napisane w wolnym czasie, kiedy to przemyślenia na temat macierzyństwa i tematów pobocznych w głowie mej miejsca wolnego już dla siebie znaleźć nie mogą
Lilypie Kids Birthday tickers Liczniki na stonę
Blog > Komentarze do wpisu

and the Oscar goes to...

Hania okrzykiem wojownika wezwała mnie na nocne żerowanie.
Zabieram więc małego krzykacza z jej łóżeczka, rozsiadam się w fotelu;
cysterniaka na wierzch wyprowadzam i podłączam.
Tankowanie uruchomione.
Ponieważ godzina to duchów więc powoli mój umysł szybuje w kierunku niebytu myśleniowego. Jedynie siła instynktu macierzyńskiego sprawia, że moje ramiona nie rozluźniają się i dziewczątko nadal w uścisku nelsońskim pozostaje w miarę bezpieczne.

Wskazówki niestrudzenie odmierzają kolejne minuty na tarczy.

Tik, tak, tik, tak...

Powoli wyczuwam, że siła zasysania powoli słabnie; oddech się wydłuża, ciałko coraz bardziej bezwładne.

Oho, czas wkroczyć do akcji.

Delikatnie podnoszę się z fotela, a dłonie powoli przenoszą Śpiącą w kierunku jej materacyka. Już niedaleko, jeszcze chwilka i nastąpi moment delikatnego lądowania.
Hania wyczuła, że opada, że już nie przylega szczelnie do maminych krągłości, że zapach mleka coraz bardziej ulotny się staje.
Śpiące oczka zaciska jeszcze bardziej, usteczka w mgnieniu oka w podkówkę się układają, płucka zaciągają więcej powietrza, ażeby efekt wokalny skuteczny był i jak nie ...
Zdążyłam zareagować. Okrzyk niezadowolenia nie zdążył się jeszcze w pełni wykluć.
Hania czuje, że już nie opada delikatnie w dół tylko ruchem wznoszącym unosi się w kierunku mamy, zapach mleka zaczyna na nowo drażnić receptory dziecięcego noska. I tak podążając tym delikatnym lotem ku mnie, powieki się dziewczątku jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki rozluźniają i pełne ukontentowania mlaskanie słyszę.

Jednego Oskara dla tej małej aktoreczki poproszę przy następnym rozdaniu...

poniedziałek, 30 sierpnia 2010, wiklasia
TrackBack
TrackBack URL wpisu: