napisane w wolnym czasie, kiedy to przemyślenia na temat macierzyństwa i tematów pobocznych w głowie mej miejsca wolnego już dla siebie znaleźć nie mogą
Lilypie Kids Birthday tickers Liczniki na stonę
Blog > Komentarze do wpisu

Na dwoje babka wróżyła

Rumunia albo zachwyca, albo odpycha.

Po początkowym "gwałcie" zadanym moim odczuciom estetycznym przez prawie wszędzie dostrzegane ogólnie zaniedbanie i paraliżującą wręcz brzydotę postsocjalistycznych budowli powoli zaczął we mnie kiełkować zachwyt nad rumuńską przyrodą i krajobrazami. Niosły one ze sobą poczucie swobody i wolności. Człowiek jakoś tak samoistnie przestawał wciągać brzuch i brał głęboki oddech.
Bezkres zachwycał. 
Przyroda niezaśmiecana tak wszechobecnymi w polskim krajobrazie billboardami jest całkiem inna w odbiorze. Człowiek czuje się jak eksplorator, a nie dewastator.

Trzy dni na rozsmakowanie się Rumunią i wchłonięcie jej klimatu to zdecydowanie za mało. Czasu starcza tylko na zahaczenie o Banat i Kriszanę oraz "liźnięcie" Transylwanii. Śmiesznie mało. 

Oradea
Oprócz odnowionego z iście zachodnioeuropejskim rozmachem i (z pewnością) dzięki jej funduszom placu Piata Unirii mnie zachwycały takie oto nieco zapomniane perełki:


fot. Oradea

Starówka Oradei to miękka, giętka i płynna linia, dużo ornamentyki, belle epoque. 

Kluż to ostra, konkretna kreska:

fot. Kluż

Miasta miastami, ale wioski też bywają zachwycające i urokliwe:


fot. Rimatea


A zwłaszcza to, co za "plecami" zabudowań:

Transylwania pełna jest Drakuli. Z każdego niemal zakątka bombarduje się turystę podobizną Vlada Palovnika. Na zamku w Hunedoarze, mimo, że z Drakulą nie miał on nic wspólnego też można było spotkać jego podobiznę łypiącą na nas groźnym okiem z pamiątkowych suvenirów.

fot. Dwie małe drakulki wysysające ze mnie wszelkie pokłady cierpliwości na tle zamku Iana Hunyadego.

I jeszcze raz na pożegnanie z Rumunią widok ogólny na hunedoarski zamek:

środa, 16 sierpnia 2017, wiklasia
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2017/08/18 13:29:03
Wow, po prostu wow. Mnie dane było tylko Bukareszt odwiedzić, i widzę, że będę kiedyś musiała wyruszyć trochę dalej.
-
Gość: , 176.122.244.*
2017/08/23 10:29:25
aotahi - bliżej, bliżej niż Bukareszt wystarczy. :)