napisane w wolnym czasie, kiedy to przemyślenia na temat macierzyństwa i tematów pobocznych w głowie mej miejsca wolnego już dla siebie znaleźć nie mogą
Lilypie Kids Birthday tickers Liczniki na stonę
Blog > Komentarze do wpisu

Manewry c.d.

Matka ma nerwy napięte jak postronki.
Po dzisiejszej nocy.
O ile wsłuchiwanie się w bębniący w okna dachowe deszcz, kiedy ty sama leżysz w ciepłym łóżku jest powodem do zadowolenia i wdzięczności, o tyle wizja dziecięcia, które nad sobą ma tylko materiał namiotowej plandeki w tę mroźną noc jest powodem do troski i zmartwienia.
Wyobraźnia podsuwała mi coraz to nowe wizje: a to kapiący po nosku deszcz, a to chłód niepozwalający zasnąć (takie są moje osobiste doświadczenia i wspomnienia z dawnego wędrownego włóczykijostwa z namiotem po Małej Fatrze na Słowacji), a to zapalenie płuc, głód, zaprószenie ognia, spadająca gałąź...
I nie pomagała świadomość, że wyposażona została w naprawdę ultraciepły śpiwór, że dostała ilość  wałówki, której nie będzie w stanie sama przetrawić, że ciepłe ciuchy, czapka, scyzoryk, czołówka, plastry, płyn do dezynfekcji ran itp.
Dotrwałam do rana, a potem zjawiłam się z obozowisku z drobną przesyłką w postaci: pary kaloszy, ciepłych skarpet, dodatkowej bluzy polarowej i kurtki zimowej.
Dziecko potraktowało mnie w stylu: mama co ty tu robisz, idź sobie, nie przeszkadzaj w super zabawie.
Większe zrozumienie otrzymałam od dorosłej obsługi biwaku.
"Moja żona też tak ma" - usłyszałam na pocieszenie z ust jednego pana.

sobota, 22 września 2018, wiklasia
TrackBack
TrackBack URL wpisu: