napisane w wolnym czasie, kiedy to przemyślenia na temat macierzyństwa i tematów pobocznych w głowie mej miejsca wolnego już dla siebie znaleźć nie mogą
Lilypie Kids Birthday tickers Liczniki na stonę
Blog > Komentarze do wpisu

ad hoc

Ktoś rzucił pomysł. Ktoś inny go podchwycił. I już mieliśmy pomysł na wakacyjny wyjazd. 
Węgry - to była opcja pierwotna. Ja przy okazji optowałam usilnie za Rumunią. Ostatecznie przyjęliśmy wariant - Węgry z wypadem na Rumunię. 
Trzy dni na skompletowanie ekwipunku, zamknięcie niedomkniętych spraw, pakowanie i wyruszamy.
Węgry jak to Węgry. Ciepło, co i rusz jakieś wody termalne, ścieżki rowerowe, papryka, zupa gulaszowa, przepisowe 50km/h na terenach zabudowanych. Na naszej drodze Lipotfurdo, Eger, jaskinie Aggtelek, Nyiregyhaza.

Lipotfurdo to zagubiona w okolicy Masonmagyarovar mała wioska z nowoczesnym kompleksem kąpielisk i bardzo przyzwoitym campingiem. Dwa dniu upłynęły nam na intensywnym namaczaniu naszych powłok cielesnych i zajadaniu się zupą gulaszową (co zważywszy na panujące upały może i nie było posunięciem rozsądnym - to tak jakby w upalny dzień zajadać się rosołem - ale wielce smakowitym).

Eger - do niego przywiódł nas apetyt na węgierskie wino. Czyli obowiązkowa wizyta w dolinie Pięknej Pani i słynnych winnych piwniczkach. Niektóre kusiły przepięknymi, prawie że restauracyjnymi wnętrzami, inne za to były, jakby to rzec - dość offowe - wydrążony z skale wulkanicznej tunel, porośnięty mchami, z unoszącym się zapachem pleśni. Schłodzone wino lane wprost z beczek smakowało wybornie. Piwniczek do odwiedzenia jest dość sporo. Win do wyboru - aż do zawrotu głowy. Na szczęście nasz kamping był dość blisko.
Dolina na wieczór, a za dnia spacery urokliwymi egerskimi zaułkami i wizyta na kąpielisku. 

Aggtelek - Schodzimy do podziemi. Zawiało chłodem. Powrót w to miejsce po 15 latach nadal nie rozczarowuje, a co więcej - nadal porusza serce i wywołuje ciary na plecach słuchanie Conquest of Paradise Vangelisa wraz z pokazem światła w podziemnej sali koncertowej.

Nyiregyhaza - a bo tak nam było po drodze ku Rumunii.

A o Rumunii to będzie następnym razem. :)

sobota, 12 sierpnia 2017, wiklasia
TrackBack
TrackBack URL wpisu: