dzień zachwyca. Piękno tuż za płotem.

Pojawił się nie wiadomo skąd. Stwierdził, że warto osiąść tu na chwilę. Zapuścił korzenie. I tak trwa. I rozsiewa swój czar i piękno. Choć piękno to ulotne. Bardzo ulotne. 

Znajomy ma plan -  akcja sypania makiem.
"Wiesz, tak będę sobie jeździł po okolicy i z okna samochodu garściami rzucał mak na przydrożne spłachetki zieleni. "
Podoba mi się ten plan. Bardzo.

Tagi: foto
11:01, wiklasia
Link Komentarze (1) »
piątek, 10 czerwca 2016

Schrupałabym w całości.
Ale ograniczam się do dawania soczystych buziaków. 
I jestem wdzięczna, że ją mam. 
I za tego z tyłu zerkającego też. 

Tagi: foto Hania
23:53, wiklasia
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 37